Przesądził chrzczony karny

7 października 2010 Wydanie 38/2010
Przesądził chrzczony karny
Dalin- Szreniawa Nowy Wiśnicz

Dalin: Obłaza - Cygal, Pilch, Senderski, Płonka (86 Bała) - Biel (46 Mizia), Kałat, J. Górecki, Kęsek - M.Górecki, Marchiński (83 Tokarz)

Oczekiwany ze sporym zainteresowaniem mecz w Nowym Wiśniczu rozpoczął się idealnie dla gospodarzy, którzy szybko zdobyli dwubramkową zaliczkę. - Nie da się ukryć, że pierwsze dwadzieścia minut zostało przespane przez moich piłkarzy - przyznał po meczu trener Dalinu, Robert Nowak. Inna sprawa, że boisko było w fatalnym stanie, błotniste i grząskie, a do tych warunków szybciej przystosowali się miejscowi.

Obydwa gole dla Szreniawy padły po stałych fragmentach gry, konkretnie po kornerach. Z tą różnicą, że pierwszy z nich został wykonany na tzw. krótki słupek, zaś największy refleks w podbramkowym tłoku wykazał rutynowany stoper gospodarzy, Pasionek. Stan meczu również po rzucie rożnym podwyższył efektownym strzałem z woleja Kiwacki. Kontaktową bramkę mógł zdobyć w 14 min M. Górecki, który kapitalnie wyszedł do prostopadłej piłki od Kałata, ale został dosłownie ścięty z nóg przez bramkarza. Na protesty biało-zielonych sędzia nie zareagował, tłumacząc tę interwencję śliskim stanem murawy.

Dalin obudził się dopiero, gdy miał nóż na gardle. Myśleniczanie zdążyli przed przerwą zmniejszyć rozmiary strat, gdy po prostopadłym zagraniu skutecznym strzałem z ostrego kąta popisał się Michał Górecki. Wyrównanie mogło paść za sprawą Płonki, ale jego bombowe uderzenie jakimś cudem bramkarz Szreniawy przeniósł nad poprzeczką. - Jeszcze w tej fazie spotkania należał się nam rzut karny, po faulu na Bielu. Arbiter jednak przeszedł nad tym do porządku dziennego - skomentował trener Nowak.

W drugiej odsłonie Dalin zdecydowanie przeważał i zaczął grać swoje i złapał właściwy rytm gry. Biało-zieloni w 55 min przeprowadzili bardzo składną akcję, Jakub Górecki podał do Kałata, ten wycofał piłkę do nadbiegającego Mizi, który trafił pod poprzeczkę bramki Turbasy. Jednak na tym się nie skończyło. Kałat otrzymał prostopadłą piłkę od Mizi, wychodził na czystą pozycję, ale arbiter gwizdnął wyimaginowanego spalonego. Podobnie było, kiedy Marchiński znalazł się w idealnej sytuacji tuż przed bramkarzem, tym razem „popisał się” boczny sędzia. Zdecydowanie w głównej roli negatywnego bohatera tego spotkania wystąpił sędzia Sebastian Widlarz z Wadowic, dzięki któremu gospodarze odnieśli szczęśliwe zwycięstwo za sprawą karnego „z kapelusza”, a skutecznym egzekutorem „jedenastki” był Kiwacki.  - Niby faulował w tej sytuacji Senderski, ale tylko niby. Mam spore zastrzeżenie do sędziowania, które pozostawiało dużo do życzenia. Sprawiedliwym epilogiem tego meczu byłby podział punktów - dokonał podsumowania Robert Nowak. Goryczy zarzutów biało-zielonych do arbitra dopełnia seria żółtych kartek, które w wypadku Kałata, Marchińskiego i Senderskiego wykluczają ich z gry w meczu z Popradem.

Stanisław Cichoń