Ratownik musi kochać nie tylko las i góry, ale przede wszystkim ludzi

Ratownik musi kochać nie tylko las
i góry, ale przede wszystkim ludzi
Fot. Z archiwum GPR

Żeby zostać ratownikiem, trzeba kochać nie tylko las i góry, ale przede wszystkim ludzi i czuć w sobie chęć niesienie pomocy innym. Nie każdy jest w stanie po otrzymaniu SMS-a poświęcić swój wolny czas, zostawić rodzinę, a ciepłe lóżko zamienić na kilkugodzinne chodzenie po lesie w poszukiwaniu zaginionych. Ale to jest silniejsze od nas…

- mówi Karolina Komperda i Sebastian Piwowarczyk z Myślenickiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej z Psami

 

W lutym Grupa Poszukiwawczo - Ratownicza z Psami podpisała umowę z PSP Myślenice w sprawie zasad współdziałania i dysponowania ratowników do działań poszukiwawczych na terenie powiatu myślenickiego - na czym będzie polegać to porozumienie?

Sebastian Piwowarczyk: To ważny krok w kierunku wejścia naszej grupy do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Do tej pory mieliśmy podpisane porozumienie z PSP i policją, które wzywały nas do działań poszukiwawczych na terenie powiatu myślenickiego. Jednak, jako stowarzyszenie w kwestii rozliczeń, byliśmy traktowani nieco po macoszemu.

Finansowaliśmy się sami ze składek członkowskich, z środków pozyskanych od sponsorów, z prowadzonych zabezpieczeń medycznych, czy szkoleń. Te wpływy pozwalały na pokrycie kosztów związanych m.in. z paliwem, czy bieżącym funkcjonowaniem stowarzyszenia, ale to kropla w morzu potrzeb. Umowa otwiera nam drogę do ubiegania się o dofinansowania z takich jednostek, jak gminy, powiaty czy województwo.

Karolina Komperda: Mówiąc finansowanie, chodzi nam o zapewnienie środków na paliwo, na ubezpieczenia pojazdów i ratowników. To koszty, które pokrywamy sami. Dzisiaj każdy ratownik ubezpiecza się we własnym zakresie.

W ubiegłym tygodniu odebraliście samochód z fundacji Orlen. Jak udało się go pozyskać i jaką rolę będzie pełnić w waszej pracy?

Karolina Komperda: Kiedy w Pcimiu zabezpieczaliśmy jeden z festynów, udało się nam spotkać i porozmawiać z prezesem Danielem Obajtekiem… i tak od słowa do słowa okazało się, że Fundacja Orlen może nam pomóc w pozyskaniu takiego pojazdu.

Sebastian: Ten samochód dzisiaj przypomina przeciętnego „dostawczaka” i w środku jest pusty. Traktujemy go jako bazę do zabudowy i docelowo, podczas akcji poszukiwawczych, będzie pełnił funkcję bazy planistycznej oraz służył do transportu ratowników.

To nie jedyny sprzęt jakim dysponuje grupa... co jeszcze stoi w waszym garażu?

Karolina: „Garaż” to ciekawe sformułowanie, ponieważ nie posiadamy własnego. Większość ratowników wywodzi się z jednostki OSP Dolne Przedmieście i właśnie tam znajduje się siedziba stowarzyszenia. Korzystamy z gościnności władz OSP, ale także z uprzejmości Komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Myślenicach, gdzie parkują nasze dwa quady oraz przyczepki do transportu osób poszkodowanych i przewozu quadów.

Sebastian: Na co dzień podstawowe wyposażenie ratowników, które zabierają ze sobą w teren to odbiorniki GPS, latarki, czy radiostacje. Dysponujemy 17 kompletami radio + GPS i w tej płaszczyźnie również odczuwamy braki. Najbardziej potrzebne są nadajniki z odbiornikiem GPS, które pozwalają na bieżąco śledzić w terenie pozycję osoby, quada, czy psa. To ułatwia pracę.

Skoro mowa o nich… jak pies zostaje ratownikiem?

Karolina: Przygotowanie psa do egzaminów to ciężka i długotrwała praca. Żeby pies mógł działać w terenie, musi przejść egzamin państwowy. Z naszego doświadczenia wynika, że największe predyspozycje do poszukiwań mają labradory. W naszej formacji na trzy psiaki, dwa to właśnie reprezentanci tej rasy. W czasie akcji, pies szybciej przeszuka wskazany obszar niż człowiek i sprawnie dostanie się w trudnodostępne miejsca - jak krzaki, czy bagna.

Myśleniccy Ratownicy to grupa wzorowana na takich jednostkach jak GOPR lub TOPR? Czy może bliżej wam do jednostek OSP?

Sebastian: Jesteśmy gdzieś pomiędzy. Analizując nasze wyszkolenie w dziedzinie poszukiwania zaginionych osób w terenie, skłaniałbym się do porównania z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Zajmujemy się stricte poszukiwaniami osób zaginionych. To jest nasza główna domena, którą doskonalimy.

Strażacy PSP, czy OSP nie posiadają specjalistycznej wiedzy w tym temacie, ponieważ wachlarz ich możliwości jest szeroki. Za to są niezastąpionym uzupełnieniem i pomocą w czasie akcji. Wcześniej w powiecie nie było jednostki takiej jak nasza, dlatego postanowiliśmy wypełnić lukę pomiędzy wspomnianym GOPR-em, a jednostkami OSP i PSP.

Kto wpadł na ten pomysł?

Sebastian: Głównym inspiratorem tego przedsięwzięcia był Krzysztof Druzgała, który razem z kolejnymi trzema osobami miał styczność z podobnymi jednostkami działającymi od lat w Kętach i w Sączu. Stwierdziliśmy, że w tej części Małopolski nie ma podobnej grupy, a do zaginięć dochodzi regularnie.

W ciągu roku występuje coś takiego jak „sezon na zaginięcia”?

Sebastian: Można powiedzieć, że w okresie letnim i jesiennym, kiedy w teren wychodzą grzybiarze, ta liczba jest większa. To czas, kiedy starsi ludzie wychodzą do lasu i często zdarza im się zostać tam na dłużej. Wtedy ruszamy, aby ich odnaleźć. Poza tymi przypadkami, ciężko mówić o sezonowości, trudno przewidzieć, kiedy ktoś zaginie.

Wygląda na to, że sporo czasu spędzacie na czekaniu…

Karolina: Występują takie okresy, kiedy przez dłuższy czas nie dzieje się nic, wtedy staramy się przeznaczyć go na ćwiczenia w terenie i szkolenia m.in. z pierwszej pomocy. Zdarza się tak, że przez cały miesiąc, a czasem i dłużej nie otrzymujemy żadnych zgłoszeń, a następnie w ciągu tygodnia odbieramy ich 3 lub 4. Nie ma reguły.

W jaki sposób dowiadujecie się o zaginięciu?

Sebastian: Jednostką prowadzącą poszukiwania jest policja. Grupę Ratowniczą o potrzebie udziału w akcji zawiadamia dyżurny policji lub Państwowej Straży Pożarnej, który dzwoni do jednej z trzech wyznaczonych do kontaktu osób. Wtedy dostajemy wezwanie, że zaginął jakiś pan - dla przykładu - na Mikołaju.

Za pomocą platformy e-remiza przesyłamy zapytanie o gotowość do udziału w akcji poszczególnych ratowników. Wszystkich jest 28, ale warto pamiętać, że nasza jednostka składa się z ochotników i nie każdy będzie mógł wyjechać w teren. Dlatego każdy ratownik otrzymuje SMS ze zgłoszeniem, w którym potwierdza lub odrzuca udział.

Będąc na miejscu, robimy wywiad z osobą, która zgłosiła zaginięcie. Tym sposobem tworzymy profil zaginionego, pytając o wiek, sposób poruszania się w terenie, czy cierpi na jakieś dolegliwości lub chorobę i jakie leki zażywa. Dowiadujemy się, w co był ubrany - słowem; wypytujemy o wszelkie aspekty, jakie mogą mieć wpływ na zaplanowanie akcji poszukiwawczej.

Następnie planista wyznacza teren do przeszukania, dzieląc go na sektory. W zależności od obszaru, jaki przyjdzie nam przeszukać, może to być 5, 10, a nawet 15 sektorów o pow. 10 ha każdy. Ratownicy dzieleni są na zespoły. Każdemu przewodzi ratownik-nawigator, któremu towarzyszy co najmniej dwóch ochotników. Najczęściej to strażacy lub policjanci. Dzięki takiej organizacji, możemy przeszukać większy obszar w krótszym czasie.

Co się czuje idąc do akcji?

Karolina: Niepewność, którą wzmaga wydzielająca się adrenalina, bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka w lesie. Nie wiemy jaki teren będziemy przeszukiwać, komu nocą przetniemy drogę i… niekiedy trafiają się ucieczki przed dzikami. Niepewność wynika również z tego, że nigdy nie wiadomo z kim się idzie. Ratownik dostaje dwóch ochotników, którym przewodzi.

Łatwo jest przestać szukać?

Karolina: Nie! Towarzyszy nam poczucie misji i świadomość, że ktoś na nas liczy, ktoś inny nam zaufał, a kolejna osoba potrzebuje naszej pomocy. Zawsze staramy się szukać do skutku. Ponieważ to policja prowadzi poszukiwania, jej funkcjonariusze decydują o przerwaniu akcji. To dla nas zawsze bardzo trudny moment.

Słuchając tej opowieści ratownik GPR Myślenice jawi się jako człowiek odpowiedzialny, ale przede wszystkim kochający… ludzi

Karolina: Zawsze lubiłam chodzić po górach i zawsze towarzyszyła mi chęć niesienia pomocy innym. To właśnie pomoc drugiemu człowiekowi jest tutaj kluczowa. Warto zwrócić uwagę na to, że ratownicy naszej grupy są wolontariuszami. Nie każdy jest w stanie po otrzymaniu SMS-a poświęcić swój wolny czas, zostawić rodzinę i wszystko, co go otacza, a ciepłe łóżko zamienić na kilkugodzinny czas spędzony na bezinteresownym chodzeniu po lesie w poszukiwaniu kogoś. Ale to jest silniejsze od nas… a nagrodą za trud i wyrzeczenia jest słowo „dziękuję”, które można usłyszeć na koniec akcji.

Jak taką „służbę” odbierają wasi bliscy?

Karolina: Większość ratowników to funkcjonariusze PSP lub OSP, dlatego nasi bliscy są do tego przyzwyczajeni. Można powiedzieć, że zdążyli przywyknąć do takiego stylu życia.

Które z akcji zapadają szczególnie w pamięć?

Sebastian: Każda jest inna. Jadąc w teren, nigdy nie wiemy z czym będziemy się zmagać. Najbardziej zapadła mi w pamięć akcja sprzed 2 lat, kiedy szukaliśmy trzyletniego chłopczyka z okolic Winiar. Bawiąc się rodzeństwem, nagle zniknął w wielkim polu kukurydzy. Dramaturgii dodało załamanie pogody, następnie burza i oberwanie chmury. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, szukało go już około 500 osób, w tym różne grupy i jednostki OSP. Zaginął ok. godz. 18, a udało się go odnaleźć 4 godziny później. Na szczęście był cały i zdrowy.

Wszystkie poszukiwania kończą się sukcesem?

Karolina: Nie. Czasem kończą się tragicznie i to bardzo trudne momenty w tej profesji. Pewne wspomnienia nosi się ze sobą długo, ale pozwalają nabrać pokory do życia i poznać jego wartość.

Sebastian: Dlatego oprócz Policji i Państwowej Straży Pożarnej współpracujemy m.in. z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Poradnictwa w Myślenicach. Zatrudnieni w nim specjaliści wspierają ratowników w kwestiach psychologicznych, zapewniając nam odpowiednie wsparcie.

Jak zostać jednym z was?

Karolina: Każdy może się zgłosić. Nabory odbywają się dwa razy w roku. Na początku prezentujemy działalność grupy, wyjaśniając czym się zajmujemy, a następnie szkolimy chętnych. Kandydaci poznają obsługę urządzeń GPS, uczą się udzielania pierwszej pomocy, poruszania w terenie i zasad poszukiwania. Staż kandydacki trwa od 3 do 6 miesięcy. Później, decyzją zarządu, taka osoba zostaje uznana za czynnego członka.

Sebastian: Żeby zostać jednym z nas, trzeba mieć dużo chęci, ambicji i samozaparcia. Zarówno ćwiczenia jak i akcje poszukiwawcze odbywają się w różnych warunkach pogodowych. Ratownik powinien dysponować dobrą kondycją, poczuciem odpowiedzialności, misji, umiejętnością orientacji w terenie i być dyspozycyjnym.

Karolina: Na dowód na to jak ważne są wymienione cechy przytoczę dane z mojego naboru. Kiedy zostałam kandydatką i przyszłam na staż, było nas 19 chętnych, a ratownikami zostały 4 osoby.

Sebastian: Obecnie grupa liczy 28 ratowników, 3 kandydatów oraz 3 psy, które są w trakcie szkolenia. Trzy osoby to zawodowi ratownicy medyczni, większość z nas ukończyła kwalifikowany kurs pierwszej pomocy. Podobnie jak w ubiegłym roku, jesteśmy w ciągłej gotowości – zarówno do akcji, jak i szkoleń nowych osób.

p.jag