Ryszard Szpakiewicz – człowiek instytucja

Ryszard Szpakiewicz – człowiek instytucja

Dla myślenickiego Dalinu i jego zapaśniczej sekcji Ryszard Szpakiewicz (09.09.1953) Jest postacią szczególną, bo z sukcesami funkcjonuje w tym klubie we wszystkich możliwych wcieleniach – kiedyś jako zawodnik, a potem jako szkoleniowiec i działacz sportowy.

Można chyba zaryzykować twierdzenie, że on sam jest historią myślenickich zapasów więc dzisiejszy odcinek w całości mu poświęcamy.

Zapasy trenował w latach 1968- 1974, a jego największe sukcesy to I miejsca na Turnieju Międzynarodowym w Krakowie 1971 r. i w Bukareszcie 1972 r., II miejsce na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w Radomiu 1972 r., IV miejsce na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Katowicach 1971 r. oraz V miejsce na XII Międzynarodowym Turnieju im. Wł.

Maksymiaka – Warszawa 1973 r. Był również wielokrotnym medalistą Mistrzostw Województwa Krakowskiego w grupach: juniorów, młodzieżowców i seniorów w latach 1969 – 1974. W 1972 roku otrzymał powołanie do Kadry Narodowej. Od 1999 r. jest trenerem sekcji zapaśniczej KS „ Dalin”, a od roku 2000 do 2014 członek Zarządu KS „Dalin”, natomiast w 2004 został Wiceprezesem KS „Dalin” ds. Zapasów i pełnił tę funkcję do 2014. W 2002 r. odznaczony Złotą Gwiazdą Polskiego Związku Zapaśniczego, a w 2017 r. Srebrnym Medalem Za Wybitne Zasługi Dla Zapasów.

Trenowani przez niego zawodnicy zdobywali medale na Mistrzostwach Polski i ogólnopolskich zawodach - Sławomir Jaśkowiec, Maciej Szatan, Kamil Dzieża, Szymon Ryś, Robert Czyrnek, Grzegorz Klęp, bracia Arkadiusz i Rafał Sukta, Daniel Miska, Maciej Turała, Karol Stachura, bracia Jakub i Arkadiusz Majda, bracia Mateusz i Andrzej Panuś, Krzysztof Szpakiewicz, Jakub Miska i Jan Mastela. W 2014 roku z jego inicjatywy powstała równolegle z zapasami sekcja sumo. Największe sukcesy sekcji sumo to: dziesięć medali na Mistrzostwach Europy Młodzików i Kadetów, oraz kilkanaście medali na Mistrzostwach Polski:

Jak zaczęła się Twoja sportowa przygoda z zapasami?

Na treningi zapaśnicze zdecydowałem się późno, bo w wieku niespełna 15 lat za namową wuefisty SP nr. 1 Andrzeja Gablankowskiego. Po zakończeniu gry w piłkę ręczną na jednej z lekcji WF, widząc moje zaangażowanie i walkę, pomimo braku umiejętności stwierdził, że do piłki się nie nadaję, lecz do zapasów jak najbardziej. Wcześniej słyszałem, że w Sokole kilku moich znajomych ćwiczy zapasy i że często odbywają się tam zawody, lecz nie przejawiałem zainteresowania tą dyscypliną sportu.

W tamtym czasie dzieci uprawiały często po kilka dyscyplin sportowych. Zapasy od początku były u Ciebie sportem pierwszego wyboru?

W latach 60. XX wieku w Myślenicach nie było takiego wyboru jak obecnie. Podobnie jak większość rówieśników, w wolnych chwilach grałem w piłkę, jeździłem na nartach i łyżwach, a przede wszystkim uwielbiałem zajęcia SKS prowadzone przez pana Gablankowskiego. Mając wybór pomiędzy piłką, a zapasami wybrałem to drugie. Miałem duże szczęście, trafiając na wspaniałego trenera Jerzego Grzywińskiego, który już po kilku treningach zauważył, że mam talent i jestem w stanie szybko nadrobić stracone lata. Chciałbym zauważyć, że w na początku lat siedemdziesiątych trenowałem również podnoszenie ciężarów (zająłem dwukrotnie I miejsca w zawodach wojewódzkich I Krok z wynikiem 240 kg i na Mistrzostwach Powiatu LZS z wynikiem 270 kg). Dodatkowo podczas nauki w technikum ćwiczyłem akrobatykę sportową pod okiem trenera Andrzeja Gomulaka, a zimą także skoki narciarskie m.in. na skoczni obok Zamczyska i w Zakopanem na Maleńkiej i Małej Krokwi.

Jak wyglądały w tamtym okresie treningi i czym różniły się od tych, które dzisiaj są organizowane w Dalinie?

W tamtym okresie treningi nie różniły się zbytnio od tych dzisiejszych. Trener Jerzy Grzywiński szczególnie zwracał uwagę na technikę walki w stójce oraz rzuty. Potrafił szybko określić, jakie predyspozycje ma dany zawodnik. W moim przypadku już po pierwszych rzutach manekinem stwierdził, że powinienem się specjalizować w rzutach suplesowych. Obecnie treningi są bardziej wszechstronne, lecz zmieniła się specyfika walki. W stójce zawodnicy starają się skutecznie zablokować przeciwnika, a najważniejszym chwytem jest tzw. wózek wykonywany w parterze. Dlatego uważam, że kiedyś walki były bardziej widowiskowe niż obecnie.

Czy zapaśnicy zawsze wywodzili się spośród tzw. „niegrzecznych chłopców”?

Nie wiem dlaczego utarło się takie powiedzenie. Ktoś, kto obserwował walki zapaśnicze na pewno nie skojarzy tego ze zwykłą bijatyką. Przepisy sędziowskie nie pozwalają na jakąkolwiek nieczystą walkę pod groźbą dyskwalifikacji. Poza tym tzw. „niegrzeczni chłopcy” bardzo rzadko osiągali znaczące wyniki choćby z powodu ich braku dyscypliny i niekonsekwencji w treningach. Można natomiast wśród znanych osób znaleźć wielu byłych zapaśników.

Kiedy po raz pierwszy zauważyłeś, że masz smykałkę do tej dyscypliny, albo kiedy inni ludzie Ci to uświadomili?

Tak jak już wspomniałem, pierwszy zwrócił na to uwagę Andrzej Gablankowski, ponieważ wyróżniałem się sprawnością szczególnie podczas ćwiczeń gimnastycznych i akrobatycznych na zajęciach SKS, natomiast znacznie gorzej radziłem sobie z piłką.

Kto był Twoim sportowym wzorem spośród słynnych polskich zawodników i kto był wzorem do naśladowania w Myślenicach?

Od początku wzorem dla mnie byli Władysław Zbyszko Cyganiewicz i Władysław Pytlasiński, a z myślenickich zapaśników Wacław Orłowski – były zawodnik KS Dalin, od połowy lat sześćdziesiątych walczący w najsilniejszym wtedy polskim klubie KS Wisłoka Dębica.

Jaka była najważniejsza docelowa impreza dla zapaśników Dalinu w całym sezonie?

Najważniejszymi dorocznymi zawodami docelowymi podobnie jak w innych dyscyplinach były i są Mistrzostwa Polski w poszczególnych grupach wiekowych. Sukces odniesiony w tych zawodach daje przepustkę do Kadry Narodowej, a także do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy i zawodów międzynarodowych.

Co uznałbyś za swój największy sukces w karierze zawodniczej?

W związku z tym, że zbyt późno trafiłem na treningi zapaśnicze, na arenie ogólnopolskiej rozpoczynałem starty w grupie juniorów. W tym okresie największym sukcesem, a jednocześnie porażką było zajęcie czwartego miejsca na Finałach Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży w Katowicach. Sukces dlatego, że nie byłem faworytem reprezentacji Małopolski, a otarłem się o medal wygrywając 5 walk, a przegrywając tylko jedną. Porażka dlatego, że z późniejszym srebrnym medalistą Czekajem z Wrocławia wygrałem w eliminacjach 9: 0 na punkty, a z brązowym - Pogorzelskim z Lublina wygrałem 5:3. Niestety zgodnie z obowiązującym wtedy regulaminem do ścisłego finału kwalifikowali się zawodnicy z maksymalną liczbą 5 ujemnych punktów. Ja zaliczyłem łącznie 6 punktów i odpadłem z turnieju. Zadecydowała przegrana z późniejszym złotym medalistą Andrzejem Wojdą z Warszawy za 4 punkty i z w/w Czekajem i z Pogorzelskim, z którymi wygrałem walki, lecz straciłem po 1 punkcie. Rok później zaliczyłem największy sukces w karierze, zdobywając srebrny medal na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w Radomiu wygrywając cztery walki przez położenie na łopatki, a w finale przegrałem na punkty 4: 2 ze Stalmachem z Wrocławia.

Czy Twoja kariera sportowa była spełnieniem oczekiwań czy też mierzyłeś w jakieś jeszcze większe sukcesy?

Oczywiście, jak każdy sportowiec miałem marzenia kolejnych sukcesów. Niestety te najważniejsze mnie ominęły. W 1972 roku na zgrupowaniu Kadry Narodowej w Przemyślu pomimo wygrywanych sparingów nie udało mi się zakwalifikować do reprezentacji na Mistrzostwa Europy. Wtedy zawodnik z niżej notowanego klubu nie mógł się równać np. z jednym z najsilniejszych, jakim był Pafawag Wrocław. Na kolejne Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w 1973 roku nie pojechałem, ponieważ odbywały się w okresie kiedy zdawałem maturę. Otrzymałem jednak możliwość udziału jako reprezentant Polski w bardzo renomowanym Memoriale Władysława Maksymiaka w Warszawie. To właśnie tam stoczyłem pamiętną walkę z Mistrzem Europy Rumunem Stefanem Rusu. W pierwszej rundzie walki udało mi się skontrować jego akcję rzutem suplesowym i przez dwie rundy utrzymywałem przewagę. Niestety nie udało się utrzymać korzystnego rezultatu do końca walki, ponieważ w trzeciej rundzie przegrałem przez położenie na łopatki. Wkrótce ten zapaśnik został Mistrzem Świata i Mistrzem Olimpijskim.

Czy miałeś jakąś ulubioną technikę lub rzut?

Tak. Głównie wykonywałem rzuty suplesowe właściwie z każdej pozycji. W 1970 r. wykorzystując wrodzoną giętkość wypracowałem suples z wyniesienia, który z reguły kończył walkę przez położenie przeciwnika na łopatki. W ten sposób wygrałem kilkadziesiąt walk.

Ile walk stoczyłeś podczas zawodów, czy znasz statystykę?

Łącznie stoczyłem na macie 201 walk, z czego wygrałem 164, 5 zremisowałem, a 32 przegrałem.

Wacław Orłowski walczył w Dalinie, ale na igrzyska do Meksyku 1968 pojechał jako zawodnik Wisłoki. Była kiedyś Twoim zdaniem szansa na to, aby to Dalin był ośrodkiem gdzie zaczną trafiać zapaśnicy z międzynarodowymi aspiracjami?

W Dalinie nigdy nie było warunków, w których można byłoby uprawiać zapasy wyczynowo. Do tego potrzebne są dużo większe fundusze oraz częstotliwość treningów. Pamiętam okres, kiedy na zawody seniorskie wyjeżdżaliśmy za pieniądze rodziców, ponieważ w klubie nierzadko skąpiono środków nawet na grupy młodzieżowe. Z przekazu zawodników, którzy trenowali w późniejszych latach wiem, że m.in. z tego powodu kończyli kariery w wieku juniora.

Czy jako zawodnik wyobrażałeś sobie, że będziesz w przyszłości szkoleniowcem czy też nie widziałeś w sobie takich zdolności pedagogicznych?

Jeszcze w okresie, kiedy trenowałem chętnie przekazywałem młodym zawodnikom tajniki sportu zapaśniczego. Później, podczas pobytu na Śląsku miałem nieco mniejszy kontakt z zapasami, lecz zawsze starałem się dowiedzieć, co się dzieje na macie w Dalinie. Po powrocie do Myślenic do klubu przyciągnął mnie Jasiu Kiszka, a w roli szkoleniowca zatrudnił prezes Aleksander Jopek.

Co trener Ryszard Szpakiewicz powiedziałby młodemu zawodnikowi Ryszardowi Szpakiewiczowi kilkadziesiąt lat temu, byłby wyrozumiały czy też „przykręciłby mu śrubę”?

Myślę, że byłby wyrozumiały. Podczas treningów byłem bardzo zaangażowany, starałem się wykorzystać czas do maksimum. Po treningu zapaśniczym często zostawałem jeszcze z p. Stanisławem Siłuszykiem i Władysławem Łapą, którzy amatorsko trenowali podnoszenie ciężarów.

Z jakiego sukcesu, albo z jakiej rzeczy, którą osiągnąłeś jako trener jesteś najbardziej zadowolony?

Jako trener bardzo się cieszę z sukcesów wszystkich moich podopiecznych. Największe sukcesy w zapasach zdobywając medale na Mistrzostwach Polski odnosili: Maciej Szatan, Jan Mastela i Krzysztof Szpakiewicz. Organizacyjnie – przystąpienie do Polskiego Związku Sumo, co zaowocowało gradem medali na Mistrzostwach Polski i Europy. W latach 2015-2018 nasi zawodnicy wywalczyli 10 medali na Mistrzostwach Europy. Złote: Krzysztof Szpakiewicz - 2016 i 2018, Dominik Krawczyk – 2016, srebrne: Jakub Miska – 2016, oraz brązowe: Krzysztof Szpakiewicz - 2015 i 2017, Jakub Moskała – 2015, Adrian Poradzisz – 2017 i Mikołaj Krawczyk – 2016. Cieszę się bardzo, że wnuk Krzysztof poszedł w moje ślady i pod względem sukcesów sportowych znacznie mnie wyprzedził.

Od kilku lat sekcja zapaśnicza Dalinu to już nie tylko zapasy, ale i sumo. Czy Twoim zdaniem sumo może kiedyś wyprzeć zapasy z programu igrzysk olimpijskich?

Na razie chyba to nie grozi. Zapasy, pomimo że straciły na widowiskowości, mają długą historię, jako sport olimpijski sięgającą czasów antycznych. Z kolei walki sumo są bardziej widowiskowe i ze względu na czas trwania walki – bardziej medialne. Przez długie lata nie było zgody Japońskiego Stowarzyszenia Sumo, które chroniło tę dyscyplinę, jako sport narodowy, na utworzenie sumo amatorskiego z kategoriami wagowymi. Udało się to kilkanaście lat temu, a obecnie coraz częściej słychać opinie, że będzie ich zgoda na włączenie sumo do rodziny sportów olimpijskich.

Jak zmieniły się zapasy od momentu, kiedy po raz pierwszy się nimi zainteresowałeś do dzisiaj?

Technika walki jest dzisiaj podobna do tej sprzed pół wieku. Zmieniła się znacznie taktyka- zawodnicy walczą obecnie bardziej zachowawczo, jest mniej rzutów, a więcej walki w parterze. Przez to walki są mniej efektowne i widowiskowe niż kiedyś. Przyczyniły się do tego także częste zmiany przepisów.

Dlaczego warto uprawiać zapasy i sumo?

Zapasy i Sumo warto uprawiać, ponieważ jako jedne z nielicznych dyscyplin zapewniają wszechstronny i harmonijny rozwój fizyczny, oraz kształtują psychikę.