Samowolka w busach

30 sierpnia 2007 Wydanie 32/2007
Samowolka w busach
Myśleniczanie mają dość samowoli busiarzy, fot. Piotr Jagniewski

Myśleniczanie mają dość samowoli busiarzy: szybka jazda, przeładowane pojazdy, duchota, brak kultury – to najczęściej padające zarzuty przeciwko kierowcom busów jeżdżących na trasie Myślenice – Kraków. – Nie można generalizować – twierdzą kierowcy i właściciele firm przewozowych.

Jak dotąd pasażerowie narzekali na usługi świadczone przez tzw. busiarzy tylko między sobą. Wszystko zmieniło się po tragicznych wydarzeniach związanych z katastrofą polskiego autokaru we Francji, kiedy zginęło 28 osób. Nagłośniony przez media problem uświadomił społeczeństwu, że do podobnego wypadku może dojść nie tylko podczas dalekiej podróży, a także na krótkich tasach. – Kiedy wsiadam do przepełnionego busa, który na Zakopiance pędzi grubo ponad setkę, trzymając się poręczy przez myśl niejednokrotnie przemyka mi wizja katastrofy i skutków jakie mogłaby wywołać – mówi jeden z pasażerów, dojeżdżający do pracy trasą Myślenice – Kraków.

Jeżdżą szybko

- Nie wsiadam do busów, które wygladają przestarzale. Częstokroć w tych busach podczas deszczu kapie woda z dachu, fotele są brudne, a bus podczas jazdy trzęsie się tak, jakby miał się za chwilkę rozpaść. Poza tym wiele do życzenia pozostawiają umiejętności i jazda samych kierowców. Jechałam ostatnio z kierowcą, który ze stojącymi wewnątrz ludźmi pędził 140 km/h po Zakopiance. I to nie jest jedyny przypadek – w liście do redakcji pisze pani Alicja P. (nie podajemy nazwiska na życzenie autorki).

Prędkość osiągana przez kierowców spowodowana jest ściśle określonym harmonogramem, ale przede wszystkim konkurencją. Ścigają się z autobusami PKS oraz między sobą, a nagrodą w wyścigu jest grupka pasażerów czekająca na przystanku. Efekty szaleńczego pędu mogą być różne. Przekonała się o tym dwudziestopięcioletnia Katarzyna z Myślenic, która kilka lat temu przeżyła wypadek busa w Krakowie. – To nawet nie było z winy kierowcy, ale chodzi o skutki. Bus nie był przeładowany, siedziało w nim zaledwie kilka osób, mimo to doszło do wypadku. Po zderzeniu miałam złamaną nogę, żebra i uraz głowy. Kilka tygodni zajęła mi rehabilitacja i powrót do zdrowia – opowiada.

Podobną historię przeżył kolejny z Czytelników, który postanowił napisać do nas list. Oto fragment: - Byłem świadkiem i zarazem uczestnikiem wypadku busa jadącego z Krakowa do Myślenic. Zdarzenie miało miejsce w Jaworniku na zakręcie obok autokomisu, gdzie z niewiadomych przyczyn kierowca od samego początku jadący z nadmierną prędkością nagle stracił panowanie nad pojazdem i uderzyliśmy w stojący na zakręcie dom. Dwie osoby zostały lekko poszkodowane i przewiezione do szpitala. Niewiele brakowało, a wpadlibyśmy do rowu. Aż strach pomyśleć co by mogło się stać.

Nawet w 28 minut do Ronda Grunwaldzkiego

Przygodę z kierowcą – rajdowcem miał także inny mieszkaniec Myślenic, który po historii jaką przeżył postanowił interweniować w Wojewódzkim Inspektoracie Transportu Drogowego. - 11 maja po godzinie 18.40 wsiadłem do busa jadącego do Krakowa. Kierowca mercedesa sprintera na krakowskich rejestracjach od samego początku zachowywał się nerwowo. Pośpieszał wsiadających pasażerów twierdząc, że nie ma czasu. Zachowanie przełożyło się na sposób prowadzenia pojazdu w którym znajdowało się dziesięć osób. Przez całą drogę wyprzedzaliśmy samochody osobowe o bardzo dobrych markach i o nieporównywalnie lepszych możliwościami technicznych. Kierowca często i nerwowo zmieniał pasy ruchu co sprowokowało mnie do tego, aby kilka razy zaglądnąć za jego ramię i sprawdzić prędkościomierz. A ten wskazywał 120 km/h na Zakopiance, a w samym Krakowie 90! Trasę z Osiedla 1000-lecia do Ronda Grunwaldzkiego pokonaliśmy w 28 minut – opowiada Marcin, któremu na wysłane pismo odpowiedziano, że czuwanie nad porządkiem na drogach należy do zadań policji.

My również zadzwoniliśmy w tej sprawie do Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego. – Oczywiście w miarę możliwości staramy się kontrolować kierowców busów. Przede wszystkim zwracamy uwagę na prędkość, liczbę pasażerów, trzeźwość kierowców, odpowiednie zezwolenia, jednak zgodnie z ustawą o transporcie drogowym do naszych zadań należy głównie kontrola dokumentów związanych z wykonywaniem przewozów, czy przestrzegania przepisów dotyczących czasu prowadzenia pojazdu. Za ich złamanie możemy ukarać kierowcę mandatem w wysokości 500 złotych i punktami karnymi – powiedział Antoni Nosal z WITD w Krakowie.

Jeżdżą też rupiecie na kółkach

Jeden z listów jakie otrzymaliśmy od Czytelników porusza także kwestię stanu technicznego pojazdów jeżdżących na trasie Myślenice – Kraków. Choć ten w ostatnich latach poprawił się, a bus przestał jednoznacznie kojarzyć się z rupieciem na kółkach to nadal można trafić na eksponaty wywołujące nie tylko odrazę, co strach wśród pasażerów.

- Już jakiś czas temu zrezygnowałam z podróżowania busami myślenickimi z racji warunków panujących wewnątrz. Obecnie jeżdżę do Krakowa autobusami PKS lub busami z Jordanowa, które również mają przystanek w Myślenicach. Jedynie w ostateczności decyduję się na busy myślenickie – w liście do redakcji pisze pani Alicja P.

- Są busy, którymi po prostu boję się jeździć, a raz nawet z powodu stanu technicznego jednego z nich zdarzyło mi się wysiąść w Krzyszkowicach i poczekać na następny – dopowiada Marcin.

Lista pretensji kierowanych przeciwko kierowcom busów zwiększa się z każdym głosem biorącym udział w dyskusji. Najczęściej spotykane wypowiedzi oprócz opisanych przypadków dotyczą przeładowania busów, zachowania kierowców (rozmowy przez telefon, CB radio, palenia papierosów), nadmiernej prędkości, zasad naliczania i uiszczania opłat: - Chcąc kupić bilet przed podróżą, kierowca najczęściej mówi, że płatne przy wysiadaniu. Tylko, że nie pamiętam, abym kiedykolwiek płacąc w ten sposób otrzymała bilet – żali się w liście pani Teresa (nazwisko na życzenie autorki do wiadomości redakcji).

- Nie można generalizować. Na tej trasie konkuruje między sobą spora liczba przewoźników i nie można mówić, że każdy kierowca zachowuje się jak ci opisani przez czytelników. To zależy od firmy. Poza tym to właśnie konkurencja sprawia, że klient sam wybiera do którego busa wsiądzie – przekonuje właściciel jednej z firm przewozowych działających na trasie Myślenice – Kraków.

Jeżdżą przeładowani

Przez kilka miesięcy wracając z Krakowa wsiadałam do busa pod Pocztą Główną w Krakowie o stałej porze, tj. około godz. 18.30. Niejednokrotnie zdarzało się tak, że już na przystanku wszystkie miejsca była zajęte, a kierowca zabierał kilka osób z każdego przystanku. Przy wyjeździe z Krakowa w busie panował taki tłok, że pasażerowie stali na schodkach oparci plecami o szybę drzwi – w dalszej części listu relacjonuje pani Teresa.

- Nie ma reguły, która mówiłaby, że to właśnie w piątek o danej godzinie będzie chciało wracać dużo ludzi. Próbowaliśmy układać plan jazdy w stosunku do obserwacji, jednak jak mówiłem nie ma żelaznej reguły. Raz na przystanku stoi kilka, a innym razem kilkanaście osób. Sam osobiście dzisiaj nie zabrałem moich klientów z przystanku, ponieważ nie miałem już miejsca. Są pewne granice i staramy się ich przestrzegać. Poza tym to nie tylko wina kierowców. Pasażerowie często pchają się do pojazdu za wszelką cenę, chcąc jak najszybciej dojechać do celu – opowiada właściciel jednej z firm przewozowych, a zarazem kierowca jednego z busów.

Jeżdżą też ludzie myślący

Każdy pasażer wchodząc do busa zawiera z kierowcą niepisaną umowę. To właśnie w jego ręce powierzamy nasze zdrowie na czas przejazdu, kierowca jest odpowiedzialny nie tylko za komfort jazdy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo. W razie jakichkolwiek zdarzeń na drodze zdrowie pasażerów, którzy nie są nawet przypięci pasami zależy od jego umiejętności prowadzenia pojazdu. Jest to argument niepodważalny, że kierowca powinien przyzwyczaić się do odpowiedzialności jaka na nim spoczywa, tak jak pasażer powinien być świadomy, że to on wybiera środek lokomocji. Zmądrzeć muszą obie strony. Bo w tym całym zamieszaniu rację mają także kierowcy, którzy zwracają uwagę na osoby, które chcą jechać za wszelką cenę, nawet kosztem niedomknięcia drzwi. – A przecież za parę minut przyjedzie następny bus – tłumaczą. Niestety, tak jak niektórzy kierowcy nie chcą zrozumieć, że nie są jak niegdyś jedynymi, którzy świadczą usługi przewozowe tak samo pasażerowie muszą zrozumieć, że wiele zależy także od ich reakcji.

tekst i fot. Piotr Jagniewski