Spektakl charytatywny Doroty Ruśkowskiej

Kultura 28 lutego 2013 Wydanie 8/2013
Spektakl charytatywny Doroty Ruśkowskiej
Spektakl charytatywny Doroty Ruśkowskiej z udziałem VIP-ów

Czasami nad Sułkowicami przelatują anioły, a wtedy na miasteczko spada puch z ich skrzydeł. Bywa, że taki puch zaprószy oczy, wpadnie do ust, nosa… i trafia prosto do serca, by działać w nim cuda.

Musiały ostatnio nad Sułkowicami bardzo intensywnie fruwać anioły, jeśli podczas jednego koncertu charytatywnego, w całkiem kameralnej sali GOK, do puszek uzbierano 3.135 zł na leczenie chorego dziecka. To bardzo dużo, najwięcej ze wszystkich realizacji spektaklu „Wszyscy Wszystkim”.  – Dobre miasto Sułkowice, bo tu poznaje się po owocach – mówiła dyrektor Teatru w Stodole, a zarazem reżyser spektaklu, Dorota Ruśkowska.

Prawdę mówiąc istnieją podejrzenia, że ona sama ma coś wspólnego z anielskim procederem i tylko dla niepoznaki przed wyjściem z domu chowa skrzydła do kufra lub nieporadnie ukrywa je pod swetrem. Mówi ludziom prosto do serca, a oni jej słuchają i pozwalają jej się porywać. Dają siebie drugiemu i jeszcze się z tego cieszą. Jej pewność co do ludzkiego dobra jest tak wielka, że ludzie jej wierzą na słowo: wierzą, że są dobrzy, bo tak przecież powiedziała.

Wspaniale postawionym aktorskim głosem wydaje polecenia, ustala, uzgadnia – jak gdyby nigdy nic. Jakby była zwykłym reżyserem, zwykłą aktorką. Tylko kto to widział, żeby taki ktoś, w pełni zrealizowany w krakowskich teatrach, utrzymywał kilkudziesięcioosobowy teatr, doprowadzając go do poziomu bardzo bliskiego profesjonalizmowi. A wszystko dlatego, że a) kocha teatr, b) chce teatrem pomagać ludziom potrzebującym pomocy, ludzkiego ciepłego gestu i serca. I kto to widział, żeby kilkadziesiąt osób w naszych czasach chciało poświęcać swój czas na godziny prób, doskonalić swoje talenty, błyszczeć niemal doskonałością – i nie mieć z tego ani grosza? To przecież nie-ludzkie sprawki, nie z tej ziemi.

Musiał coś wiedzieć na ten temat nasz burmistrz, skoro po niedzielnym spektaklu ofiarował Pani Dorocie honorową nagrodę i statuetkę „Serce dla Sułkowic”.

- Pani Aniu, przecież to jest do niczego niepodobne! Kto będzie coś z tego wszystkiego wiedział. Czy tak pracuje dziennikarz?

- Racja. Przepraszam. Za mocno weszłam w atmosferę spektaklu. A poza tym chyba mi te anioły w piórze poprzewracały. A może zamieniły mi pióro…. Ehhh, już piszę po ludzku:

To było zdecydowanie największe wydarzenie kulturalne tego karnawału w Sułkowicach. W niedzielę 3 lutego w sali widowiskowej GOK w Sułkowicach odbył się charytatywny koncert „Teatru w Stodole” z udziałem VIP-ów z powiatu myślenickiego pt. „Wszyscy wszystkim”. Przedstawienie reżyserowała Dorota Ruśkowska, autorem scenariusza jest Maciej Hołuj. Pomysłodawcą spektaklu z udziałem VIP-ów był wicestarosta Tomasz Suś. Dochód z dobrowolnych datków po koncercie przeznaczony był na leczenie chorego dziecka, Mateusza Chrobaka z Sułkowic. Prócz zebranych pieniędzy od widowni Mateusz otrzymał także upominki od autorów i aktorów tego widowiska.

Spektakl utrzymany był w konwencji najlepszych lat polskiego kabaretu literackiego. Przy kawiarnianych stolikach na scenie wraz z aktorami „Teatru w Stodole” zasiadły osoby znaczące dla różnych środowisk naszego powiatu, począwszy od posła i radnego sejmiku wojewódzkiego, przez starostę, burmistrza Sułkowic, wójtów kilku gmin powiatu, reprezentantów środowisk społecznych, kulturalnych, dyrektorów ważnych instytucji itp. Na scenie dzielili się oni swoimi refleksjami – jedne były zabawne, inne melancholijne, jedne z pogranicza purnonsensu, inne wręcz filozoficzne. Za plecami amatorów stawały anioły – aktorzy teatru, podpierając ich, wspierając, dodając scenicznej odwagi. Między dialogami – jak na prawdziwy spektakl kabaretowo-literacki przystało – występowali śpiewający aktorzy. I to jak śpiewający! Nawet bardzo wymagająca Dorota Ruśkowska w rozmowie o swoim teatrze powiedziała: - Mamy znakomitych wokalistów.

VIP-owie mówili na scenie, śpiew był domeną aktorów – z jednym wszakże wyjątkiem. Nieznany dotąd talent objawił Stanisław Bisztyga, który z gitarą na kolanie wykonywał piosenki Andrzeja Waligórskiego. Jak sam przyznał, senator zdobył się na ten eksperyment nieśmiało wykonując dwa utwory w Myślenicach na premierze spektaklu, w Dobczycach już były trzy, a w Sułkowicach… No tak. Po trzech balladach był bis. Na bis Pan Stanisław zaśpiewał Farmę Kaczora Donalda (tu cip, tam cip, wszędzie cip cip itd.) Ależ były owacje!

VIP-owscy aktorzy ze spektaklu na spektakl na scenie czują się coraz swobodniej. Zaczynają improwizować, tworzyć własny kształt postaci scenicznych, bawiąc się przy tym znakomicie. Takie doświadczenie łączy ludzi. Zdecydowali się wystąpić ponad podziałami politycznymi, osobistymi urazami i animozjami. I udało się. Połączyła ich wspólna sprawa, radość, że udało się uzbierać pieniądze dla kolejnego dziecka, połączyła ich niepojęta magia teatru i anielskie skrzydła Doroty, która przecież najlepiej wie, że w głębi serca człowiek jest dobry.

Kiedy po spektaklu dziękowała VIP-om za występ i przedstawiała widowni dzieje powstawania spektaklu „Wszyscy wszystkim”, powiedziała: – Przestańmy ich oceniać, a zacznijmy ich doceniać. Tu za kulisami, na próbach, podczas rozmów po przedstawieniach przekonałam się, jak wspaniałymi  są ludźmi, jak się martwią i troszczą o swoje środowiska, jak zależy im, by czynić dobro. Ci poważni ludzie cieszyli się jak dzieci, że udało się uzbierać pieniądze, że można dzięki nim pomóc kolejnemu dziecku, które tego bardzo potrzebuje. Wiele ciepłych słów skierowała do burmistrza Piotra Pułki. Gratulowała Sułkowicom, że ich burmistrzem jest taki dobry człowiek. Same Sułkowice, o których jest tak głośno, o których tyle się ostatnio mówi i pisze, określiła jako „dobre miasto”, gdzie dobro „poznaje się po owocach”.

Na widowni zasiedli szanowani, znaczący obywatele Sułkowic. Przybyli, bo cel był szczytny, bo byli ciekawi, bo czuli, że to będzie wielkie wydarzenie. I nie zawiedli się. Otrzymali sztukę wysokiego lotu, dużej klasy, godną propozycję na spędzenie niedzielnego wieczoru.

Gdy już zgasły sceniczne reflektory, ucichła muzyka (a przy klawiszach zasiadał sam sołtys Jasienicy Robert Bylica), gwar rozmów przeniósł się do holu GOK-u. Aktorzy i goście uwijali się wśród kanapek przygotowanych na tę okazję przez żonę i córkę burmistrza oraz ciast upieczonych przez sekretarz gminy Małgorzatę Dziadkowiec.

Anielski puch działał. Do puszek wpadały kolejne banknoty dla Mateuszka, a wokół stołów gromadziły się grupki – ponad podziałami. – Będzie o wiele łatwiej rozmawiać teraz o różnych ważnych i trudnych sprawach – zauważył starosta Józef Tomal. – Przestaliśmy mówić językiem nienawiści – rzekł przekornie poseł Marek Łatas. – A mówiliście? – No nie, ale tak się  przecież o nas mówi w mediach.

- Już się umawiamy na następne widowisko z udziałem VIP-ów. Obiecali przyłączyć się do nas ci, którym różne powody nie pozwoliły na udział w tym spektaklu. Bardzo się cieszę, że się ten pomysł sprawdził – mówi na gorąco Dorota Ruśkowska.

W tym teatrze kurtyna jeszcze nie opadła. I niech nie opada wcale. Niech aniołowie szczodrze sypią anielskim puchem, niech nam wpada do serca, którędy tylko zechce. Niech miesza w głowach i piórach, i gdzie zechce. Niech ten spektakl trwa.

awz