Spłonęła we własnym domu

12 czerwca 2008 Wydanie 20/2008
Spłonęła we własnym domu
Po pięciogodzinnej akcji strażaków dom i pobliska szopa doszczętnie spłonęły

Strażacy w zgliszczach znaleźli zwęglone ciało mieszkanki Węglówki, która zginęła podczas pożaru własnego domu. Policja ustala przyczyny zdarzenia.

Jest wtorek 3 czerwca. Kilka minut po godzinie 10 dyspozytor Państwowej Straży Pożarnej odbiera zgłoszenie o pożarze domu w Węglówce. To dzwonią sąsiedzi 85latki, którzy zauważyli ogień. Dom Marii Jakubiak znajduje się na wzniesieniu zwanym przez mieszkańców Węglówki „Węgierskim”.

Przybycie na miejsce zajmuje strażakom z pobliskiego OSP niespełna 15 minut. Kiedy staną przed drewnianym domem, ogień zacznie trawić poddasze. Nie ma czasu do stracenia. Rozpoczynają więc samotną walkę z żywiołem, zwłaszcza, że 50 metrów dalej stoi dom sąsiadów.

W tym samym czasie, ważące po kilkanaście ton jednostki straży z Wiśniowej, Myślenic i Limanowej mozolnie wspinają się na szczyt wzniesienia. W sumie 13 samochodów i 51 strażaków robi wszystko, co w ich mocy, aby dotrzeć na miejsce w jak najkrótszym czasie.

- Dom znajdował się na samym szczycie - pod lasem. Wozy bojowe musiały pokonać wąską i krętą ścieżkę, która asfaltowana była tylko na krótkich odcinkach. Dodatkowo brak łączności spowodowany odległością znacznie utrudniał akcję ratunkową - mówi Marian Rokosz, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej.

Kiedy na miejsce dotrą jednostki spoza gminy Wiśniowa w ogniu stać będzie nie tylko dom, ale także pobliska szopa. Pożar widać z zakopianki z odległość 20 kilometrów. - Podano cztery prądy wody: trzy skierowaliśmy na dom, natomiast jeden w obronie na szopę - relacjonuje Marian Rokosz.

Ukształtowanie terenu dało o sobie znać, kiedy kończyły się zapasy wody. Pobliskie potoki były niewielkie, a najbliższe źródło znajdowało się u podnóża góry, czyli 2 kilometry od miejsca zdarzenia - przy szkole. - Wozy bojowe musiały jeździć kolejno na zmianę, ponieważ nie było możliwości, aby się mijać na drodze. Kosztem czasu musieliśmy zsynchronizować kursy – wyjaśnia Rokosz.

W trakcie akcji okoliczni mieszkańcy powiadomili dowódcę, że w domu może znajdować się jego właścicielka. Temperatura była tak duża, że nie dało się podejść bliżej niż na odległość 10 – 15 metrów, nawet w ognioodpornym ubraniu. Dodatkowo w trakcie akcji zawalił się dach. Dopiero po przygaszeniu, strażacy zdecydowali się przekroczyć próg, wprowadzając do środka rotę. - To zespół dwóch strażaków, którzy wchodzą do środka budynku w pełnym zabezpieczeniu i rozpylają coś na kształt wodnego parasola. Zabezpiecza ich przed ogniem i pozwala na przeszukiwanie wnętrza płonącego budynku – tłumaczy Marian Rokosz.

Finał poszukiwań okazał się być tragiczny. Strażacy w zgliszczach znaleźli zwęglone ciało kobiety. Chwilę później przybyły na miejsce lekarz pogotowia stwierdził jej zgon. Po trwającej pięć i pół godziny walce z ogniem, dom wraz z wyposażeniem oraz pobliska szopa doszczętnie spłonęły.

p.jag