Styczniowa nawałnica

Historia 21 stycznia 2020 Wydanie 3/2020
Styczniowa nawałnica
Wycofujące się przez Myślenice oddziały 544. Dywizji Grenadierów Ludowych (m.in. działa szturmowe Stug III, częściowo zasłonięte przez konne tabory). Fotografię wykonał ukradkiem, z narażeniem życia Stefan Gaspary z okna mieszkania w zachodniej pierzei rynku (K. Harcuła, Myślenickie redivia)

W dniach 20-28 stycznia mija 75. rocznica wyzwolenia powiatu myślenickiego spod niemieckiej okupacji. Zdaniem wielu historyków słowo „wyzwolenie” jest w tym miejscu niewłaściwe.

Z jednej strony wypędzono bowiem znienawidzonego okupanta, który od kilku lat stosował wobec Polaków politykę eksterminacyjną, z drugiej jednak – narzucono siłą nowy porządek polityczny, podstępnie i bezlitośnie eliminując tysiące polskich patriotów, którzy się z tą zmianą nie pogodzili. Nie ulega jednak wątpliwości, że nadejścia Armii Czerwonej znakomita większość Polaków oczekiwała z niecierpliwością, ewentualnie połączoną z mniejszym lub większym niepokojem o przyszłość – tak potrzeby był oddech po piekle zgotowanym przez Niemców. Warto pamiętać o tych wydarzeniach także z punktu widzenia przebiegu działań militarnych oraz skutków, jakie przyniosły one dla ludności cywilnej. Walec wojny przetoczył się przez ziemię myślenicką szybko i choć zaangażowane tu siły walczących armii były porównywalne z tymi, które zmagały się na naszym regionie w czasie I wojny światowej (a dużo liczniejsze, niż w 1939 roku), to rozwój techniki wojskowej oraz totalny charakter działań spowodowały, że zniszczenia i ofiary na terenach walk były relatywnie duże.

Zimowa ofensywa Armii Czerwonej rozpoczęła się 12 stycznia 1945 r., a jej główne ostrze skierowane było ku brzegom Odry, gdzie nacierały wojska dwóch frontów (grup armii) marszałków Iwana Koniewa i Georgija Żukowa. Tego samego dnia wznowiono walki w Karpatach. Kolejne armie 4. Frontu Ukraińskiego gen. Iwana Pietrowa wchodziły do walki w trzydniowych odstępach. Rankiem 15 stycznia pod Jasłem rozpoczęła się ofensywa 38. Armii gen. Kiriłła Moskalenki. Do wieczora 18 stycznia jej dywizje podeszły pod Nowy Sącz oraz uchwyciły przyczółki na zachodnim brzegu Dunajca. Zadaniem 38. Armii było uderzenie na Kraków z południowego wschodu, ale opóźnienie w stosunku do postępów 59. i 60. Armii spowodowało, że jej siły nie liczyły się w tej rozgrywce. Jak wiemy, lewobrzeżny Kraków został zajęty już 18 stycznia, po kilkunastu godzinach walk.

Pierwszym zwiastunem zbliżającego się końca niemieckiej okupacji na ziemi myślenickiej było sowieckie lotnictwo – zarówno lotnictwo dalekiego zasięgu, atakujące węzły kolejowe na Górnym Śląsku (wieczorem 16 stycznia pod Sieprawiem rozbił się zestrzelony bombowiec B-25 z sowiecką załogą), jak też eskadry lotnictwa taktycznego, wspierające uderzenie na Kraków. Wielokrotnych bombardowań doświadczyły w tych dniach Skawina i Mogilany.

Tragiczny los spotkał również Dobczyce. Pierwszego dnia II wojny światowej miasto zostało zbombardowane po raz pierwszy; teraz (17 stycznia 1945 r.) nalot kilku bombowców Pe-2 na niemieckie magazyny spowodował śmierć siedmiu mieszkańców oraz zniszczenia zabudowy w północnej jego części. Przez cały piątek (19 stycznia) samoloty szturmowe Ił-2 oraz myśliwce dokonały licznych ataków na odcinek szosy Gdów – Droginia, bombardując kolumny niemieckiej 17. Armii gen. Friedricha Schulza, która zagrożona zupełnym okrążeniem wycofywała pośpiesznie się z rejonu Tarnowa na zachód. Tego samego dnia dwusilnikowe Pe-2 zrzuciły bomby na rejon postoju niemieckiego sztabu w Sułkowicach (bez ofiar cywilnych). Jednak w okresie najintensywniejszych walk w naszym regionie samoloty pojawiały się na niebie sporadycznie, ze względu na pogarszającą się pogodę. W tych dniach przeważało bowiem zmienne zachmurzenie z zadymkami śnieżnymi, a nocą panował kilkustopniowy mróz.

Po południu 20 stycznia czołówki 38. Armii zaczęły zbliżać się do Gdowa i Dobczyc. Były to elementy 70. Dywizji Strzelców Gwardii gen. Iwana Gusiewa (ze 101. Korpusu Strzelców gen. Andrieja Bondariowa) i 305. Dywizji Strzelców płk. Aleksandra Wasiliewa (z 67. Korpusu Strzelców gen. Iwana Szmygo). W ślad za nimi szły czołgi ciężkie IS-2 i potężne samobieżne haubice ISU-152, należące do 42. Brygady Pancernej Gwardii płk. Witalija Gajewa. Dwa z jej pułków oraz pułk dział samobieżnych SU-76 miały wesprzeć uderzenie na Dobczyce, a trzeci ciężki pułk pancerny, wraz ze słabym pułkiem czołgów średnich T-34 miały pomóc w zajęciu Gdowa i Wieliczki. W nocy rozgorzały walki na wzgórzach między Gdowem a Łapanowem. Pod Zagórzanami jeden z batalionów 207. gwardyjskiego pułku strzelców dostał się w krzyżowy ogień karabinów maszynowych, tracąc blisko pół setki zabitych. Niemcy starali się za wszelką cenę utrzymać ten rejon, aby osłonić szosę Bochnia – Myślenice, którą wycofywały się oddziały wchodzącego w skład 17. Armii LIX Korpusu gen. Edgara Röhrichta. Trzon korpusu stanowiły dwie dywizje; podlegały mu też grupy bojowe z częściowo rozbitych trzech dalszych jednostek. Główne siły 544. Dywizji Grenadierów Ludowych gen. Wernera Ehriga przeszły tego dnia przez Myślenice, kierując się do Sułkowic, ale ariergardy tej jednostki ubezpieczały od wschodu rejon Gdów – Wieliczka. Do Dobczyc zbliżała się 78. Ludowa Dywizja Szturmowa, która w tych dniach była dowodzona przez gen. Hansa Schrepffera. Wydzieliła ona silne ubezpieczenia na południowy brzeg Raby, gdzie – jak meldowano – w każdej chwili mogły pojawić się sowieckie szpice pancerne. Elementy kolejnych dywizji LIX i XI Korpusu wycofywały się przez Pogórze Wielickie ku Skawinie; tutaj Niemcy zawzięcie bronili rejonu Mogilan przed nacierającymi od strony Krakowa oddziałami 60. Armii gen. Pawła Kuroczkina.

Na lewym skrzydle 67. Korpusu pojawiła się przerzucona forsownym marszem spod Nowego Sącza grupa szybka, dowodzona przez gen. Nikołaja Kiriuchina. Jej główną siłę uderzeniową stanowiły czołgi z miotaczami ognia OT-34, należące do 31. Brygady Pancernej Gwardii (z powodu strat bojowych oraz awarii miała ich już tylko pięć sztuk). Towarzyszyła im zmotoryzowana ad hoc piechota w sile czterech batalionów, batalion saperów, pułk „katiusz” oraz pułk artylerii przeciwpancernej. Po południu grupa gen. Kiriuchina zdobyła Skrzydlną i rozpoczęła natarcie na Wierzbanową i Wiśniową, gdzie późnym wieczorem rozbito niemiecki tabor i wzięto wielu jeńców.

Jednym z kluczowych punktów niemieckiej obrony był rejon Dobczyc. Na przedpolu miasta znajdowały się Raciechowice, które przecinał pas okopów linii obronnej IVb-Stellung, wykonanej jesienią 1944 r. na odcinku Wieliczka – Mszana Dolna. Dysponujący niewielkimi siłami Niemcy obsadzili jedynie kluczowe miejsca tej pozycji. W Czasławiu ich ubezpieczenia zajęły pozycje w płytkich okopach, wykopanych na skraju lasu. Obie miejscowości zostały zdobyte przez oddziały 305. Dywizji Strzelców po krótkich walkach wieczorem 20 stycznia. W nocy sowieccy zwiadowcy dotarli w rejon ul. Górskiej i cmentarza na Stróżnicy, gdzie rozegrały się pierwsze potyczki, później jednak wycofali się. Dopiero po podciągnięciu sił pancernych płk. Gajewa, w południe 21 stycznia ruszyło z Czasławia natarcie na Dobczyce. Idąca na czele kompania karna zaatakowała okopy w dzielnicy Marwin. Po kilku kwadransach udało się wyprzeć z nich Niemców, głównie dzięki wsparciu czołgów IS-2, którym towarzyszyli fizylierzy oraz piechota z 1000. pułku strzelców ppłk. Iwana Sipuna. Był to jeden z oddziałów 305. Dywizji Strzelców, która okalała miasto szerokim wachlarzem, kierując swe pułki na Stadniki, Dobczyce i Brzezową, gdzie wieczorem doszło do krótkiej walki o dwór Gaik. Już po południu działa samobieżne SU-76 otworzyły bezpośredni ogień ze wzgórz nad Stadnikami na szosę biegnącą lewym brzegiem Raby.

Na samym początku ataku na Dobczyce spadła salwa „katiusz”. Atakujących ostrzeliwała z kolei niemiecka artyleria z Jałowcowej Góry. Jako pierwszy przez niemieckie pozycje na Marwinie przedarł się czołg mjr. Nikołaja Ziechowa (drugi pojazd został w tym miejscu uszkodzony), który pozbawiony wsparcia piechoty popędził ul. Kilińskiego ku mostowi na Rabie. Załoga ominęła jednak południowy kraniec rynku i manewrując między zabudowaniami wyjechała nań z ul. Jagiellońskiej. Po dokonaniu zwrotu w stronę mostu, czołg został ugodzony pociskiem z pancerzownicy, wystrzelonym przez niemieckiego żołnierza zza kościelnego parkanu. Cała czteroosobowa załoga poległa. O zmierzchu do centrum zaczęła przybliżać się piechota, wsparta przez kolejne pojazdy pancerne. Niemcy (piechota i działa pancerne) wycofali się za Rabę, ku Brzączowicom i wkrótce oddziały Armii Czerwonej dotarły nad rzekę. Już w zupełnych ciemnościach saperzy odnaleźli bród i niebawem pierwsze czołgi wyszły na jej północny brzeg, przecinając szosę. W starciach w rejonie Dobczyc straciło życie około stu czerwonoarmistów oraz zbliżona ilość żołnierzy Wehrmachtu. W mieście zginęło podczas tych zmagań 12 osób cywilnych, mocno ucierpiała też zabudowa (szczególnie ul. Górskiej).

Tymczasem na lewym skrzydle 67. Korpusu rozwinęła się 340. Dywizja Strzelców gen. Fiodora Parchomienki, której czołówki zajęły 20 stycznia Poznachowice Dolne. Zwiadowcy rozpoznawali w nocy z 20 na 21 stycznia rejon Drogini, dokąd przeniknęli zalesionymi wzgórzami, pomiędzy Kornatką a Łękami. Nad ranem wyruszyło z rejonu Wiśniowej natarcie na Myślenice, które prowadziła grupa szybka gen. Kiriuchina. Po przełamaniu niemieckiej obrony w Łękach, gdzie poległo 25 żołnierzy sowieckich i ok. 20 Niemców, czołgi rozbiły słabe ubezpieczenia wroga w Banowicach i wdarły się na skrzyżowanie w Drogini. Niebawem nadeszła własna piechota; zmotoryzowana grupa Kiriuchina przesunęła się wówczas w kierunku Osieczan, a gen. Parchomienko ubezpieczył swe prawe skrzydło 1144. pułkiem strzelców ppłk. Mamuta Mardemszajewa.

Dla Niemców, uwikłanych w ciężkie walki pod Dobczycami, przecięcie głównej drogi odwrotu oznaczało katastrofę. Na odcinku szosy Droginia – Dobczyce zostały odcięte główne siły 78. Ludowej Dywizji Szturmowej, oddziały saperów, artylerii ciężkiej, artylerii przeciwlotniczej, łączności, pododdziały SS oraz kolumny transportowe z różnych jednostek. W tej sytuacji gen. Schrepffer otrzymał rozkaz odbicia skrzyżowania za wszelką cenę. Do walki o ten rejon skierowano elementy 14. i 215. pułku szturmowego, jednak ich przeciwuderzenia nie odnosiły trwałego sukcesu – skrzyżowanie kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk. Po południu rzucono do akcji batalion szturmowy 17. Armii, ale i jego kontratak załamał się w ogniu nadciągających świeżych oddziałów sowieckich. Bój pod Droginią kosztował Niemców blisko 200 zabitych; po stronie Armii Czerwonej zginęło kilkudziesięciu żołnierzy. Zginęło też pięciu mieszkańców Banowic.

Po wzmocnieniu rygla pod Droginią dowództwo sowieckie skierowało znajdujące się na granicy Osieczan zgrupowanie uderzeniowe na Myślenice. Miasto, będące ważnym węzłem drogowym, zostało w ostatnich miesiącach ufortyfikowane. W kluczowych miejscach powstały zygzaki okopów, rowy przeciwpancerne i inne przeszkody, a mosty przygotowano do zniszczenia. Na rogatkach rozlokowano armaty przeciwpancerne; załogę punktu oporu stanowić miały różne pododdziały stacjonujące w Myślenicach pod koniec wojny, ale wojenne losy rzuciły tu także pododdziały saperskie 371. Dywizji oraz część batalionu saperów Waffen-SS.

Atak rozpoczął się po południu, po wybudowaniu przez sowieckich saperów przeprawy na Rabie (mosty były zniszczone). Artyleria rakietowa kilkoma salwami obezwładniła niemiecką obronę okopów na Dolnym Przedmieściu, po czym ruszyło natarcie prowadzone przez cztery czołgi OT-34 z batalionu mjr. Nikandra Jelisowa, za którymi podążali fizylierzy i piechota 1142. pułku płk. Fiodora Zastrożnego. Szybkie i zdecydowane działanie przyniosło sukces – zgrupowanie wdarło się pomiędzy zabudowę ul. Kazimierza Wielkiego i zaczęło zbliżać się do centrum, powoli spychając przeciwnika na zachód i północ. Jednocześnie 1140. pułk strzelców płk. Iwana Procenki obszedł Myślenice od południa, stokami Uklejny, opanował Zarabie i stamtąd podjął atak w kierunku Stradomia. Wzięci w kleszcze Niemcy zaczęli ustępować. Pod wieczór czołgi i piechota dotarły do rynku, gdzie zatrzymały się w ogniu niemieckiej obrony. Jeden z czołgów zlikwidował celnym strzałem gniazdo karabinu maszynowego na wieży kościelnej. Wkrótce zapadły ciemności; linia frontu przebiegała mniej-więcej na wysokości cegielni, ulic Sienkiewicza i Dąbrowskiego.

(c.d.n.)

Piotr Sadowski