Życzenia Wielkanocne

Syberia zamiast wyzwolenia

Historia 29 stycznia 2019 Wydanie 04/2019
Syberia zamiast wyzwolenia

Od pierwszych styczniowych chwil 1945 roku, kiedy na ziemię myślenicką wkroczyły oddziały Armii Czerwonej poszukiwani i aresztowani byli przez organy policji politycznej, radzieckiej NKWD i rodzimego UB, dawni żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Jednym z pierwszych aresztowanych był urodzony w 1907 roku Ludwik Bylica z Trzebuni

Bylica w 1930 roku został powołany do Wojska Polskiego i przydzielony do 3 Kompanii CKM III Baonu 12 Pułku Piechoty. Po sześciomiesięcznym przeszkoleniu skierowano go do Centralnej Szkoły Podoficerskiej w Osowcu. Po jej ukończeniu został awansowany do stopnia kaprala. Jako podoficer instruktor został skierowany do KOP. Tam służył do wybuchu wojny. Jako podoficer nadterminowy cały czas uzupełniał swoje wykształcenie. W 1937 roku został przydzielony do Baonu Fortecznego w Sarnach. Będąc zastępcą plutonu ckm-ów wyruszył na front w czasie kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu wrócił do rodzinnej miejscowości.

Korpus Ochrony Pogranicza był polską formacją wojskową utworzona w 1924 do ochrony wschodniej granicy II Rzeczypospolitej przed penetracją agentów, terrorystów i zwartych uzbrojonych oddziałów dywersyjnych przerzucanych przez sowieckie służby specjalne z terenu Rosji Bolszewickiej. Żołnierze Korpus oprócz ochrony granic prowadzili także działania o charakterze charytatywnym i społecznym na rzecz miejscowej ludności m.in. w zakresie opieki zdrowotnej i oświatowej, których celem było umacnianie państwowości oraz przyciąganie i przywiązanie mieszkańców kresów do Polski. Działalność społeczna i oświatowa prowadzona przez KOP służyła także wspieraniu rozwoju gospodarczego ziem wschodnich II Rzeczpospolitej. Ludzie, którzy przeszli służbę w tej jednostce mieli większą świadomość zagrożeń jakie niósł ze sobą komunizm. Znali metody działania służb wschodniego sąsiada, który już w 1939 roku zajął polskie kresy. Wielu żołnierzy KOP, którzy trafili w czasie kampanii 1939 roku do sowieckiej niewoli, stało się ofiarami zbrodni katyńskiej. Trudny los czekał żołnierzy KOP także po wojnie. Tych, którzy zdecydowali się pozostać w rządzonym przez komunistów kraju, represjonowano.

Ludwik Bylica po powrocie do Trzebuni podjął pracę manipulanta drzewnego w lasach książąt Lubomirskich. Od wczesnych lat okupacji niemieckiej tj. od 1940 r. pod pseudonimem „Świerk- Szpilka” był związany z konspiracją ZWZ-AK. Służył jako instruktor i dowódcą plutonu terenówki. Wśród miejscowej ludności cieszył się dobrą opinią i niewątpliwym autorytetem.

Na przełomie 1944/1945 roku w okolicach Trzebuni, w masywie góry Kotoń i wsi Zawadka kwaterował radziecki oddział zwiadowczy o kryptonimie „Głos”, pod dowództwem kpt. Jewgienija Bieriezniaka „Michajłowa”. Naturalną ochronę dawała mu miejscowa ludność i terenowe oddziały Armii Krajowej z którą współpracował. Jednak celem sowieckiego oddziału była nie tylko walka z Niemcami za linią frontu, ważniejszym zadaniem było rozpracowanie struktur niepodległościowej konspiracji. Już wówczas, na terenach Polski zajętych przez Armię Czerwoną, żołnierzy AK pomawiano o współpracę z Niemcami. Za 6- letnią walkę z okupantami, członków Armii Krajowej czekała nagonka ze strony komunistów i hańbiące określenie „faszystów”. Wszystko to służyło uzasadnieniu aresztowań, tortur i kar wieloletniego więzienia a nawet mordów dokonywanych w szczególności na dowódcach oddziałów konspiracyjnych, które na masową skalę prowadziły jednostki NKWD. Niektórzy z aresztowanych, tak jak w 1939 roku, trafiało na Syberię.

Jednym z pierwszych żołnierzy AK, aresztowanych na ziemi myślenickiej, był Ludwik Bylicy. Został ujęty przez patrol NKWD w Trzebuni i spętany powrozami szedł w ślad za rosyjskimi żołdakami na koniach w kierunku Myślenic. Z powodu braku materiałów archiwalnych nie wiemy, gdzie konkretnie trafił w ZSRR. Najprawdopodobniej był to jeden z wielu obozów „Archipelagu Gułag” na Syberii. Jemu udało się przeżyć katorgę. Z zesłania wrócił w 1947 roku. Aby zgubić ślad przed siepaczami reżimu komunistycznego nie zatrzymał się w rodzinnej Trzebuni. Przeniósł się na Ziemie Zachodnie, mieszkał w Choszcznie.

Ziemowit Kalinowski