Sześcioletni Bartek uratował swoją mamę

Sześcioletni Bartek uratował swoją mamę
Młody bohater Bartek po tym jak uratował swoją mamę otrzymał w przedszkolu pamiątkowy medal Fot. Piotr Jagniewski

Sześcioletni Bartek z Myślenic uratował swoją mamę. Kiedy ta straciła przytomność i leżała na podłodze mieszkania, chłopiec do skutku wciskał syrenę alarmową straży pożarnej. Robił to tak długo, aż na miejsce przybiegli druhowie OSP Dolne Przedmieście

Noc z czwartku na piątek (22/23 czerwca) przeszyła syrena alarmowa OSP Dolne Przedmieście. Było kilka minut po godzinie 2:20, kiedy zawyła po raz pierwszy. Po chwili słychać ją było znowu, potem jeszcze jeden i następne razy. Kolejno budzili się mieszkańcy tej części Myślenic. Jak później przyznawali; początkowo obwiniali strażaków o to, że bawią się syreną. Tymczasem w mieszkaniu Państwa Rapacz znajdującym się w strażnicy OSP, stojąc na palcach i z trudem utrzymując równowagę, przycisk alarmowy wciskał sześcioletni Bartek.

Chwilę wcześniej jego mama straciła przytomność i nie reagowała na wołanie syna. Oprócz nich w mieszkaniu znajdowały się 15 miesięczna Martyna i 4,5 letnia Kamila. Chłopiec próbował dodzwonić się do taty, który był w tym czasie w pracy, ale nie odbierał. Musiał liczyć tylko na siebie. Postanowił wciskać przycisk do skutku. Syrena wyła nadal. Druhowie byli zdziwieni, bo jej dźwięk różnił się od tej używanej na co dzień.

Przy każdej remizie znajduje się syrena alarmowa dla mieszkańców, którzy powinni używać jej w sytuacjach kryzysowych. Jak przyznają strażacy zdarza się, że nocą ktoś włącza ją dla zabawy. - Niepokojące było to, że trąbiła raz za razem. I znowu... i tak siedem razy - przed kamerami przyzna później Tadeusz Sroka, naczelnik OSP Dolne Przedmieście.

Po chwili na miejscu zjawiło się dwunastu zaniepokojonych druhów. - Strażnica była zamknięta. Chłopczyk stojąc na palcach wciskał przycisk i wołał „Ratujcie mamę, bo nie oddycha”. To fantastyczne, że nie stracił zimnej krwi - dodaje Tadeusz Sroka. Pierwszej pomocy mamie Bartka udzielili Krzysztof Szklarz i Daniel Poznański.

Jak się później okazało Pani Aneta tej nocy kilkakrotnie traciła przytomność. - Wieczorem źle się czułam. Wypiłam wodę, postanowiłam położyć się wcześniej. Po paru godzinach przebudziłam się i zakręciło mi się w głowie, kiedy byłam w łazience. Wtedy musiałam upaść, bo nie pamiętam co się dalej działo. Kiedy przebudziłam się na moment, Bartek chyba coś do mnie mówił. Potem był dźwięk syreny i znowu nic. Przy kolejnym otwarciu oczu byli już przy mnie strażacy - relacjonuje Aneta Rapacz.

Skąd chłopiec wiedział jak zachować się takiej sytuacji? - Kiedy byłam w ciąży uczyłam Bartka co robić w przypadku gdyby coś mi się stało, a taty nie będzie w domu. Nie spodziewałam się, że będzie to pamiętał po dwóch latach. Kiedy mu to mówiłam miał zaledwie cztery. Czy jestem dumna? Oczywiście! Nie wiedziałam, że mam tak dzielnego syna. To niesamowite, że zachował zimną krew w sytuacji w której spanikować mógłby niejeden dorosły - przyznaje Pani Aneta.

Chłopiec pytany o to, czy czuje się bohaterem odpowiada, że „Tak trochę, bo tak mówiły o nim Panie w przedszkolu”. To właśnie w nim kolejnego dnia otrzymał medal „MAŁY WIELKI BOHATER” oraz słodycze i gratulacje od wychowawców. - Jestem pod wrażaniem zachowania Bartka. Często prowadzimy z dziećmi pogadanki dotyczące postępowania w podobnych sytuacjach i jak widać przynoszą one efekt - mówi Monika Tula, dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych nr 1 w Myślenicach do których uczęszcza chłopiec.

Bartek zapytany przez nas kim chciałby zostać w przyszłości bez zastanowienia odpowiada… strażakiem jak tata! Jak się okazuje nie przypadkowo mieszka w Domu Strażaka, a najważniejszy egzamin zdał już wieku sześciu lat i jest na dobrej drodze do spełnienia swojego marzenia.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor, fotoreporter. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)