Szybkie buty

Szybkie buty

Poruszała się z coraz większym trudem. Po centymetrze. Kiedyś znana z ruchliwości, była jak kolorowy motyl. Teraz przebycie drogi z jednego kąta do przeciwległego przypominało podróż spod Tatr nad Bałtyk.

Od pewnego czasu pani Teresa mówiła wszystkim odwiedzającym ją, że przydałoby się jej jakieś cudowne, szybkie buty. Wyszłaby wtedy z domu i jak dawniej zmieszała się z tłumem kwiatów na pobliskiej łące. Ale wiedziała, że to jest marzenie niczym głęboka woda, nigdy się w niej przecież nie zanurzy. Dobrze, że były albumy z pamiątkowymi fotografiami. Maszerowała przez nie bez końca.

Zawsze przynajmniej z kwadransa trzeba było czekać pod drzwiami jej mieszkania, zanim je otworzyła. „Idę, idę” - słychać było ciągle młody głos pani Teresy. Wreszcie otwierała i zaraz rozpoczynała powrotną podróż pod Tatry fotela. Nie chciała inwalidzkiego wózka. Była dzielna, ponad zwykłą, kobiecą miarę. Modliła się, o cud dziecinnego chodzenia… Robiła to bez pretensji, ufnie, jakby z nadwiarą.

Po paru minutach rozmowy nieodmiennie padały dwa słowa: „szybkie buty”. Zawsze w innym kontekście, zawsze z uśmiechem.

- Człowiek ma szybkie buty do tchórzostwa, ale i do bohaterstwa, prawda?

- Młodzi mają szybkie buty do szczęścia, ale i do nieszczęścia i do zniewagi, także.

- Starym ludziom przydałyby się szybkie buty do śmierci…

Taka była kochana, mądra i niezwykła pani Teresa!

I stało się. Szóstego sierpnia nie usłyszałem bohaterskiego szurania butów pani Teresy. Wczoraj śmiertelnie padła w połowie drogi, chcąc komuś otworzyć drzwi. Tak jak zawsze to czyniła.

Sąsiadka powiedziała:

- Włożyła wreszcie szybkie buty do nieba.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.