To dopiero był jazz

To dopiero był jazz
To dopiero był jazz, fot. Paweł Biela

Kiedy założyciel myślenickiego Dixi Bandu Zbigniew Morawski jakiś czas temu wspomniał o tym, że jego marzeniem jest zorganizowanie w Myślenicach festiwalu jazzu tradycyjnego, mało kto sądził że tak szybko dojdzie do realizacji tego projektu

Zaczęło się od przemarszu przez miasto w trakcie którego uczestnicy festiwalu zaprezentowali próbkę swojej twórczości, by około godziny 16 zameldować się na plantach, gdzie odbyła się zasadnicza część
I Myślenickiego Festiwalu Jazzu Tradycyjnego ”Jazz nad Rabą”.

Było głośno, było radośnie i przede wszystkim było na bardzo wysokim poziomie. Ale chyba nie mogło być inaczej, skoro udało się zaprosić laureatów plebiscytu Jazz Forum – gliwicki zespół Enerjazzer, czy też nagrodzonych na Złotej Tarce RB Dixi Five z Tarnowa. Jeśli komuś się wydawało, że granie w dixilendowo-nowoorleańskich klimatach to taka jazzowa odmiana orkiestry strażackiej - musiał się nieźle zdziwić słysząc te wirtuozowskie solówki na dęciakach w wykonaniu członków zespołu RB Dixi Five, świetne aranżacje zespołowe Leliwy Jazz Bandu, czy nieprawdopodobne skomplikowane rytmicznie zagrywki z Enerjazzera.
Zespoły nie ograniczyły się jedynie do standardów gatunku, bo Enerjazzer potrafi na dixilendową modłę przerobić mało jazzową śląską melodie ludową „Gdybym to ja miała”, a Leliwa pokazała, że „Cicha woda” tylko jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie trafiła do repertuaru Duke a Ellingtona. A to czego na banjo dokonywał Wiktor Zydroń z RB dixi five tego nie powstydziłby się Eddie Van Halen. Dodajmy do tego jeszcze rewelacyjną wersję „Vabanku” zagraną przez Enerjazzera i nie jesteśmy nawet w połowie wymieniania wszystkich akustycznych atrakcji festiwalu.

Bardzo wysoko zatem zawiesili poprzeczkę dla rodzimego Dixi  Bandu artyści z Tarnowa i Gliwic, ale zmotywowani tymi występami i dodatkowo wzmocnieni Michałem Funkiem na wokalu myśleniccy jazzmani wznieśli się na wyżyny kunsztu i dali radę. Nie inaczej było w czasie kończącego całą imprez jam session w trakcie którego wszyscy uczestnicy festiwalu zagrali pełną porywających solówek „Sweet Georgia Brown” oraz „When the Saints go marchin in”, które przerodziło się w muzyczny pochód razem z widownią zgromadzoną wokół sceny. Jeśli ktoś 25 czerwca między 16 a 21 nie miał okazji być choć przez chwilę na plantach w okolicy restauracji Stek i budynku TG Sokół powinien wiedzieć jedno- zmarnował wieczór.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).