Tworzenie kuchennego świata

Tworzenie kuchennego świata

Gdybym się drugi raz urodził, zostałbym operowym śpiewakiem! Kiedy to powiedziałem mojej córce, śmiała się jakby usłyszała dowcip o milicjantach polujących na złodziei. A ja naprawdę miałem takie pragnienie. Mężczyzna obdarzony pięknym głosem, śpiewający piękne teksty, to jest potęga! Bas, baryton!

Potęga! Czułem to stojąc w pustej kuchni, w której przeprowadzono mi generalny remont po trzydziestu latach używania. Echo powtarzało moje słowa, a kroki dudniły jak w wielkiej hali. Jakoś nie widziałem odrapanych ścian, dziur po hakach, zerwanej podłogi. Za parę tygodni wszystko miało być zupełnie nowe, białe, wykafelkowane. Tworzyłem nowy, kuchenny świat. Wiedziałem, że sprawię tym radość mojej żonie. W kuchni koncentruje się przecież życie, tu są podwaliny każdego, nowego dnia. Nie ma życia bez kuchni. Brzmi to ogromnie banalnie, ale tak właśnie jest. „Przez żołądek do serca” - powie stare przysłowie.

Ileż jest trudu w tym tworzeniu kuchennego świata! Ileż proszenia. Zmiana trzech kontaktów elektrycznych wymagała aż siedmiokrotnego przysłowiowego Józia, którego znam od dziecka, bo jest moim kuzynem. „Już, już przyjdę” obiecywał i nie zjawiał się. Podobnie było z innymi panami od cudu tworzenia - stolarzami, hydraulikami, fliziarzami, malarzami. „Już, zaraz… za godzinę”. Przychodzili za kilka dni lub w ogóle nie.

Ale jakoś przebrnąłem przez te wszystkie trudy tworzenia kuchennego świata. Zazdrościłem trochę drzewom za oknem i tej górze w oddali, która stała akurat w popielatym worku pokutnym z mgły. I te drzewa, i ta góra nie znają tego uczucia, tej męki tworzenia. Ja znam. Ja znam. I jestem szczęśliwy.

I jest wspaniale!

Teraz naprawdę wiem, co czuł Stwórca, tworząc nasz wielki i ciężki świat.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.