Ucieczki z aresztu

Ucieczki z aresztu
Zdjęcie Dominika Buczka z archiwum IPN

Do ucieczek z aresztu Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Myślenicach, podobnie jak i w całym kraju, dochodziło dość często. Miały one różny przebieg i przyczyny.

Nie będę omawiał przypadków akcji oddziałów zbrojnych i przypadków rozbijania więzień, jak to miało miejsce np. w Krakowie (rozbicie więzienia św. Michała w dniu 18 sierpnia 1946 r., chociaż wypada pamiętać, że organizatorzy tej akcji byli sądzeni w Myślenicach 18 stycznia 1947 r.). Odniosę się jedynie do akcji indywidualnych. Ucieczki wynikały z niedbalstwa, atmosfery chaosu pierwszych lat powojennych i odwagi aresztowanych. Pamiętać też trzeba, że obok autentycznych, były także „ucieczki” organizowane przez aparat bezpieczeństwa, który tą drogą mógł wmieszać w środowiska opozycyjne ludzi z zadaniami prowokatorów, śledzących itp. Jakiś jednak procent udanych ucieczek musiał być autentyczny, aby usprawiedliwiał i uwiarygadniał inne przypadki np. zwykłe łapówki, haracze oraz najważniejsze akcje specjalne. Musimy też pamiętać, że szczególnie w pierwszych latach działania takie były obopólne – nie tylko bezpieka miała wtyki i swoich ludzi w szeregach podziemia, ale i odwrotnie, podziemie też instalowało swoich ludzi w aparacie bezpieczeństwa. Byli to często koledzy z oddziału, sąsiedzi, którzy znaleźli się po przeciwnych stronach: czasem trzeba było przymknąć oko.

Były „ucieczki” (w cudzysłowie) i ucieczki. Niektóre miały tragiczny przebieg. W maju i czerwcu 1946 r. uciekinierzy zostali zastrzeleni. Zginęli wówczas Jarosław Długosz z Sanoka, Stanisław Błachut z Kojszówki, Józef Traczyk z Bystrej i Jan Matiasik z Osielca. Niektóre jednak kończyły się sukcesem. 5 czerwca 1946 r. z UBP w Myślenicach uciekli Władysław Luberda (ur. 1908 r.) i Julian Miśkowiec (ur. 1926 r.) – obydwaj z Rabki, aresztowani kilka dni wcześniej za pomoc oddziałowi „Tygrysa”. Obaj wykonywali prace u szefa Urzędu Edwarda Goleba. Jak czytamy w raporcie: wartownik wdał się w pogawędkę z więźniami. W momencie wręczania postanowienia o tymczasowym aresztowaniu jeden z wymienionych więźniów – Luberda wykorzystał nieostrożność wartownika i uderzył posiadaną w ręku siekierą. Ten upadł bez przytomności. Następnie więźniowie z zabraną bronią zbiegli. Dalszych losów zbiegów nie znamy.

Zachował się obszerny opis ucieczki Zbigniewa Bergla, ur. 1928 r., zamieszkałego w Dobczycach przy ul. Bohaterów Stalingradu 60 oraz Dominika Buczka ps. „Żbik”, ur. 1914 r., mieszkańca Osin, z powiatu rybnickiego – zastępcy dowódcy oddziału dywersji obwodu AK Murawa- Myślenice. Zbigniew był młodym chłopakiem podejrzewanym o udzielanie pomocy Franciszkowi Mrozowi i oddziałowi „Leszka” – Józefa Miki. Dominik był doświadczonym konspiratorem z okresu II wojny. Aresztowany w lutym 1952 r., przewieziony do aresztu w Myślenicach, został 6 grudnia 1952 r. wraz innymi żołnierzami AK, skazany na karę dożywotniego więzienia za wykonywanie rozkazów myślenickiego dowództwa.

Wyciąg z protokołu z przesłuchania podejrzanego Bergiela Zbigniewa s. Władysława:

W dniu 24 marca 1952 r. będąc w celi PUBP w Areszcie zapoznałem się z więźniem, który siedział od dłuższego czasu Buczkiem Dominikiem, który to pod wieczór naprawiał rączkę wieczną i piłował pilnikiem jakieś części do tej rączki, przy tym piórze powiedział mi że ucieka z aresztu ponieważ pilnować go nie pilnuje, lecz ja to go nie wierzyłem lecz myślałem że on szuka podstępu do mnie, więc wieczór Buczek Dominik wyrwał deskę z łóżka i wybijając tą deską drzwi wyszedł na korytarz, gdzie ja mu również pomogłem wybić tychże drzwi. Po wybiciu drzwi na korytarze Buczek Dominik poszedł po pilnik i obcęgi, które były obok aresztu w magazynie. Po przyniesieniu tychże narzędzi odkręcił śruby od drugiej celi – gdzie to następnie weszliśmy do drugiej celi i Buczek Dominik zaczął piłować pilnikiem kratę w oknie. Ja jemu pomogłem w tym, następnie po rozpiłowaniu kraty założyliśmy sztangę żelazną do drzwi lecz kraty my nie mogliśmy wyłamać. Następnie ja wziąłem kawałek deski z lóżka, owinąłem go w koc i zaczęliśmy wyważać kratę, następnie deskę tę złamaliśmy i ja wziąłem drugą deskę i wyważyliśmy kratę nią. Po wyważenie kraty ja szybę matową rozsunąłem, następnie Buczek poszedł do spiżarki, która znajdowała się obok aresztu celem zabrania sobie depozytu – lecz tego depozytu nie zabrałem – więc ja poszedłem i ten depozyt dostałem i on w tym depozycie miał koszulę i kalesony. Koszulę na siebie założył i pierwszy oknem wychodził. Następnie ja za nim. Po wyjściu z aresztu okno szybą matową żeby nikt nie zauważył żeśmy uciekli – gdzie to następnie udaliśmy się. Następnie poszliśmy przez pole na drogę prowadzącą do Borzęty, a z Borzęty poszliśmy do Wieliczki, było już wtedy szaro, ja chciałem wejść do stodoły, która stała niedaleko od drogi pod Wieliczką i chciałem aby my przy stodole odpoczęli do wieczora, a wieczorem iść do Krakowa. Buczek Dominik powiedział mi, że on zaprowadzi mnie niedaleko, gdzie będziemy mogli odpocząć, jak pamiętam poszliśmy do Zbydniowic, pow. Krakowski koło Swoszowice, i tam w domu znajomego Buczka Dominika, nazwisko mi nie znane, przespaliśmy się do wieczora. Dom ten jest koło mostu w tym domu tam zdaje mi się była piekarnia. Wieczorem przez gromadę Swoszowice poszliśmy do Krakowa i Buczek Dominik w czasie podróży do Krakowa prosił mnie abym pożyczył pieniędzy na pociąg to dalej pojedzie sam, więc przyszliśmy do Krakowa, do mojego wujka Iskierskiego K., który mieszka przy ulicy Floriańskiej nr 3 i tam przespaliśmy się gdzie to rano poprosiłem wujka aby mi pożyczył 100 zł wiec wujek mi dał – ja chciałem Buczkowi dać 50 zł lecz on wziął całe 100 i nic mi nie wrócił, zaraz poszliśmy od tego wujka wtedy Buczek powiedział że idzie na stacje do Krakowa lecz gdzie pojedzie tego mi nie mówił, od tego czasu w ogóle się z Buczkiem nie widziałem- a ja udałem się do swej ciotki Anny Siekierskiej, która mieszka w Podgórzu przy ulicy Lwowskiej nr 7, na drugi dzień poszedłem na tandetę tj. sprzedałem swój sweter i u ciotki byłem przeszło 3 tygodnie wówczas gdy byłem u ciotki matka moja jadąc na święta do Dobczyc wstąpiła do ciotki i dała mi trochę pieniędzy a ja od ciotki poszedłem na nogach do Zabierzowa – a z Zabierzowa kupiłem bilet do Wrocławia udając się tam do swej siostry nazwiskiem Majchrzyk Zofia zam. Wrocław ul. Wielka nr 150 i u siostry byłem do września 1952 r. Podczas pobytu we Wrocławiu na miasto wychodziłem rzadko tylko przebywałem u siostry w mieszkaniu. We wrześniu 1952 roku we Wrocławiu pojechałem do swojej matki – która uczyła jako nauczycielka w szkole powszechnej w miejscowości Poręba Dzierżna gmina Wolbrom, pow. Olkusz i u matki przebywałem do dnia 19.VI.1953 r. i nigdzie nie wychodziłem z mieszkania tylko przebywałem w domu a matka przynosiła mi żywność. Następnie kiedy matka była na urlopie na święta w 1953 r. to wówczas przeprowadził z nią rozmowę pracownik tut. urzędu abym się ujawnił więc matka napisała podanie do rady Państwa czy ja mogę się ujawnić, gdzie z Rady Państwa dostałem odpowiedź abym się ujawnił w prokuraturze, gdzie to ja uczyniłem i w dniu 18.VI.1953 r. zgłosiłem się w prokuraturze w Krakowie.

 

Ziemowit Kalinowski Ziemowit Kalinowski Autor artykułu

Obywatel Miasta Myślenice (z dziada i pradziada). Historyk z wykształcenia i zamiłowania. Dawniej działacz antykomunistycznej, niepodległościowej opozycji. Badacz oporu antykomunistycznego na ziemi myślenickiej.