W literaturze lubię mocne, wyraziste głosy

Wywiady 25 lutego 2020 Wydanie 8/2020
W literaturze lubię mocne, wyraziste głosy

Łukasz Malinowski - Urodzony w 1983 roku w Jastrzębiu Zdroju, dorastał w Myślenicach. Jest Absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego (studiował również w Oslo), doktorem nauk historycznych UJ (2010), specjalizującym się w dziejach średniowiecznej Skandynawii.

Jest również popularyzatorem wiedzy o tym okresie i znawcą etosu wikińskiego. Publikował w czasopismach: „Wiedza i Życie”, „Focus Historia”, „Mówią Wieki” i w Nowej Fantastyce. Jako pisarz zadebiutował w roku 2013 powieścią fantastyczno-historyczną „Karmiciel kruków”, pierwszą z cyklu „Skald”, w której stworzył postać Ainara, oddającą ideał skandynawskiego wojownika i poety z X wieku. Zaplanowana na kilka tomów seria ukazuje zderzenie pogańskich tradycji wikingów z umysłowością i mentalnością mieszkańców różnych części ówczesnej Europy – od Irlandii po Ruś i Bizancjum. Narracja nie ogranicza się do świata ludzi, lecz w konwencji fantasy historycznej materializuje wyobrażenia bogów i demonów. Łukasz Malinowski od kwietnia 2019 roku pełni funkcję dyrektora Muzeum Niepodległości, zaś jego najnowszym dziełem jest „Piastowskie wahadło”. Powieść jest literacką biografią Bolesława Wstydliwego i traktuje o trzynastowiecznym Krakowie, świecie bez czyśćca, gdzie cnota zderza się z rozpustą a rycerskość z podłością. W „Piastowskim wahadle” znajdziemy również wątki myślenickie. Samej książki streszczać nie zamierzamy, aby nie psuć zabawy czytelnikom, ale o kilka kwestii z nią związanych postanowiliśmy zapytać samego autora.

- Czy idąc na studia wiedziałeś już, że to średniowiecze będzie przedmiotem twoich badań naukowych i największą fascynacją?

- Kiedy szedłem na studia to mniej więcej w takim samym stopniu fascynowała mnie starożytność jak i średniowiecze. Ale średniowiecze przeważyło, co mogło być również wynikiem moich zainteresowań literackich. Już w liceum mocno wsiąkłem w świat Tolkiena i zakochałem się w kulturze Północy.

- Jak długo pracowałeś nad „Piastowskim wahadłem”?

- Około półtora roku, licząc z czasem poświęconym na studiowanie tematu i szukaniem odpowiedniego języka do powieści, który nawiązywałby do średniowiecznej staropolszczyzny, ale zachowywał lekkość i przejrzystość.

- A co wiemy o języku jakiego używali ludzie zamieszkujący tereny ówczesnej Polski w XIII wieku?

- Niewiele, ponieważ polskojęzycznych tekstów źródłowych z XIII wieku jest bardzo mało. O języku ludzi z tamtego okresu wnioskujemy zatem z przekazów o 100 lat młodszych, których jest zdecydowanie więcej i zakładamy, że język w tym czasie aż tak bardzo się nie zmienił.

- Współczesny Polak dogadałby się z tym, który mieszkał nad Wisłą ponad 700 lat temu?

- Zapewne byliby się w stanie porozumieć, chociaż być może byłaby to rozmowa przypominająca, bo ja wiem, dyskusję Polaka ze Słowakiem.

- Język, którym napisałeś „Piastowskie wahadło” bywa bardzo dosadny. Niektóre fragmenty nasuwają skojarzenia z „Psami” Pasikowskiego albo twórczością Marka Koterskiego.

- Za ten naturalistyczny język bardzo mnie chwalili przy okazji moich poprzednich powieści. Mówiąc jednak całkiem poważnie, to ta dosadność zależy od kontekstu historycznego, bo niektóre słowa dzisiaj uznawane za obraźliwe w tamtej epoce miały zupełnie inny ciężar i inaczej je odbierano. Zwróć też uwagę, że przekleństw nie używa wcale Bolesław Wstydliwym, te wzbogacają natomiast mowę ludzi wywodzących się z dołów społecznych, albo tych, którzy bardzo mocno zmagają się z życiem i nie potrafią się w nim odnaleźć. Możemy oczywiście udawać, że rzezimieszki, mordercy i prostytutki używają mickiewiczowskiej polszczyzny, tylko kto w to uwierzy? Poza tym w literaturze lubię mocne, wyraziste głosy i do takiego też dążę.

- W swojej książce zajmujesz się okresem od 1227 roku do 1275 roku czyli od śmierci Leszka Białego do końca panowania Bolesława Wstydliwego. To był na ziemiach polskich okres dosyć burzliwy i związany z walkami pomiędzy poszczególnymi dzielnicami. Czy ten okres zainteresował cię dlatego, bo dostrzegasz jakieś podobieństwa ze współczesnością?

- Nie, ale to dosyć charakterystyczne, że czytając powieść historyczną dosyć często szukamy analogii z tym, co nas otacza obecnie. W XIII wieku zresztą Polska podzielona była o wiele bardziej, niż teraz, i to bardzo dosłownie, a nie tylko światopoglądowo. Ówczesnym władcom czasami bliżej było z Krakowa na Węgry niż do Płocka, gdy szukali sojuszy.

- Wracając do samego Bolesława, skąd wziął się jego przydomek Wstydliwy?

- Wstydliwy to chyba nie najszczęśliwsze tłumaczenie łacińskiego słowa „pudicus”, które można też tłumaczyć jako „cnotliwy”, „skromny”, czysty”, „obyczajny” . Zresztą pochodzenie niektórych przydomków władców tamtego okresu bywa do tej pory przedmiotem sporów, bo na przykład Bolesław Krzywousty zdaniem jednych zawdzięczał swój przydomek jakiejś fizycznej ułomności, inni zaś wskazują, że krzywousty oznaczało raczej osobę kłamliwą, która nie dotrzymuje przysiąg. Trochę mniej jest niejasności przy Bolesławie Rogatce, który ponoć rzeczywiście miał rogatą duszę i czyny jego były wyjątkowo zuchwałe.

- W historii, którą opisujesz, przykuwa uwagę postać Grzymisławy – wdowy po księciu Leszku Białym i jej rola w doprowadzeniu swojego małoletniego syna Bolesława na tron.

- No tak, trzeba było nie lada talentu dyplomatycznego i mądrości, żeby przeprowadzić taką operację, bo należy pamiętać, że w tamtych czasach wdowa po zamordowanym księciu startowała właściwie od zera, nie miała prawie nic, a legenda głosi, że po śmierci Leszka Białego Grzymisława rozdawała nawet swoje bogate suknie żonom wspierających ją rycerzy, aby utrzymać ich przy sobie.

- W twojej książce pojawia się również wątek myślenicki Falisława i Świętosława, czyli Falika i Świętka, bo poznajemy ich w momencie, kiedy są jeszcze małymi chłopcami. Ich udziałem jest dosyć znaczny awans społeczny - dla jednego na łonie rycerstwa, a dla drugiego duchowieństwa. Czy to historia o dużej dozie prawdopodobieństwa?

- XIII wiek to ostatni moment, kiedy dopuszczano takie awanse, a rycerzem można było zostać, gdy dowiodło się swojej odwagi i męstwa na polu bitewnym. Rycerstwo było wówczas jeszcze stanem otwartym. Trochę inaczej miały się sprawy z duchowieństwem. Jeden z bohaterów powieści jest bękartem, co utrudnia mu drogę kariery kościelnej, dlatego też ukrywa swoje nieprawe pochodzenie.

- Czytając „Piastowskie wahadło” grozę budzi postać Konrada Mazowieckiego który m.in. w jednej ze scen okazuje się być damskim bokserem wobec matki Bolesława Grzymisławy. To prawdziwe zdarzenie czy fantazja autora?

- Według historycznych źródeł rzeczywiście miało to miejsce i zapewne musi szokować kogoś, kto średniowieczną rycerskość kojarzy ze szlachetną postawą wobec dam. Jak widać na przykładzie Konrada Mazowieckiego, którego uważamy za wielkiego gwałtownika, nie była to reguła.

- Kolejną rzeczą, która musi szokować czytelnika to spustoszenie jakich na naszych ziemiach dokonywały najazdy Mongołów. Czemu zawdzięczała skuteczność ich armia?

- Przede wszystkim Tatarzy znacznie przewyższali nasze oddziały mobilonością. Świetnie koordynowali swoje ataki, planowali każdy najazd, mieli znakomity zwiad, potrafili błyskawicznie rozproszyć swoją armię na mniejsze odziały, które rozprzestrzeniały się na ogromnym terenie, sprawiając wrażenie, że było ich jeszcze więcej niż w rzeczywistości. Ich taktykę bojową można przyrównać do takiego XIII-wiecznego blitzkriegu. Natomiast w przypadku oddziałów z naszego rejonu Europy najogólniej mówiąc było o wiele więcej biurokracji przy samym organizowaniu sił zbrojnych. Nawet jak już zdołano zebrać dostatecznie wielką armię, to okazywało się, że najeźdźcy zdążyli wcześniej złupić ogromne połacie kraju.

- W twojej powieści przewija się postać wszechwiedzącego narratora, który nosi miano Pięknego Młodzieńca. Kto to jest – demon, Anioł Stróż czy też alter ego autora?

- O tym czytelnik musi zdecydować sam. Piękny Młodzieniec to jednak również taki „czuły narrator”, że nawiążę do świetnej przemowy noblowskiej Olgi Tokarczuk. To narrator stojący ponad światem, przenikający czas i przestrzeń, a zarazem bardzo empatyczny i niezwykle blisko związany z rodem krakowskich Piastów.

- W trzynastowiecznym świecie nie znano pojęcia czyśćca. Jak to skutkowało na zachowanie ludzi i ich obyczajowość?

- Świat po prostu był mocno binarny. Albo ktoś był dobry, albo zły, mało co mieściło się pomiędzy.

- Czym jest tytułowe „wahadło”?

-Łukasz Malinowski - Niepewnością, która towarzyszy głównemu bohaterowi przez całe życie.

- Jaka będzie twoja następna powieść i czego będzie dotyczyć? Skandynawia, wikingowie, północ czy trochę rodzimych klimatów?

- Mój nowy wydawca planuje na połowę tego roku restart cyklu o Skaldzie. Poszczególne tomy powinny ukazywać się co 3-4 miesiące, aż do finału, który będzie nosić tytuł „Pasterz pieśni”. Tym razem zaproszę czytelników na podróż do średniowiecznej Afryki. W planach mam także inne powieści o polskim średniowieczu.

Rafał Podmokły