W pocie czoła. Echa minionych lat

Historia 23 czerwca 2020 Wydanie 23/2020
W  pocie czoła. Echa minionych lat

Choć za pasem lato, to próżno szukać dzisiaj typowych obrazów polskiej wsi, które pozostały już tylko w pamięci niektórych mieszkańców naszego powiatu oraz na dłoniach szczególnie wysłużonych od uporczywej pracy.

Zapewne wielu z nas doskonale pamięta pobyt u dziadków, kiedy jakakolwiek rozrywka wirtualna była czymś nieosiągalnym. Niedawno byliśmy też świadkami poświęcenia kapliczki na Górze Plebańskiej, gdzie dawne pola uprawne to już tylko niewielkie działki. Okoliczne wsie coraz bardziej wtapiają się w aglomerację miejską, a dobrze znana czytelnikom

Droginia kryje pozostałości pól uprawnych pod taflą Jeziora Dobczyckiego. Większość z tych miejsc jest aktualnie bardzo trudna do zidentyfikowania, gdy spoglądamy na zdjęcia z tamtych lat. Z pomocą przychodzą jednak starsi mieszkańcy, pamiętający dawne czasy.

Zwykle prace podejmowano już o świcie, a wszelką pomoc nieśli wszyscy domownicy, w szczególności jeśli był to okres wakacji. Temperatura na zewnątrz nie miała znaczenia, a zdarzało się, że miejsce pracy było bardzo oddalone od domu. Toteż posiłki i wodę zabierano ze sobą, bo pracowano często i do zachodu słońca. Ciężkie lata wojny przyniosły ze sobą stacjonujące w pobliżu jednostki piechoty niemieckiej, a znane są w tej kwestii przypadki pomocy z rąk żołnierzy w naprawie prostych maszyn rolniczych, jeśli oddział przebywał na terenie gospodarstwa. Takie artefakty po dziś dzień można spotkać w obrębie Łęk i Trzemeśni. Na ten przykład buty wykonane przez jednego z oficerów można obejrzeć w Szkole podstawowej nr 2 w Myślenicach, które osobiście przekazali członkowie redakcji Gazety Myślenickiej na rzecz placówki kilkanaście lat temu.

Prace nie ograniczały się jednak tylko do samej roli - w roku 1958 mieszkańcy podjęli się zasadzenia nowego drzewostanu w okolicach Burletki i podnóży góry „Trupielec”, gdzie obecnie pozyskuje się zasoby drewna dla miasta i gminy Myślenice o czym świadczą też tablice informacyjne. Do tego typu prac kierowano przede wszystkim uczniów pobliskiej szkoły w Drogini.

Jak wiadomo: tam, gdzie człowiek, tam i pozostałości jego działania. Skąd jednak tak szczególne okazy przeszłości, w miejscu gdzie wysiewano zboża? Otóż w przypadku pracy w polu, warto zaznaczyć z pozoru nieistotną rolę „śmietnika”, jakim był kompostownik (obornik), którego drzwi prowadziły bezpośrednio z kuchni starych domostw. Trafiały tam wszelkie rzeczy ulegające rozkładowi, a jednocześnie pomagające użyźnić gleby przynależące do gospodarstwa. Nierzadko dostawały się tam z czystego przypadku drobne monety, które jak nietrudno zgadnąć lądowały wraz z obornikiem na przygotowanym wcześniej polu. Fakt ten jest o tyle ciekawy, iż owa „drobnica” niesie ze sobą praktycznie każdy okres przypadający na naszą małą ojczyznę. Ową historię ukazującą się jeszcze często podczas corocznych, choć nielicznych już „wykopków”, mieliśmy okazję zobaczyć właśnie dzięki spadkobiercom pól. Okres, w jakim wydano i użytkowano numizmaty nie pozwala często zidentyfikować nagrobków posiadaczy pól, a daty mówią same za siebie: 1800 r., 1894, 1923. Widoczne monety to echa zaborów austriackich i tylko jedna pochodzi już z II Rzeczypospolitej, przypominając o trudach z jakimi zmagali się nasi dziadkowie.

Szymon Dyczkowski