W tej muzyce ciągle jest ogień

W tej muzyce ciągle jest ogień
Fot. Fot. R. Podmokły

Robert Kasprzycki ma na swoim koncie ponad tysiąc pięćset koncertów, które dał jako solista bądź członek swojego zespołu. Przy takiej ilości występów można mieć obawy o wypalenie się artysty albo powielanie starych schematów. Z jakiegoś jednak powodu Robert Kasprzycki, grając czy to samemu, czy w zespole – czy tak jak było 28 kwietnia w WDK Głogoczów w duecie – nigdy nie nudzi widowni, nawet jeśli trzon repertuaru na tych koncertach bywa podobny.

Ale czy można sobie wyobrazić koncert Rolling Stonesów bez Satisfaction albo Honky tonk women? Jasne że nie można. Trudno też idąc na koncert Roberta Kasprzyckiego nie oczekiwać, że usłyszy się Niebo do wynajęcia albo Zapiszę śniegiem w kominie. Jak on to robi, że za każdym razem te utwory brzmią świeżo i z taką samą mocą, jak wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy je na antenach radiowych? To zagadka której rozwiązanie znają tylko nieliczni estradowcy, by wymienić Micka Jaggera, Keitha Richardsa i Roberta Kasprzyckiego. Nieprzypadkowo wymieniamy Roberta w tym rockowym panteonie, bo jego twórczość, którą często przypisuje się li tylko do poezji śpiewanej, rockową nutą przesiąknięta jest chyba w większości utworów.

Sentyment do ostrego brzmienia początku lat 90-tych, gdy Robert Kasprzycki razem z Adamem Zadorą tworzyli podwaliny pod polski grunge, daje się wyczuć nawet wtedy gdy grają Rozmarynową albo Trzymaj się wiatru kochana. To utwory, które przy minimalnych retuszach mógłby spokojnie grać taki Pearl Jam. Jednak umiejętności nawiązywania kontaktu z publicznością Robertowi Kasprzyckiemu mógłby pozazdrościć nawet Eddie Veder&co. Poczucie humoru, wdzięk i lekkość konferansjerki to coś, z czym się chyba trzeba urodzić. I Robert Kasprzycki to ma. Pokazał wiele lat temu, wykonując przeróbkę z Smells like teen spirit do słów Pana Tadeusza i taką próbkę dał również w Głogoczowie prezentując kilka wersji utworu Raz, dwa, trzy, pięć, w tym country, góralską, szantową i reagge. Poznaliśmy również źródło powstania Rozmarynowej, a główny bohater wieczoru pochylił się także nad wyrafinowaną poetyką utworów Beaty Kozidrak.

Robert Kasprzycki na gitarze i Adam Zadora na zredukowanej do jednego rezonatora perkusji dali taki koncert, że nie odczuwało się braku basisty i drugiej gitary. Publiczność WDK Głogoczów prawdopodobnie przeczuwała, co się święci, bo wypełniła salę ponadnormatywnie. Dopełnieniem koncertu było rozdanie nagród laureatom konkursu plastycznego Ilustracja do książki oraz akcja Dzielimy się zieloną energią - Wiejska Darmowa Kwiaciarnia, dzięki której wszyscy obecni na koncercie mogli po jego zakończeniu zabrać sobie do domu wybrane przez siebie szczepki i rozsady – upominki od Szkółki Roślin Ozdobnych z Głogoczowa.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).