Walczyli po stronie prawdy

Historia 27 lutego 2014 Wydanie 8/2014
Walczyli po stronie prawdy
Walczyli po stronie prawdy w czasach, kiedy odwaga drogo kosztowała

Z Żołnierzami Wyklętymi Sowieci i polscy komuniści podjęli bezwzględną i bezpardonową walkę. Prześladowali ich bez względu, czy podjęli walkę, czy tylko potencjalnie mogli im zagrażać

Byli represjonowani za rzeczywiste czyny, ale równie często pod fałszywymi zarzutami wymuszonymi w czasie okrutnych i wymyślnych tortur. Mieli być zaszczutą zwierzyną - a może gorzej. Mieli być wyizolowani ze społeczeństwa, które nie tylko miało się bać okazać im jakąkolwiek pomoc, ale miało się do nich odnosić z odrazą jak do bandytów i pospolitych przestępców. W celu ich zohydzenia pracował przez wiele lat cały aparat propagandy, któremu usłużnie pomagali ludzie władzy. Gdyby byli zwykłymi „bandytami” ich działalność nie utrzymałaby się ani jednego dnia. Tak jak wcześniej już za okupacji niemieckiej, tak i po 1945 r. partyzantce antykomunistycznej pomagała cała rzesza współpracowników. Dostarczali oni informacji, kwaterunku, wyżywienia itp. Jak liczna to była rzesza ludzi niech świadczy fakt, że o pomoc czterem osobom z oddziału „Leszka” w latach 1947-50 podejrzewano, co najmniej 450 osób.

Za okazanie najmniejszej „dobrowolnej, czy wymuszonej” pomocy spadały na ludzi najsurowsze represje. Aresztowano i bito w czasie przesłuchania: za to, że podali szklankę mleka, że przenocowali partyzanta, ale i za to, że partyzant sam, nie pytając nikogo o pozwolenie, nalał sobie wody ze studni do picia. Represjonowano za nie dość szybkie powiadomienie organów bezpieczeństwa. Jeżeli, ktoś się wybronił, że udzielił pomocy pod przymusem przystawionego „do głowy pistoletu” mógł czasami liczyć, że cała historia skończy się tylko na pobiciu w czasie przesłuchania. Inni, w tym najbliższa rodzina: często matka, ojciec, brat, czy siostra trafiali do więzień. Nawet przyprowadzenie księdza do spowiedzi ściganemu kończyło się 2 letnim wyrokiem.

 Nie ma się, co dziwić, że księża odmawiali udzielenia ślubu ukrywającym się ludziom, gdyż nie chcieli się narazić wszechobecnej władzy komunistycznej. A takich narzeczeństw partyzantów, które chciały swoje sprawy uregulować było, w latach 1945-1955 kilka. Ślubów innych niż kościelne w owym czasie nie było. Cywilne uregulowania były ludziom obce. Pierwszy cywilny pogrzeb miał miejsce w Myślenicach, w 1957 r. i wywołał powszechne zbiegowisko, bo wszyscy chcieli oglądać to „dziwowisko”. Nie ma się co dziwić, że księża (którzy też są obwarowani kościelnymi przepisami i procedurami) unikali podejmowania ryzyka.

We wrześniu 1948 r. ks. Stefan Muniak udzielił takiego potajemnego ślubu Franciszkowi Mrozowi i Celinie Drozdowicz. Jako jedyny ksiądz na ziemi myślenickiej miał odwagę podjąć takie ryzyko. 38 –ośmio letni Franciszek był doświadczonym dowódcą oddziału partyzanckiego „Żółw” w okresu okupacji niemieckiej oraz w 1946 r. oddziału ROAK związanego z organizacją „Wolność i Niezawisłość”. Uniknąwszy aresztowania i procesu pokazowego zgotowanego ludziom z jego oddziału, kontynuował walkę z komuną w ramach oddziału „Leszka”- Józefa Miki. Był niewątpliwie jedną z najpiękniejszych postaci konspiracji niepodległościowej w latach 1939-56. Celina była z konspiracją związana od maja 1944 r. Córka burmistrza Dobczyc była łączniczką AK, później Zrzeszenia WiN. Aresztowana jesienią 1946 r., została skazana w styczniu 1947 r. na 2 lata więzienia w zawieszeniu. Franciszek i Celina ratowali Żydów w okresie Holocaustu. Pierwszy raz los zetknął ich już w 1944 r. W chwili ślubu Celina miała 22 lata. Zaraz po ślubie dla bezpieczeństwa, pożegnała się z mężem, ponieważ „Bóbr” (takiego pseudonimu używał wtedy Franciszek) był ścigany przez UB. Sama często zmieniała miejsca pobytu. A to studiowała w Krakowie, a to chroniła się u krewnych w Gliwicach oraz koło Żywca. Franciszka pojmano 10 października 1950 r. 12 maja 1951 r. został skazany wraz z Józefem Miką na karę śmierci, wykonaną miesiąc póżniej. Nie pomogło mu, tak jak wcześniej (w 1947r.) w przypadku jego żony, wstawiennictwo rodzin żydowskich, którym uratował życie w czasie wojny. Celina o śmierci swego męża dowiedziała się z gazet.

Ks. Muniak za udzielenie ślubu dostał wyrok 7 lat więzienia. Celina w 1954 r. została rozpoznana przez swoją koleżankę ze szkoły, żonę Ubeka, zdradzona, została aresztowana. Po kilku makabrycznych dniach została zwolniona.

Ziemowit Kalinowski