Wrześniowe dni – część 2

Historia 3 września 2019 Wydanie 32/2019
Wrześniowe dni – część 2
Pcim Szpica 2. Dywizji Pancernej wkracza do Pcimia; unoszący się dym pochodzi  z płonącego domu, który stał obok wysadzonego przez polskich saperów mostu na Kaczance. Fot. ze zbiorów P. Sadowskiego

Przegrupowująca się na odcinek Dobczyce – Kasina Wielka 10. Brygada Kawalerii wygrała wyścig z czasem, ale nocny dramat przeprawy przez zatłoczoną „szosę myślenicką” na długo pozostał w pamięci żołnierzy.

Nad ranem 4 września dywizjon rozpoznawczy dotarł pod Skrzydlną, a 24. pułk ułanów z baterią armat 75 mm, czołgami i tankietkami – pod Kasinę Wielką. Sztab płk. Maczka zatrzymał się w stojącym do dziś budynku szkoły w Dobczycach. Niemal z marszu ułani uderzyli na południe, spychając niemieckie ubezpieczenia. Wobec meldunków o niemieckiej broni pancernej, w natarciu uczestniczyły też czołgi Vickers. Na kilka godzin udało się uzyskać kontrolę nad strategicznym skrzyżowaniem pod Kasiną Wielką i dopiero po południu, przy zaangażowaniu silnej artylerii i dwóch batalionów strzelców górskich, Niemcom udało się zepchnąć żołnierzy płk. Dworaka na pozycje wyjściowe. Dalej na zachód, w rejonie Węglówki skutecznie powstrzymywała niemiecką kolumnę grupa żołnierzy z I batalionu 1. pułku piechoty KOP ppłk. Jana Kazanowskiego.

Ciężkie boje toczyło także zgrupowanie płk. Michalskiego w dolinie Raby. Rankiem rozwinięty na wzgórzach nad Lubniem 10. pułk strzelców konnych ppłk. Bokszczanina przyjął uderzenie dwóch kolumn 4. Dywizji Lekkiej. Pierwsza z nich nadeszła od strony Kasinki Małej. Powstrzymał ją ogień karabinów maszynowych z Zarębek oraz dwóch baterii 100 mm haubic, których stanowiska ogniowe znajdowały się w Pcimiu. Dopiero około południa pułk, pozostający cały czas pod silnym ostrzałem haubic i moździerzy, zaczął planowo odchodzić na Pcim. Odwrót został wymuszony manewr oskrzydlającym Niemców przez masyw Kiczory oraz atak drugiej kolumny wroga od strony Tenczyna. W wyniku walk spłonęła znaczna część Lubnia oraz drewniany kościół – piękny zabytek z XVII w.

Ciężar obrony przejął teraz III batalion 2. pułku piechoty KOP („Wołożyn”) mjr. Mieczysława Sokołowskiego, zajmujący pozycje u zbiegu dróg na Lubień i Jordanów, na stoku Godawowej Góry. Jego żołnierze mieli w nogach całonocny marsz spod Makowa Podhalańskiego, przez Bieńkówkę i Stróżę, a od rana okopywali się nad dominującym nad zbiegiem dolin Raby i Krzczonówki wzgórzu. Cekaemy spędziły z przedpola pierwsze patrole niemieckie. Wkrótce jednak silny ogień artylerii zaczął pustoszyć szeregi kopistów. Poległ dowódca kompanii kpt. Franciszek Ostrowski i kilku żołnierzy. Niebawem pozycje batalionu zaatakowała podchodząca od strony Tokarni kolumna 2. Dywizji Pancernej – piechota zmotoryzowana i kilka czołgów. W ciężkiej walce czołgi wdarły się pośród polskie okopy. Batalion zaczął wycofywać się przez centrum Pcimia (gdzie dosłownie przed nosem wkraczających Niemców wysadzono mosty) w kierunku Stróży. W tym samym czasie oddział „Kitschmann” 2. Dywizji Pancernej sforsował górskie drogi i przez Więciórkę dotarł do Trzebuni.

Późnym wieczorem podjazd kilku niemieckich czołgów przedarł się przez pozycje batalionu KOP i dotarł na przedmieścia Myślenic, wzbudzając panikę w niektórych oddziałach. Wycofał się po napotkaniu silnego, lecz chaotycznego ognia obrońców. Aby nawiązać łączność z oddziałami, które jeszcze mogły znajdować się w Stróży ppłk. Bokszczanin wysłał patrol, który dotarł do tej miejscowości i zniszczył niemieckie auto wraz z załogą. Pułkownik Maczek zadecydował, że następnego ranka zgrupowanie broniące Myślenic przeprowadzi kontratak w kierunku Pcimia. W tym celu przygotowywano do akcji strzelców konnych, a w nocny marsz przez Trzemeśnię wyruszył II batalion 2. pułku piechoty KOP („Wilejka”) mjr. Wacława Kuferskiego. Zakładano przeprowadzenie dwustronnego ataku na oddziały przeciwnika, skupione w wąskiej dolinie Raby.

Przed świtem 5 września batalion mjr. Kuferskiego zajął pozycje na stokach Krzywickiej Góry i ostrzelał pojazdy niemieckie, które wkrótce wyłoniły się z ciemności na wysokości Pcimia-Łuczan. W szeregach przeciwnika powstało zamieszanie i poniósł on straty. Niebawem jednak Niemcy rzucili do akcji czołgi i artylerię; wobec przewagi ogniowej wroga batalion KOP, zgodnie z planem, rozpoczął odwrót do Trzemeśni. Tymczasem natarcie 10. pułku strzelców konnych opóźniało się. Gdy trwała walka na granicy Pcimia, jego szwadrony dopiero zbliżały się do Stróży. Za nimi postępował I batalion 12. pułku piechoty (mjr Władysław Sieńczak), które skierował tu ppłk. dypl. Marian Strażyc, chcąc wzmocnić siłę uderzenia. Do tej pory placówki, rozrzucone na zachodnim przedpolu Myślenic, nie meldowały bowiem obecności przeciwnika. Ppłk. Strażyc (którego pułk pozostawał w składzie zgrupowania płk. Jana Gaładyka) postanowił zaryzykować i osłabić obronę miasta, w którym pozostał tylko II batalion kpt. Mieczysława Barysa, a na ubezpieczeniach – zwiadowcy i pododdziały KOP.

Strzelcy konni zaatakowali brawurowo i wręcz zmietli niemieckie ubezpieczenia, zdobywając wzgórze na Mirkówce. Spod Borzęty celnie strzelały wspierające kontratak baterie haubic. Obsługa jednej z armat ppanc. pułku rozbiła dwa niemieckie czołgi. Wkrótce mogło dość do ostatecznego przełamania linii wroga, gdy ppłk. Bokszczanin otrzymał rozkaz: wycofać się, czołgi niemieckie podchodzą do Myślenic!

Faktycznie, grupa „Kitschmann” przedostała się w rejon Sułkowic, a stamtąd ruszyła na Jawornik. Zanim jednak do tego doszło, rozgorzały walki pod Głogoczowem (w rejon Głogoczowa i Mogilan wycofała się poprzedniego dnia spod Bielska 21. Dywizja Piechoty Górskiej gen. bryg. Józefa Kustrona). Oto od strony Izdebnika zaczął zbliżać się do zakopianki oddział pościgowy „Zahn” 45. Dywizji Piechoty. Pierwsze jego elementy (kawaleria) dotarły już w nocy do Rudnika, gdzie Niemcy wpadli w zasadzkę kompanii kolarzy 4. pułku strzelców podhalańskich. Pozostawione na polu walki cztery niemieckie trupy stały się dla wkraczających kilka godzin później oddziałów 7. Dywizji Piechoty pretekstem do rozstrzelania w Rudniku 23 Polaków. Zasadnicza część forpoczty 45. Dywizji próbowała wedrzeć się do Głogoczowa od strony Krzywaczki. Rozbiła ją celnie strzelająca artyleria (dywizjon kpt. Władysława Krzyściaka) oraz strzelcy podhalańscy z I batalionu 4. pułku, którym dowodził mjr. Franciszek Perl. Niemcy ponieśli straty w ludziach i pojazdach. Przez kilka godzin, mimo posiłków i kolejnych prób, nie zdołali sforsować naszej obrony. Po stronie polskiej zginęło pod Głogoczowem trzech żołnierzy.

Przed południem do Myślenic zaczęły podchodzić od zachodu już liczniejsze siły wroga: od strony Jasienicy oddział pościgowy „Körner” 7. Dywizji Piechoty, od Rudnika – kolejno kompania kolarzy oddziału „Zahn”, a za nią elementy oddziału „Kitschmann” i kolumna 19. pułku piechoty. W Jaworniku wywiązała się walka, w której Niemcy stracili dwóch, a Polacy jednego poległego. Broniła się tu kompania zwiadowców 12. pułku piechoty por. Jerzego Kleczkowskiego oraz elementy batalionu KOP mjr. Sokołowskiego. Około południa, pod rosnącym naporem wroga, oddziały te zaczęły odchodzić na Polankę. Walki trwały już na ul. 3 Maja, gdzie działko ppanc. zniszczyło niemiecki samochód pancerny. Pośpiesznie wycofywany spod Stróży batalion mjr. Sieńczaka rzucono na Tarnówkę, aby zabezpieczyć Myślenice z tego kierunku. Za plecami broniącego miasta wycofywali się przez Zarabie strzelcy konni, którzy z niedowierzaniem przyjęli rozkaz odwrotu spod Stróży. Niestety, zatrzymanie natarcia w dolinie Raby dostrzegli Niemcy i teraz sami kontratakowali przy wsparciu czołgów. Niektóre plutony 10. pułku strzelców konnych miały problem z oderwaniem się od nieprzyjaciela. Część z nich nie zdołała już dołączyć do pułku, który wycofał się pod Borzętę. W boju pod Stróżą 10. pułk strzelców konnych stracił 10 zabitych, wielu rannych i zaginionych. Straty przeciwnika były równie wysokie. Znaczna część miejscowości zamieniła się w pogorzelisko – spłonęło około 120 budynków.

Rozpoczął się dramatyczny bój o Myślenice, bronione przez żołnierzy ppłk. Strażyca. Przy pomocy samotnej haubicy z baterii kpt. Jana Kurzei udało się odeprzeć pierwsze czołgi, które wdzierały się do miasta. Na Dolnym Przedmieściu postrzelały się ze sobą oddziały niemieckie, atakujące miasto od południa i zachodu... Z każdym kwadransem przewaga niemiecka stawała się coraz większa i około 14.00 oddziały polskie zaczęły ustępować z Myślenic, wycofując się pod Borzętę.

Tego samego dnia walczono również na wschodnim skrzydle 10. Brygady Kawalerii – pod Wierzbanową (II batalion 1. pułku piechoty KOP mjr. Czesława Jamki) oraz Wiśniową, gdzie walczyli ułani płk. Dworaka. Na tym odcinku powstrzymywano batalion 4. Dywizji Lekkiej, której główne siły zdążały już na Limanową, a także batalion strzelców górskich. Inny oddział 3. Dywizji Górskiej zdobył Skrzydlną, ale został zatrzymany pod Szczyrzycem przez świeżo przybyły 156. rezerwowy pułk piechoty ppłk. Waleriana Młyńca. Niemcy szukali obejścia tego odcinka; wieczorem szwadron kawalerii dywizji górskiej wpadł na dwa szwadrony zmotoryzowanych ułanów, rozlokowane w Zegartowicach i poniósł spore straty. W tym czasie oddziały polskie rozpoczęły już odwrót w kierunku Bochni. Niektóre z nich zostały jednak wyprzedzone przez wrogie zagony pancerne, kierujące się szosą bocheńską na wschód; do rana Niemcy gładko zajęli Dobczyce i Gdów. Tutaj właśnie, 6 września pod Gdowem stoczono ostatnie walki obronne na ziemi myślenickiej – była to niefortunna szarża kawalerii dywizyjnej 21. Dywizji Piechoty pod Bilczycami oraz bój batalionu mjr. Kuferskiego z piechotą i czołgami pod Wólką Zręczycką. Poległo w nim pięciu polskich żołnierzy, którzy spoczywają dziś na cmentarzu pod Górą Jałowcową w Dobczycach.

Rozkaz odwrotu w kierunku Bochni nie dotarł do żołnierzy 156. rezerwowego pułku piechoty, który został odcięty w rejonie Grodziska. Co gorsza, nocą z 5 na 6 września utracono łączność z dowództwem pułku. W następnych dniach poszczególne bataliony próbowały samodzielnie wyjść z okrążenia. Ich dramatyczne losy to jednak już zupełnie inna, wrześniowa historia.

Piotr Sadowski