Z polskiego domu nikt nie wyjdzie głodny

Z polskiego domu nikt nie wyjdzie głodny
Z polskiego domu nikt nie wyjdzie głodny Fot. Michał Zięba

Podczas pracy zaznaliśmy smaku polskiej gościnności. Wchodząc do domów, odnoszono się do nas przyjaźnie, częstując wszystkim, co najlepsze. Z polskiego domu ciężko wyjść, a już na pewno nikt nie wyjdzie z niego głodny

Odwiedzili prawie setkę miejsc. Swoje wrażenia zamieścili w unikatowej i ponadczasowej publikacji „Smaki Ziemi Myślenickiej”. W magiczną wycieczkę po regionie i charakterystycznych dla niego smakach, zabierają nas Kazimierz Dąbrowski, Paweł Lemaniak i Michał Zięba

 

Kredowy papier, doskonałe fotografie, magiczny realizm narracji oraz zapach albumu sprawiają… że stajemy się głodni, nie tylko z powodu przedstawionych potraw, ale i historii oraz postaci ukazanych na ponad 250 stronach tego albumu.

Wydawnictwo jest efektem trwających pięć miesięcy wyjazdów śladami smaków ziemi myślenickiej. Praca odbywała się w zespole liczącym trzy osoby. Tworzyli go Kazimierz Dąbrowski, który koordynował działania i odpowiadał za opracowanie przepisów kulinarnych, fotografie wykonywał Michał Zięba, natomiast opisy są autorstwa Pawła Lemaniaka. Połączenie umiejętności tych trzech osobowości sprawiło, że oglądając album możemy poczuć magię… światów do których zabierają nas twórcy publikacji, ale przede wszystkim światów, których jak podkreślają - nie byłoby bez bohaterów książki i ich historii.

Wydawnictwo cieszy się niesamowitym powodzeniem. - Codziennie odbieram telefony i pytania o kolejne egzemplarze, ale nakład został wyczerpany - mówi Kazimierz Dąbrowski.

Jedne z ostatnich sztuk trafią do Czytelników Gazety Myślenickiej. Aby mieć szansę otrzymania albumu „Smaki Ziemi Myślenickiej” należy uzupełnić i dostarczyć do naszej redakcji kupon konkursowy.

 

 

 Trudno, żebym na początku nie zadał tego pytania, ale album na tyle różni się od dotychczasowych, lokalnych wydawnictw, że ono musi się pojawić. Jak doszło do jego powstania, skąd pomysł na taką formę?

Paweł Lemaniak: Moim zamiarem nie było napisanie książki kucharskiej, ani stworzenie katalogu Kół Gospodyń Wiejskich. W zespole, w którym miałem przyjemność pracować, doszliśmy do wniosku, że zdecydowanie ciekawszą ofertą dla czytelnika będzie uchwycenie ducha, jaki towarzyszy ludziom podczas realizowania ich pasji, niż jedynie katalogowanie produktów regionalnych. Jest to o tyle istotne, że większość osób, z którymi rozmawiałem, deklarowała, że tworzenie i praca są dla nich formą odpoczynku, pasja to inny, równoległy świat, w który można uciec od codziennych kłopotów i zmartwień.

Nie chcieliśmy przytłoczyć czytelnika samymi kulinariami. Staraliśmy się za pomocą smaków zilustrować unikatowy charakter ziemi myślenickiej. Efekt końcowy to praca zespołu. Podczas niej nie byliśmy rzemieślnikami wykonującymi zlecone zadanie, lecz mogliśmy wykazać się własną inwencją i tym, co potrafimy robić najlepiej - zawdzięczamy to postawie koordynatora. Dzięki temu album jest inny niż wszystkie książki o kulinariach jakie znam, ma swój własny smak. Nie wszyscy to rozumieli, czasami bywało nerwowo. Ale to już historia, być może bez tej szczypty soli nasza potrawa nie smakowałaby tak dobrze.

Kazimierz Dąbrowski: Początkowy pomysł mówił o książce kulinarnej, jednak w trakcie przygotowań przeobraził się w album o nazwie „Smaki Ziemi Myślenickiej”, ale smaki szeroko rozumiane. To smak piękna, dobroci, wiary, świętości. Miał to być szeroki smak regionu, tak charakterystyczny dla poszczególnych miejscowości.

Album zyskuje dodatkową wartość dzięki opisom i zdjęciom. Paweł zabierasz czytelnika w najdalsze zakątki powiatu myślenickiego, a narracja sprawia, że niemal możemy usłyszeć pszczoły, czy poczuć zapach, a czasem nawet smak potraw…

Paweł Lemaniak: Mam nadzieję, że tak właśnie jest. Stworzony przeze mnie zbiór tekstów powstał na bazie subiektywnego odbioru ludzi i wrażeń, nie jest przy tym „skażony” profesjonalnym podejściem do tematu, w rozumieniu braku wykształcenia kierunkowego. Nie jestem ani kucharzem, ani koneserem sztuki, nie znam się też na muzyce. To spojrzenie zwykłego człowieka degustującego, doznającego i obserwującego otaczający go świat. Zdaję sobie sprawę z tego, że opisując kolejne miejsca i produkty, nie daję wyczerpującego obrazu, a jedynie sygnalizuję pierwsze, najmocniejsze doznania.

Pisząc miałem nadzieję, że zdołam czytelników zaciekawić, rozśmieszyć, może czasem wzruszyć lub nawet zdenerwować. Najważniejsze jest jednak to, aby po przejrzeniu albumu, odbiorcy nie pozostali obojętni. Chciałbym, aby czytając ożywili obrazy z fotografii, przypomnieli sobie czas dzieciństwa i poczuli polskie smaki i zapachy. Ja pisałem, natomiast Michał zamiast słów użył aparatu.

Fotografowanie jedzenia wydaje się wyzwaniem. Można opisać smak, odnieść się do porównań czy barwnych opisów, ale jak go sfotografować?

Michał Zięba: Fotografowanie jedzenia to takie samo wyzwanie jak każdy inny rodzaj fotografii. Efekt efektem, ale ciągle trzeba się szczerze samego siebie pytać, czy to co się w danej chwili robi ma sens. Czy da się sfotografować sam smak? Nie wiem. Da się na pewno w odbiorcy obudzić jakiś smak… fotografią można go przypomnieć.

Kazimierz Dąbrowski: Mieliśmy pokazać smak, który jest odbierany oczami, sercem, doznaniem człowieka. Podczas przygotowań, pomysł ewoluował w kierunku albumu, który miał pokazać krasę i piękno. Zarówno Paweł jak i Michał wykonali świetną robotę. W równie ciekawy sposób przedstawiają bohaterów, jak miejsca oraz sposoby przyrządzania potraw. Poczytność tej książki, to nie tylko zasługa kulinariów, one stanowią wypełnienie - to strona kucharska każdej miejscowości, coś co wynika z charakteru miejsca, które odwiedziliśmy. Dążyliśmy do tego, aby przedstawić jedną potrawę, jeden produkt związany z osobą i jej twórczością i jeden związany z przyrodą lub kultywowaniem tradycji.

Jak przebiegał sam dobór bohaterów?

Kazimierz Dąbrowski: Najpierw zarządy poszczególnych Lokalnych Grup Działania wskazywały tzw. „produkty”, a następnie odbywała się nasza praca w terenie, dyskusja i analizy. W ramach realizacji projektu niektóre pomysły odpadały, a w ich miejsce pojawiały się nowe. Tak było na przykład z końmi z Nowej Wsi, które zauważyliśmy przypadkowo podczas jednej z wizyt w tym miejscu. To był moment, spontaniczna decyzja i finalnie świetny obrazek. Zatrzymaliśmy się i wyszedł kolejny wywiad z ciekawą postacią.

Do każdego bohatera i miejsca docieraliście osobiście?

Kazimierz Dąbrowski: Często nawet po kilka razy. Najpierw były to telefony i bezpośrednie rozmowy, następnie zdjęcia, które czasem nie wyszły i musieliśmy je poprawiać. Tak samo wyglądała praca z opisami potraw. Muszę przyznać, że trafił mi się fachowy zespół - ludzie z pasją. Współpraca z Pawłem i Michałem była niesamowita. Każdy z nas włożył do tego projektu coś od siebie. Na przykład Michał, który patrzył na rzeczywistość okiem fotografa, potrafił wyczarować fenomenalny obraz ze sceny i oświetlenia, której my nie dostrzegaliśmy.

Z którego zdjęcia opublikowanego w albumie jesteś najbardziej zadowolony?

Michał Zięba: Wszystkie lubię, bo przypominają mi sytuacje i napotkanych ludzi. A tak patrząc bardziej krytycznie to np. „smaki gór”, „niedziela palmowa”, „smak nadziei”, „dzieciństwa”, „drogińskie kolędowanie”, zespół Ziemia Myślenicka, rzeźbiarze. Ha! Sporo tego. Z każdego wydarzenia mam w archiwum taki mały esej fotograficzny, ale na potrzeby albumu dokonywaliśmy wyboru.

Czy pozostałe zdjęcia ujrzą światło dzienne?

Michał Zięba: Kiedyś na pewno, ale teraz jest czas albumu „Smaki Ziemi Myślenickiej”.

Dzisiaj modne jest robienie zdjęć potraw, które spożywamy, a następnie zamieszczanie ich w internecie. Takie zdjęcia zazwyczaj pozbawione są historii, tej otoczki widocznej w Twoich pracach. Na czym polega sekret, jak wydobyć wspomnianą historię fotografując jedzenie, tak aby współgrała z treścią?

Michał Zięba: Nie do końca tak jest - niekiedy w tym internecie można znaleźć świetne zdjęcia potraw, które nie mają pokazanych didaskaliów, ale swoją sugestywnością coś mówią. Czyli opowiadają jakąś historię. W albumie zdjęcia gotowych potraw same w sobie nie są szczególnie sugestywne, ale właśnie kontekst odgrywa tutaj sporą rolę. Czasem są to uchwycone działania wokół potrawy, a czasem po prostu rytm całego albumu i współgranie z tekstami Pawła. Odwracając strony i czytając o rzeźbiarzach i ich pracach, oglądając pejzaże, zespoły, kiedy na kolejnym zdjęciu pojawi się potrawa, można odnieść wrażenie, że to wszystko jest powiązane ze smakiem ziemi, ale smakiem rozumianym niekoniecznie kulinarnie.

Kuchnia Ziemi Myślenickiej jest tematem inspirującym fotografa?

Michał Zięba: Kuchnia mnie ciekawi, ale zdecydowanie bardziej ciekawią mnie ludzie. Ruch, ekspresja, życie na fotografii. Zdjęcia samych potraw w albumie są w większości wypadków statyczne. Fotografowałem sytuacje zastane, trochę tylko komponując, albo dekomponując potrawę i otoczenie. Ludzie są sfotografowani ekspresyjnie.

Którą wizytę i dlaczego wspominacie najmilej?

Kazimierz Dąbrowski: Najbardziej w pamięci utkwił mi chyba Krzeczów i prezentacja zespołu „Cyrniawa”. Było po godzinie 22, ciemno i zimno - jednym słowem nieciekawie. Byliśmy spóźnieni… z tego co pamiętam nawet sporo. Okazało się, że członkowie zespołu to esencja góralszczyzny, ludzie pełni pasji. Ich występ ścisnął nas za gardła, wzruszenia nie dało się ukryć. To przeżycia, które czasem ciężko wyrazić słowami.

Paweł Lemaniak: Podczas pracy zaznaliśmy smaku polskiej gościnności. Wchodząc do domów, odnoszono się do nas przyjaźnie, częstując wszystkim, co najlepsze. Z polskiego domu ciężko wyjść, a już na pewno nikt nie wyjdzie z niego głodny. W tym miejscu pragniemy podziękować wszystkim, którzy nam pomogli, prezentując wykreowany przez siebie smak. Jeśli chodzi o fotografie, uważam, że zdjęcia i tekst są jak dobrze dobrana para koni ciągnąca jeden wóz poczynionych przez nas założeń.

Który ze smaków zapadł wam w pamięci najbardziej?

Kazimierz Dąbrowski: Przyjąłem  zasadę, że każdą potrawę jaka zostanie zaprezentowana skosztuję i zjem w całości. Paweł i Michał śmiali się ze mnie. Było i tak, że cztery kwaśnice musiałem pochłonąć w ciągu czterech godzin. Jeśli chodzi o kwaśnice to najlepiej wspominam tą z Zasani. Miała niesamowitą historię oraz smak. Jak się okazało wiele smaków dawnych potraw nie zawsze wynikało z tego, że ktoś miał na nie ochotę, lecz z tego, co do zjedzenia było możliwe. Jedząc ją chciałoby się więcej i więcej.

Do dzisiaj nie mogę też zapomnieć „smaku lasu” - czyli gulaszu z dzika z prawdziwkami, którym poczęstował nas Pan Piotr ze Stróży. To człowiek mieszkający blisko lasu i bardzo dobrze go rozumiejący. Jak pisał o tym daniu Paweł… „wyjątkowy, zdrowy, lekko cierpkawy smak dziczyzny harmonizuje z grzybami, warzywami, ale i z kwaskowym aromatem grubych pajd chleba”. Poezja smaku.

Zostaliście poczęstowani czymś, co było nie do zjedzenia?

Kazimierz Dąbrowski: Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Za najbardziej kontrowersyjne danie jakim nas poczęstowano można uznać świński ryj z Drogini. Były duże dyskusje, czy umieszczać go w albumie, ale jednak mieszkańcy Drogini jasno się określili, że to potrawa z którą chcą się utożsamiać. Jak się okazało, od lat jest przygotowywana jako lokalny specjał. Podawany na gorąco ze swojskim chlebem, musztardą i szklanką gorącej herbaty. Smak rekompensuje wszelkie uprzedzenia, czy wcześniejsze doznania.

Jak ważna jest sztuka kulinarna na terenie Ziemi Myślenickiej, jest częścią regionalnych tradycji?

Kazimierz Dąbrowski: Byłbym bliższy ku temu, aby rozpatrywać ją w kategorii zwyczajów charakterystycznych dla danej miejscowości. Na przykład wspomniana przeze mnie wcześniej kwaśnica, jej skład… no może za wyjątkiem wody i kapusty, jest różny w każdej miejscowości. Nawet kwestia dodatków jest inna.

Przed pierwszą wizytą panie z kół gospodyń często pytały mnie: „Ale co to znaczy jedzenie? Co mamy przygotować?”. Mówiłem im; „Zróbcie tak, że jeżeli za 5 lat ktoś stanie na Rynku w Myślenicach i krzyknie: «kwaśnica z żeberkiem!» to będzie wiadomo, że najlepsza jest w Zasani, natomiast jeśli krzyknie «krzonówka», to jasne będzie że to typowa potrawa z Sułkowic”. I na tym nam zależało, aby każda wieś była identyfikowana z jakąś potrawą.

Czym charakteryzuje się kuchnia naszego regionu?

Kazimierz Dąbrowski: Dzisiaj w dużym stopniu kuchnia Ziemi Myślenickiej i jej smak w znacznej mierze został wykreowany przez biedę. Wykorzystywano to, co było tanie, dostępne, a mogło być smaczne. Stąd kwaśnica, bo kapusta urosła wszędzie - była też zupa z korpieli, z dyni, czy pasztet z cukinii w Trzebuni.

Wiele produktów kulinarnych, które prezentujemy mają już swoją historię. Mam na myśli rogalik św. Marcina z Wiśniowej, krzonówkę z Sułkowic, czy porębski żur kamieniarza z historią o zamierzchłych czasach w tle, kiedy to chłop zabierał go idąc w las do kamieniołomu. Kiedy wracał zbierał grzyby, a kolejnego dnia z ich udziałem żona gotowała mu żur na kolejny dzień pracy.

Wszystkie mają swoją historię, za każdym produktem stoją osoby, które kultywują i przekazują wiedzę z poprzednich pokoleń, ci którzy tworzą kulturę, albo młode osoby jak w przypadku gospodyń z Buliny, które chcą zaprezentować tradycyjne przepisy, ale we współczesnym wydaniu.

W jaki sposób udało się zebrać pieniądze i znaleźć wydawcę albumu?

Kazimierz Dąbrowski: Album jest owocem współpracy trzech Lokalnych Grup Działania wpisujących się w obszar powiatu myślenickiego. W ramach założeń przyjętych w realizacji PROW podejście LEADER na lata 2007-2013, każda LGD realizująca ten program miała możliwość sfinansowania projektu współpracy z dowolnie wybraną lub wybranymi Lokalnymi Grupami Działania z całej Unii Europejskiej. Zarządy Grup „Klimas” z siedzibą w Lubniu, Stowarzyszenie „Turystyczna Podkowa” z siedzibą w Sieprawiu oraz Stowarzyszenie „Między Dalinem a Gościbią” z siedzibą w Sułkowicach podjęły decyzję o wspólnej realizacji projektów, których głównym celem będzie ukazanie piękna i walorów ziemi myślenickiej. Wspólnie promowaliśmy i promujemy nasz region poprzez internetowy „Portal Ziemi Myślenickiej”. „Targi Smaków Ziemi Myślenickiej”, jak również poprzez piękno, bogactwo kulturowe i przyrodnicze ukazane w tym albumie.

Praca nad publikacją zajęła nam przeszło dwa lata. Pierwszy etap to spotkania przedstawicieli Lokalnych Grup Działania, podczas których powstały założenia tego projektu, następnie opracowano i złożono stosowne wnioski do Urzędu Marszałkowskiego, wyłoniono wykonawców poszczególnych zadań. Tu chcę podkreślić dużą rolę osób, które tworzyły założenia projektu, a zwłaszcza Ewy Kawończyk wiceprezes z LGD Klimas, Marka Lenczowskiego prezesa LGD Turystyczna Podkowa oraz Elżbiety Skóry, Alicji Szczyrbuły, Zbigniewa Sanowskiego i Marka Kasprzyckiego.

Drugi etap to już twórcza praca i myślę tu o zbieraniu materiałów, ich przygotowaniu, opracowaniu, złożeniu do druku i oczywiście sam druk. Podkreślić należy również mocne zaangażowanie Piotra Hrehorowicza, który do treści odpowiednio dopasował grafikę.

Dlaczego książki nie można kupić w księgarniach?

Kazimierz Dąbrowski: Projekt zakładał, że każdy kto bierze udział w jego realizacji otrzyma jeden egzemplarz. Wydrukowaliśmy ich tyle, ilu było odbiorców w składanym wniosku. W ramach projektu książka nie może być wprowadzona do sprzedaży. Dziesięć egzemplarzy przekazujemy czytelnikom Gazety Myślenickiej, to prawdziwa perełka wydawnicza. Życzę miłej lektury.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Reporter, redaktor, fotograf. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)