Za okupacji rozgrywki były zabronione

Za okupacji rozgrywki były zabronione

O sporcie w czasie okupacji, Dalinie, najczęściej odwiedzanych miejscach, drodze na Zarabie, pierwszym transporcie publicznym, kinie, czasach wojny, wysiedleniu Żydów, rozwoju handlu i swoich wspomnieniach związanych z Myślenicami opowiada Czesław Ulman, mieszkający tu od urodzenia

Wiemy, że był Pan piłkarzem. Jak za czasów wojennych i tuż po nich wyglądało uprawianie sportu?

Za okupacji w mieście działał klub sportowy Dalin Myślenice, ale niestety rozgrywki były zakazane i sportowcy musieli wyjeżdżać do sąsiednich wiosek, ewentualnie piłkarze potajemnie jeździli na zawody do Krakowa. Klub powstał w 1921 roku z inicjatywy Gustawa Grochala, który następnie był jego zawodnikiem i reprezentował go w wielu dyscyplinach takich jak; pływanie, biegi, czy piłka nożna. To wieloletni działacz, który przeżył 98 lat, do samego końca poświęcając się na rzecz klubu.

Udzielali się w nim również dwaj bracia Stanisław i Eugeniusz Różankowscy, którzy przeszli do Cracovii i w 1946 roku jako pierwsi grali w reprezentacji Polski. Rozegrali tam dwa, albo trzy mecze, a do 1948 reprezentowali właśnie krakowski klub. Warto zaznaczyć, że w 1948 roku zdobyli Mistrzostwo Polski, a w kolejnym roku wicemistrzostwo. Pan Eugeniusz wyróżniał się później przez długie lata jako działacz społeczny Dalinu. Muszę jeszcze dodać bardzo ważną rzecz, w latach 1947-48 nie było boisk. Dużo graliśmy na Mikołaju, tam była polana na której z klasami rozgrywaliśmy mecze.

A kiedy Pan dołączył do Dalinu?

Wstąpiłem w szeregi juniorów w wieku 10 lat. Grałem w piłkę aż do 1957 roku, kiedy to otrzymałem wezwanie do wojska. Dwa lata później wróciłem do klubu. Była to tak zwana klasa okręgowa. Graliśmy z takimi drużynami jak Unia Tarnów, Chełmek, Sandecja Nowy Sącz, Unia Oświęcim i klubami z Krakowa. To były czołowe zespoły w Małopolsce. Udało mi się grać do 1962 roku, ale musiałem skończyć z piłką z uwagi na kontuzję. Obecnie działam w Myślenickim Podokręgu Piłki Nożnej.

Jakie było Pana ulubione miejsce w Myślenicach? Jak spędzaliście czas i gdzie chodziliście najczęściej?

Jednym z najbardziej popularnych miejsc w dodatku prowadzone zarówno przed jak i po wojnie, była restauracja pana Kazimierza Chudasiewicza, który był jednym z kibiców Cracovii i uczęszczał na zawody systematycznie, mimo że na co dzień doglądał interesu. Dzisiaj w miejscu tego lokalu mieści się bank PKO. Najczęściej jednak spędzaliśmy czas na Zarabiu. Głównie przyciągał nas tam Jaz, gdzie często występowały różne zespoły, a takie wydarzenia - których przecież nie było w mieście wiele, przyciągały tłumy. Dodatkowo PKS-y przywoziły wiele osób z Krakowa, szczególnie w weekendy.

To musiało być trudne, skoro most w tamtych czasach podobno często zabierała Raba.

To prawda, most na Rabie po okupacji był drewniany i często zabierała go rzeka. Ludzie tworzyli prowizoryczne kładki, aby mieszkańcy mogli się dostać na jej drugi brzeg. Dopiero w latach 70. wybudowano most z prawdziwego zdarzenia - nie drewniany, a o konstrukcji metalowej. Było to duże wydarzenie. Po betonowym moście mogły już bezpiecznie przejeżdżać ciężarówki i PKS-y.

Jednak wcześniej – tuż po okupacji nie było autobusów. Istniały prywatne ciężarówki państwa Wójcików, Różankowskich i Kasprzyckich. Oni wozili myśleniczan do Krakowa. Dopiero w latach 50. w Rynku mieściła się stacja benzynowa, później dworzec skąd odchodziły autobusy do Krakowa i Zakopanego.

Podobno kino w tamtych czasach było o wiele bardziej popularne niż dzisiaj.

Musicie pamiętać, że w tamtych czasach nie było telewizji. Pierwszy odbiornik znajdował się w Powiatowym Domu Kultury, natomiast kino mieściło się tu, gdzie jest dom księdza Józefa Bylicy. Jego właścicielem był Pan Monticolo z żoną, którzy prowadzili je przez dobrych kilkanaście lat. Seanse odbywały się we wtorki i w czwartki. Bilety nie były drogie i każdego było stać na to, aby dwa, albo i trzy razy w tygodniu pozwolić sobie na taką przyjemność. Frekwencja była niemalże stuprocentowa.

Jakie zawody były najczęściej wykonywane przez myśleniczan?

Po wojnie najwięcej było kuśnierzy, szewców, piekarzy i handlowców, bo zaczęły powstawać prywatne sklepy. Najczęściej w lokalach pozostawionych przez Żydów, których hitlerowcy wywieźli z Myślenic w 1942 roku.

Czy w tamtych czasach w Myślenicach mieszkało wielu Żydów?

Musiało ich być ponad tysiąc, bo wszystkich wywieźli stąd Niemcy. Najpierw zgromadzili ich na ul. Reja i płycie Rynku, skąd przetransportowali do obozów. Gro trafiło do Skawiny i tam zostało rozstrzelanych, a pozostałych przewieziono do obozów śmierci. Po wojnie w Myślenicach nie został ani jeden Żyd. Wcześniej w Rynku i okolicznych uliczkach, trudno było uświadczyć sklepów innych niż żydowskie, w tej części miasta to oni kontrolowali handel.

Co się stało z ich dobytkiem?

Sklepy były szabrowane przez Niemców, potem myśleniczan i napływającą ludność, która kradła co się dało. Później je przejmowano i otwierano w nich kolejne. Skoro już mówimy o wojnie, muszę wrócić do momentu, kiedy Niemcy wkroczyli do Polski w 1939. Zlikwidowana została wtedy szkoła, a jej dyrektor zdeponował całą dokumentację i pianino w piwnicy u nas w piekarni, aby ukryć je przed hitlerowcami. Przeleżały tam 6 lat i po wyzwoleniu w 1945 roku, wróciły na swoje miejsce.

Dlaczego akurat u was?

Mój ojciec w tym okresie prowadził piekarnię po żydowskim właścicielu. Znał dyrektora szkoły i kiedy w ostatniej chwili wynoszono dokumenty - aby nie spalili ich Niemcy - mój tata nie mógł odmówić pomocy. Tę piekarnię prowadził do 1947 roku, ale niestety musiał przekazać ją do PZS-u, bo takie były rozkazy. W Myślenicach funkcjonowało wtedy osiem piekarni i wszyscy właściciele musieli przekazać je państwu.

Czy ma Pan jeszcze jakieś skojarzenia związane z miejscami ze zdjęć?

Na jednym macie tu aptekę Pana Skowrońskiego, która przed wojną znajdowała się obok budynku obecnego Urzędu Miasta i Gminy Myślenice. Widzę tu też budynek bożnicy żydowskiej, która po wojnie w latach 1946-1947 służyła jako magazyn zboża, a później została rozebrana.

Na Rynku w czasach przedwojennych, podczas okupacji i po niej w poniedziałki i piątki każdego tygodnia odbywały się jarmarki. Macie tu zdjęcie jednego z nich. Przychodzili na nie mieszkańcy z całej gminy Myślenice i nie tylko, bo także z Krakowa, a nawet z Nowego Targu. Można było się zaopatrzyć w artykuły spożywcze, ubrania, gołębie i króliki.

Czesław Ulman - Rodowity myśleniczanin, który przyszedł na świat w 1937 roku. Do szkoły poszedł w wieku 6 lat podczas okupacji. W 1953 roku skończył Technikum Ekonomiczne, w latach 1947-1962 był piłkarzem Dalinu Myślenice. Po ukończeniu służby wojskowej rozpoczął pracę w PZS-ie, następnie w Przedsiębiorstwie Budownictwa Terenowego i w Zakładzie Usług Budowlanych w Myślenicach. Przeszedł kolejno ścieżkę od referenta, przez kierownika działu do zastępcy dyrektora ds. ekonomicznych. Obecnie przebywa na emeryturze, ale w dalszym ciągu działa społecznie w Myślenickim Podokręgu Piłki Nożnej.

Rozmawiali: Katarzyna Jasek, Wiktoria Braś

Redakcja: Piotr Jagniewski