Zamiast kajaków - materace. Wraca moda na Zarabie

Zamiast kajaków - materace. Wraca moda na Zarabie
Fot. Piotr Jagniewski

Podczas ostatniego weekendu wieńczącego falę upałów jaka przeszła nad Polską i naszym regionem - nad Rabą można było spotkać tłumy mieszkańców. W ostatnim czasie wybierają się tam całe rodziny. W sobotę i niedzielę Zarabie przypominało to sprzed lat, mimo że legendarne kajaki zastąpiły... dmuchane materace. Sprawdziliśmy jak myśleniczanie spędzają czas w tym miejscu

Jak co roku Zarabie tętni życiem. Dawna wizytówka i duma miasta w ostatnim czasie ponownie przeżywa oblężenie. To tutaj mieszkańcy Myślenic i okolic szukają ochłody w trakcie upałów i podobnie jak przed laty coraz popularniejsze staje się spędzanie czasu nad Rabą. - Tylko miejsce kajaków zajęły dmuchane materace - z rozrzewnieniem wspominają starsi mieszkańcy.

Zarabie jako rekreacyjna część Myślenic cieszy się dużym zainteresowaniem nie tylko mieszkańców miasta. W słoneczne dni wybierają się tam całe rodziny. Podczas ostatniego weekendu wieńczącego falę upałów jaka przeszła nad Polską i naszym regionem – sprawdziliśmy jak myśleniczanie spędzają tam czas.

Na przestrzeni lat Zarabie zmieniało się. Jak odpoczywano tam dawniej? - Raba była oblężona, jak to się mówi „ludź na ludziu” siedział. Woda była czysta jak nigdy potem, a moda na takie spędzanie czasu była ogromna – w ramach naszego cyklu „Myślenice we wspomnieniach mieszkańców” wspomina Andrzej Liszkiewicz i dodaje, że o Zarabie bardzo dbano. - Regularnie je sprzątano, było wizytówką Myślenic - mówi.

Dawne Zarabie chwaliła też Krystyna Bogdanowicz-Wygona, która wychowała się w Myślenicach. - Ta część miasta w sezonie była prawdziwym centrum rekreacji. Wszyscy udawali się tam na spacery, pikniki, mecze piłki nożnej, nad Rabę. W weekendy ludzie nieśli ze sobą koszyki pełne jedzenia, a nad wodą spędzało się całe dnie. Znalezienie wolnego miejsca graniczyło z cudem. Jak byliśmy w liceum to bardzo chcieliśmy znaleźć się na Jazie, bo tam wszyscy się spotykali - wspomina i podkreśla, że Zarabie przyciągało wówczas głównie mieszkańców Myślenic. - Wtedy w mieście nie było tylu przyjezdnych co dzisiaj - mówi.

„Pod Blachę” na tańce

Ludzie w tamtym czasie lubili się bawić. - Chodziło się „Pod Blachę”, gdzie co drugi dzień organizowano zabawy. W miejscu dzisiejszego parkingu przy boisku piłkarskim stała scena, na której co tydzień odbywały się koncerty i różne występy. Ludzie siedzieli, oglądali, tańcowali - wspomina mieszkanka Myślenic Maria Jasek. Dużą atrakcją dawnego Zarabia były też kajaki. - Pływaliśmy w nich jako dzieci, zwłaszcza w okresie wakacyjnym - wspomina urodzona w Myślenicach Krystyna Pędzisz.

Dziś na Zarabiu nie ma już kajaków. Ich miejsce zajęły dmuchane materace, które są w stanie zapewnić taką samą o ile nie większą frajdę – zwłaszcza dzieciom. Przykładem może być Tomasz Kubik, który zabrał swoje dzieci na spływ takim materacem ze Stróży do mostu na Zarabiu. – Dzieciaki to uwielbiają. Dla nich to prawdziwa przygoda – przekonuje.

Legendarne kajaki i wspominane z nostalgią przez starszych mieszkańców rozrywki zastąpiły nowe formy spędzania czasu. Jedną z nich jest park linowy w tzw. „Małpim gaju”. Spotkaliśmy tam Annę Rokosz z Łęk wraz z dziećmi. - Park linowy to świetny pomysł. Powinno być więcej takich miejsc. Byliśmy tu już kilka razy i z pewnością jeszcze nie raz się wybierzemy – mówi. W parku linowym świetnie bawił się też 11-letni Oliwier, siostrzeniec pani Elżbiety z okolic Łapanowa. - Słyszeliśmy o tym miejscu i postanowiliśmy je zobaczyć. Oliwier bardzo lubi się wspinać. Jest odważny, wszedł na najtrudniejszy poziom - cieszyła się pani Anna.

Park linowy powstał dwa lata temu. - W Myślenicach brakowało takiego miejsca stąd pomysł na jego budowę - mówi jego prowadzący Maciej Opiela z Sport Arena Myślenice. Tory przeszkód mają różne stopnie trudności dostosowane do wieku korzystających z nich dzieci. Najtrudniejsza jest trasa czerwona. - Zlokalizowana jest na dziewięciu metrach. Składa się z piętnastu przeszkód i trzech przejazdów.

To długa trasa - ma ponad 216 metrów. Jej przejście zajmuje około 40 minut - mówi Maciej Opiela. Warto wspomnieć o tym, że każda osoba przed wejściem na tor jest szkolona przez kadrę instruktorską. - Tłumaczymy w jaki sposób pokonuje się kolejne przeszkody - podkreśla prowadzący.

Leżaki i lemoniada

Co jeszcze oprócz parku linowego przyciąga na Zarabie? Leżaki! To najnowszy pomysł 26-letniej Pauliny Latoń, właścicielki działającego od ponad roku lokalu gastronomicznego „Lato na Zarabiu”, które powstało w miejscu dawnego „Zielonego Słonia”.

Paulina pochodzi z Sułkowic, a do Myślenic przeprowadziła się po skończeniu studiów w Krakowie.

- Często z moim narzeczonym Konradem chodziliśmy na spacery na Górny Jaz, brakowało miejsca, w którym moglibyśmy usiąść, napić się czegoś, zjeść i odpocząć. Pomyśleliśmy, że takie miejsce jest potrzebne i postanowiliśmy założyć nasz lokal - wspomina i dodaje, że nie było to proste. - Nasz biznes miał mieścić się w budynku działającego tu dawnego lokalu, a w dodatku to teren zalewowy - mówi.

O tym ekipa związana z „Latem na Zarabiu” przekonała się w ostatnim czasie, kiedy podczas ulewy Raba wystąpiła z koryta, a woda zalała betonowe boiska i część Górnego Jazu. Młodzi ludzie chwycili za dmuchany materac, piłki a nawet maskę do nurkowania i stojąc w kąpielówkach na tle rwącego nurtu Raby zrobili zdjęcie, które następnie opublikowali na facebooku. „Strażnicy lata” fotografią zdobyli serca prawie tysiąca mieszkańców.

Mimo problemów udało się. Powstał lokal „Lato na Zarabiu”, gdzie goście mogą spróbować kawy, deserów czy przekąsek relaksując się na kolorowych leżakach rozstawionych przy brzegu. - Idealnie wpisały się w wakacyjny krajobraz. Chcieliśmy, żeby było to radosne miejsce, dlatego leżaki mają różne kolory - podkreśla Paulina.

To nie to, co było?

Tadeusz Włudyka do Myślenic przeniósł się z Krakowa. Nad Rabę jeździ od kilkudziesięciu lat. Na Zarabiu spotkaliśmy go z wnukami: 13-letnim Szymonem i 10-letnim Mateuszem. Opalali się i pływali. Jak pan Tadeusz ocenia stan dzisiejszego Zarabia? - Myślę, że jest gorzej niż dawniej. Dolny Jaz jest zadbany, ale ten Górny mniej. Po ostatniej większej wodzie są widoczne śmieci - ocenia. Żałuje też, że nie ma już kajaków. - Pamiętam jak na nich pływałem. Wydaje mi się, że niecka jest już za płytka, by wznowić ten pomysł.

Jak porównuje wcześniejsze lata do tego co dzisiaj dzieje się w tym miejscu? - Dzisiaj ludzie wolą wyjechać na wakacje za granicę. Są większe możliwości niż kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat temu. Zarabie już nie jest tak dużą atrakcją jak dawniej - mówi pan Tadeusz. Nie można jednak – jak podkreśla pomijać tego, że szczególnie w gorące dni i w weekendy wypoczywa tu sporo ludzi. – Mniej jest ich w środku tygodnia, ale nie można powiedzieć, że jest tu pusto – dodaje.

Anna Ostafin Anna Ostafin Autor artykułu

dziennikarka z pasją, ciekawa świata i ludzi, doświadczenie zdobywała w rozgłośni radiowej, portalach internetowych i wydawnictwach prasowych, absolwentka filologii polskiej (specjalność medialna).