Zatrzymaj się chrześcijaninie, na małą chwilkę…

Zatrzymaj się chrześcijaninie, na małą chwilkę…

Drewniany kościół w Łętowni, to istna perła architektury sakralnej. Lękam się, by nie stała się łupem pożaru. Kiedyś bywałem w tej świątyni bardzo często. Dobrze było usiąść w starej kolatorskiej ławce stojącej tuż pod amboną i słuchać przy pomocy walkmana mszy h-moll Johanna Sebastiana Bacha. Jak cudownie czuje się mizerny człowiek, słuchający przepotężnego Gloria… Credo… Sanctus… Agnus Dei… I drży jak mrówka na zakończenie mszy, kiedy chór śpiewa „Dona nobis pacem!”

W ostatnie lata coraz rzadziej przyjeżdżam do Łętowni. Właściwie, to tylko raz w roku, pierwszego listopada. Na rodzinnych, moich prywatnych wszystkich świętych zapalam światła modlitwy i wspomnień. Tego roku poszedłem przed tym na sumę o godzinie jedenastej.

Po mszy, kiedy wszyscy zaczęli wychodzić z kościoła, pod chórem ozwał się samotny głos męski:

- Zatrzymaj się, chrześcijaninie, na małą chwilkę!

Wołał mężczyzna w średnim wieku, idąc w stronę wielkiego ołtarza.

Stanąłem. Gdy mnie mijał, zaśpiewał trzeci raz:

- Zatrzymaj się, chrześcijaninie, na małą chwilkę!

W kościele zostało trochę ludzi. Zatrzymałem się i ja, zaciekawiony, co będzie dalej…

A mężczyzna, który tak przejmująco wołał, rozpoczął odprawiać Drogę Krzyżową. Stacja I, Pan Jezus skazany na śmierć.

Zostałem. Głośno powtarzałem ze wszystkimi: Któryś za nas… A teraz bez nas? Chwila trwa już prawie dwa tysiące lat, ta chłodna myśl była dla mnie bardzo krzepiąca. Czułem się nią wzmocniony, jakby we mnie była siła trzech ludzi.

Wolno szedłem między grobami stojącymi w różańcach świateł. Pomyślałem, że cmentarze, winny być zakładane wyłącznie na wzgórzach, aby oczy mogił patrzyły na żywych w dolinach i przypominały im to, co wołał mężczyzna w łętowskim kościele:

- Zatrzymaj się, chrześcijaninie, na małą chwilkę!

By nie było… aby nie było też zupełnie zapomnianych mogił jak na myślenickiej Bukówce…