Zemsta za pomoc Żołnierzom Wyklętym

Historia 28 lutego 2013 Wydanie 8/2013
Zemsta za pomoc Żołnierzom Wyklętym
Na obydwu fotografiach Józef Mika ps. „Leszek”. Z lewej rok 1948, z prawej z lata 1946 r

Podjęli oni straceńczą, beznadziejną, osamotnioną walkę z nową okupacją sowiecką i narzuconą, zainstalowaną przez nią władzą komunistyczną w Polsce. Po pięćdziesięciu latach totalitarnej propagandy niewielka cześć mieszkańców uwierzyła w bajki o „bandycie”

Gruszów: niewielka wioska na obrzeżach południowo-wschodnich powiatu myślenickiego, gmina Raciechowice. Tuż obok, już w granicach powiatu bocheńskiego: Lubomierz, Zbydnów i w pobliżu Łapanów. W okresie 1948-1951 wielu mieszkańców doświadczało częstych, bardzo brutalnych pacyfikacji przeprowadzanych przez myślenicki, bocheński, limanowski Urząd Bezpieczeństwa, czyli policję polityczną państwa komunistycznego. Nie było tu chyba domu, w którym ktoś nie był aresztowany, więziony albo pobity. W czasie kilku jednorazowych akcji aresztowano niejednokrotnie po 50 osób (część była nie rejestrowano z imienia i nazwiska). Za co? Za pomoc (w nowomowie - czyli języku propagandy komunistycznej) czterem / pięciu „bandytom”. Podjęli oni straceńczą, beznadziejną, osamotnioną walkę z nową okupacją sowiecką i narzuconą, zainstalowaną przez nią władzą komunistyczną w Polsce. Po pięćdziesięciu latach totalitarnej propagandy niewielka cześć mieszkańców uwierzyła w bajki o „bandycie”, „rabunkach”, czy wojnie domowej. Pamięć pozostałej większości została zagłuszona strachem(,bo trzeba było żyć, pracować, wychować dzieci, bo potrzebny był spokój), sterowaną plotką, zakrzyczana przez aktywistów i służalców systemu aktywnych jeszcze do dzisiaj. Udział w celowym i zorganizowanym rozsiewaniu plotek miały też osoby, złamane przez bezpieki w tym ponad 92 konfidentów, którzy podpisali zobowiązanie do tajnej współpracy z bezpieką, czasie rozpracowania oddziału „Leszka”. Przez cały okres PRL, każdy najmniejszy funkcjonariusz aparatu władzy, partii komunistycznej i jej przybudówek prowadził tu zorganizowaną, długotrwałą akcję oczerniania, opluwania Żołnierzy Wyklętych. Mieszkańców zmuszono, aby wyparli się swojej pamięci, o tym że mszczono się na ludziach, rodzinach, dzieciach, mieniu nie bacząc na to czy mieli jakikolwiek związek z osaczonymi ostatnimi partyzantami niepodległej Polski.

Parafia gruszowska z pięknym, zabytkowym, drewnianym kościołem pw. Rozesłania Świętych Apostołów z XVI wieku składa się z: liczącego 827- mieszkańców Gruszowa, 155 domów, Kawca (275 mieszkańców, 48 domów), Sawy (294 osoby, 53 domy), oraz z części Żerosławic (369 osoby, 65 domy). Do gminy Raciechowice należała w tym czasie też Skrzynka z 429 mieszkańcami i 78 domami oraz Mierzeń liczący 266 mieszkańców i 51 domy (dane z roku 1946).

Mieszkańcy Gruszowa są w historii znani ze swoich patriotycznych i społecznych postaw. Miejscowi chłopi w Wojnie Bolszewickiej 1920 roku licznie zgłaszali się na ochotnika do wojska. W okresie międzywojennym silne były tu tradycje ruchu ludowego. 5 czerwca 1932 r. w pobliskim Łapanowie, podczas obchodów po raz pierwszy święta ludowego doszło do strać z policją. Zginęli wówczas m.in. trzej mieszkańcy Gruszowa: Franciszek Przeciszewski, Stanisław Ziółkowski, Tomasz Smaga. W czasie II wojny światowej działała tu konspiracja niepodległościowa. Przez wieś biegła niepisana granica między partyzantką o orientacji narodowej dominującej w graniczącym powiecie bocheńskim a Armią Krajową i Batalionami Chłopskimi w powiecie Myślenickim. Tu w 1944 r. swoim zasięgiem obejmowała „Republika Raciechowicka” ze Zgrupowaniem Kamiennik – Łysina AK Obwodu Murawa pod dowództwem Wincentego Horodyńskiego ps. „Kościesza”.

Liczni mieszkańcy Gruszowa byli żołnierzami „lasowymi” lub z nimi współpracowali. Stąd wywodzili się dowódcy dużych oddziałów AK m.in. Zbigniew Buk ps. „Buk”. Rzeczą naturalną było dawanie im schronienia, pożywienia i udzielanie im pomocy. Tu miał swoją siedzibę partyzancki szpitalik Narodowej Organizacji Wojskowej(?). Tuż obok rodziny Szewczyków, Włosińskich, Miklasiów ukrywały, z narażeniem całej wsi swoich żydowskich sąsiadów: Golbergów, właścicieli dworu w Gruszowie, właścicieli rzeźni z Dobczyc i rodzinę Berek. Koniec niewoli niemieckiej został przyjęty z wielką ulgą, choć nie zakończyła się walka o niepodległą Ojczyznę. Nastała nowa, inna od niemieckiej, okupacja sowiecka. Przy pomocy terroru aparatu bezpieczeństwa, pod dyktando Moskwy, instalowano nowy, obcy ustrój komunistyczny. Komuniści nie przebierali w środkach. Przy wszechobecnej pseudopatriotycznej propagandzie zwalczali rzeczywistych i domniemanych wrogów swojej totalitarnej władzy.

Dawni żołnierze konspiracji niepodległościowej znowu musieli ukrywać się w „lesie”. Represje, jakich doświadczali, często uniemożliwiały im powrót do normalnego cywilnego życia. Jesienią 1945 r. (początki sięgają późnej wiosny 45) powstało na pograniczu powiatów: myślenickiego, bocheńskiego, limanowskiego Zgrupowanie Partyzanckie Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa”. Liczyło ono ok. 40 partyzantów i dzieliło się na dwie grupy. Grupą Południową dowodził Józef Truty, dowódca terenówki AK z Lubomierza, wsi graniczącej z Gruszowem, i komendant tam posterunku Milicji Obywatelskiej w 1945 r. Po jego śmierci w marcu 1946 r. dowództwo nad Grupą Południową przejął w kwietniu Józef Mika z Gruszowa, którego „Salwa” awansował do stopnia sierżanta i w sierpniu 1946 r. mianował swoim zastępcą. „Lasowi” powielali metody działalności i walki z okresu okupacji niemieckiej. Zwalczali służalczych i nadgorliwych funkcjonariuszy aparatu komunistycznego, komunistycznej partii - Polskiej Partii Robotniczej oraz podporządkowanego jej Stronnictwa Ludowego. Szczególnie zwalczano sterowanych przez sowieckich doradców funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa siejących strach i terror.

Zwalczali też dość powszechny i tolerowany przez władze komunistyczne bandytyzm, który był następstwem demoralizacji czasów wojny. Donosicieli starano się najpierw upominać, a gdy to nie dawało rezultatu, nakładano na nich kary finansowe. W przypadku, gdy i to nie skutkowało, eliminowano. Wyżywienie i zaopatrzenie oddziału czerpano z akcji rekwizycyjnych na uspołecznione placówki handlu, będące własnością komunistycznego państwa. Zgrupowanie Salwy łudziło się powszechną wiarą w mającą zaraz mającą wybuchnąć III wojnę. Jednak przede wszystkim widziało szanse w walce o niepodległość w wygranych przez naród, przyrzeczonych Polsce na konferencji w Jałcie „wolnych i nieskrępowanych” wyborach do parlamentu. Po sfałszowanym referendum w 1946 i wyborach, w styczniu 1947 roku Jan Dubaniowski rozwiązał oddział i ujawnił się wraz z żołnierzami w czasie ogłoszonej amnestii. Komuniści nie zamierzali respektować swoich przyrzeczeń. Ujawnionych wkrótce aresztowano, poddawano okrutnym torturom i skazywano na wieloletnie więzienia a nawet karę śmierci. Konspiratorzy, którzy chcieli tego uniknąć, podejmowali na nowo walkę. Tworzyli grupy przetrwania. Dla nich nie było szans przeżycia. Byli straceńcami, cieszącymi się każdym dniem wolności. Pierwszy oprzytomniał sam Salwa, wkrótce zginął w Rudzie Kameradzkiej we wrześniu 1947 r. Jesienią 1947 r. oddział przetrwania stworzył Józef Mika ps. „Leszek”.

Dołączyli do niego mieszkańcy wielkiego Gruszowa: Emil Przeciszewski z Gruszowa, Tadeusz Lenart z Kawca oraz sławny partyzant, cieszący się ogromnym autorytetem wśród miejscowej ludności Franciszek Mróz z pobliskiej Skrzynki. Jego matka Aniela Krzysztof, mieszkała w Mierzeniu, gdzie Franciszek do 1939 r. prowadził mały sklepik. Tym czterem ludziom (początkowo pięciu, do maja 1948 r. wraz z nimi był jeszcze Augustyn Kapera z Mstowa pow. limanowski, też mieszkający w Kawcu) pomagała rzesza mieszkańców okolicznych wsi. Za udzielenie najmniejszej pomocy, również za nie dość szybkie zawiadomienie organów bezpieczeństwa, spadały potworne represje. Aresztowano ludzi za: udzieleni noclegu, pożywienia, udzielenie informacji, podanie szklanki mleka a nawet przyprowadzenie księdza dla chcącego się wyspowiadać partyzanta. Dokonywano brutalnych rewizji w domach w czasie, których rozbijano piece, zrywano dachy domostw. Przy okazji niszczono zebrane plony. Funkcjonariusze UB wyżywali się nawet na małych dzieciach.

Jak wspomina Aleksander Przeciszewski, kuzyn Emila został on jako mały chłopiec wychłostany przez funkcjonariusza UB gdy wracał ze sklepu z zakupami tylko za to, że był krewnym poszukiwanego. Aresztowano znacznie ponad 300 osób udzielających kwatery i współpracowników, więcej niż 92 osoby skazano na kary więzienia. Wielu ludzi represjonowano kilkakrotnie na przestrzeni czasu. Szef PUBP w Myślenicach Józef Chłopicki w meldunku z 19.XII.1949 r. pisał: „ilość przechodzących w sprawie przez bandę Miki jest dotychczas ustalona na 450 osób”. Większość z nich to mieszkańcy trójkąta pogranicza trzech powiatów: myślenickiego, bocheńskiego i limanowskiego – okolic Gruszowa. Na aresztowanych wymuszano napisanie i podpisanie zobowiązania zachowania tajemnicy nawet przed bliskimi i rodziną o tym co się działo na UB. Mieli milczeć, że byli bici i torturowani. Wielu nie przyznawało się do niczego pomimo straszliwych kaźni, w tym brat Mroza, Wojciech, wraz z współaresztowanymi. Jednak wymiar sprawiedliwości ignorował ich relacje o torturach w śledztwie. Członkowie Oddziału „Leszka” ukrywali się do października 1950 r. Musieli zachować wyjątkową czujność. Wystrzegali się alkoholu. Na kwaterach przybywali na strychu, w zimie w oborze. Za swoje wyżywienie i utrzymanie płacili. Ukrywali się każdy z osobna. Schodzili się razem tylko na akcje. Największe represje spadły na mieszkańców Gruszowa. W kilku akcjach aresztowano jednorazowo po 50 osób. Np. Raport PUB w Myślenicach z dnia 18 września 1948 r. 16 osób ( przeważnie kobiet) jednorazowo aresztowanych Raport z 18 października 1950 r. mówi o aresztowaniu 48 osób w nocy 16/17 października 1950 r. w tym zawiera dodatkową listę aresztowanych „bogaczy wiejskich”, oraz dodatkowo listę z wyszczególnioną przynależnością partyjną (w tym PZPR). Najwięcej doświadczały rodziny „wyklętych”. Tak wspomina Zofia, siostra Józefa Miki:

Represje wobec mojej rodziny.

W czasie pobytu mojej Mamy w areszcie (I-III 1948 r.) zburzono nasz dom. Rodzice byli zmuszeni później zamieszkać oddzielnie, a my, dzieci zostaliśmy na zawsze pozbawieni domu rodzinnego, miejsce do którego zawsze można wrócić. Przez półtora roku (1948-49) mieszkaliśmy z Mamą w ocalałej naszej stodole, zimą (1949/50) w wynajętym domu jednak po rewizji (III 1950), kiedy zniszczono i ten dom, doszczętnie rozebrano „naszą stodołę”, zostaliśmy bezdomne i wykluczone. Z obawy przed represjami nikt nie odważył się udzielić nam schronienia. Zniszczono gospodarstwo rodzinne Rodziców, jedyne źródło utrzymania. Nikt nie mógł pomóc w pracy na roli, wynająć konie, zaorać, skosić, bo byłby ukarany. Pamiętam, jak bardzo pobito, UB czy MO, dwóch mężczyzn najętych do młócenia zboża. Czasami ktoś użyczył koni, wówczas 14 letni brat, Stanisław nocą orał pole lub wykonywał inne prace. Zostaliśmy pozbawieni jakichkolwiek środków do życia. Najtrudniejsze do zniesienia były represje psychiczne. W dzieciństwie, młodości, napiętnowani określeniem; rodzina bandyty dorastaliśmy w poczuciu krzywdy, poniżenia i niewyobrażalnego strachu, który paraliżował w kontaktach z ludźmi chociaż najbezpieczniej żyło się wśród obcych, jednak obawa, że ktoś odkryję naszą historię.

Najdotkliwiej znęcano się nad naszą Mamą! Stale, prawie przez 6 lat! Bezbronna i bezradną, zapracowaną, zmęczoną starą wiejską kobietą!

Od jesieni 1945 r. niemal co dwa tygodnie przychodzili do domu umundurowani, a także i cywile: UB, MO, KBW, kilku lub kilkunastu mężczyzn z bronią gotową do strzału, przeszukiwali gospodarstwo, grozili, nękali pytaniami, każdego z osobna, lżyli i poniżali, czasem bili. Pamiętam, kiedy Mama upadła uderzona w twarz, gdy grozili jej pistoletem, wykrzykiwali najohydniejsze przekleństwa. Opowiadali, co zrobią, gdy złapią syna. Pamiętam przerażenie, kiedy przychodzili nocą walili kolbami w drzwi, wpadali w jakimś obłędnym szale szukali…

Przeżyliśmy trzy całonocne rewizje, gdy niszczono dorobek życia naszych rodziców. Zmieniono w ruinę dom i gospodarstwo; mieszano zboże ze słomą, mąkę z paszą dla zwierząt. Rozwalano komin i piece. Mama była wielokrotnie aresztowana, zabierana do Myślenic na przesłuchania, i czasami po kilka godzinach zwalniana, zawsze nocą! Wracała pieszo do domu kilkadziesiąt kilometrów, bo przecież nie było komunikacji. W styczniu 1948 r. aresztowana na ponad dwa miesiące, bez wieści o ociemniałym, chorym mężu, nieletnich dzieciach, gospodarstwie. Na dodatek z sąsiedniej celi usłyszała głos syna, Jana, wówczas ucznia liceum w Bochni. Wtedy też podyktowano jej list do syna, Józefa, by obciążyć go winą za cierpienia. Od 1939 r. opłakiwała śmierć najstarszego syna, później od 1946 r., dwóch synów, a od 1951 r. – trzech dorosłych synów, którzy oddali życie za wolność Ojczyzny.

Nigdy nie skarżyła się na swój los…Zofia, siostra Józefa i Franciszka Miki”
Myślenice dnia 23.X.1950 r.

 

Notatka służbowa.

Dot. Miki Józefa zam. Gruszowie Gm. Raciechowice

Mika Józef zam w Gruszowie Gm. Raciechowice nie posiada żadnego majątku natomiast matka jego posiada 3 –ha i 63 ary, z tego wydzierżawiła 1 mórg ziemi a dom mieszkalny został zburzony.

Sporządził

Ref PUBP w Myślenicach

Gaspar Stanisław

/dane nie aktualne, gdyż matka z najmłodszą siostrą opuściły rodzinny miejscowość i osiedliły się w woj. wrocławskim

Po akcji na dom rodziny w styczniu 1948 r., w której to Józef Mika ranił samego szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Myślenicach Józefa Chłopickiego aresztowano matkę. Starszą, prostą kobietę zmuszono do napisania listu do syna, którego wszystkimi siłami chciała chronić:

„Kochany Synu,

Przez Ciebie nędza, w więzieniu się męczę, jest jedno wyjście jak się zgłosisz to mnie wyzwolisz.

Twoja matka Mika Anna

Daj odpowiedz jak najprędzej listownie*

*matka napisała: daj odpowiedź listownie!!! Nie zgłaszaj się!

Józef słusznie odpisał:

„Najdroższa Mamo

Ja się poddać nie pójdę. Gdy dzisiaj Rząd Polski ma takie prawo, że może aresztować ludzi bez winy, to Mama musi siedzieć, jak Rząd łaskawy Mamę wypuści*, to Mamy szczęście. Ja jestem na wolności, to ja siedzieć nie pójdę, bo mi Wolność jest miła chociażby nawet za parę za dni przyszło mi zginąć.

Parę słów do swojej Mamy wasz syn.

Mika Józef.”

*dobrowolne podanie nie dawało mu żadnej szansy. I tak czekała na niego kara śmierci z wcześniejszym śledztwem i towarzyszącymi mu torturami.

 

UB wraz z komunistami starało się kłamliwymi obietnicami bez pokrycia wywabić z ukrycia poszukiwanych:

Myślenice dnia 11.II.48

Do Miki Józefa w Gruszowie

Mika! List od Ciebie otrzymałem, szkoda żeś jest taki bardzo zatwardziałym człowiekiem. Szkoda Cię jest bo jesteś młody i ciąży nad Tobą kara dosyć duża, na amnestie drugą to niemasz co liczyć ponieważ już drugiej takiej nie będzie, ponieważ było już dosyć dużo okazji do zakończenia życia bandyckiego.

Jednakowoż nie jest jeszcze wszystko zgubione dla Ciebie, naprawdę chociaż chciałbym żeby Cię jakoś z tej sytuacji wyratować, jest prawdą że już dosyć dużo przestępstw masz na sobie, ale to nic Rząd nasz obecny chce być i dla bandyty czasami dobry i różne bierze względy na to*. Dla Cię również istnieje jedna sytuacja za pomocą której nie tylko że Ty możesz wyjść zupełnie bez winy- raciej wszystkie twoje dotychczasowe przestępstwa z rechabilitować i matkę Twoją uwolnić z więzienia i zejść na nowe tory życia i żyć szczęśliwie i swobodnie- bo przecież jesteś młody i przed Tobą droga do życia może być otwarta, a nie marnować Twoje młode lata i zdrowie którego Ci nikt nie wróci w lasach i na rabunkach. Pomyśl czy nie tak jest.??

Jaka droga wyjścia dla Ciebie istnienie jeszcze to pisać tego Ci niemogę na razie- najsam przed muszę się dowiedzieć czy żeczywiście chciałbyś zacząć nowe lepsze życie czy też nie, na amnestie niemasz co liczyć bo już jej nie będzie.

Niechcę byś siedział w więzieniu bo masz mi być bardzo potrzebny w terenie do rozpracowania pewnej rzeczy pisać tego Ci niemogę ponieważ list ten mógłby wpaść w niepowołane ręce i to by Ci mogło grozić śmiercią a mnie by plan mógł nie udać, więc z tego powodu chciałbym osobiście z Tobą pomówić, daje słowo oficerskie że nic absolutnie Ci się nie stanie a sprawa jest bardzo pilna i bardzo ważna i przez to mógł byś być ułaskawiony, tylko ten plan niemogę Ci podać pisemnie tylko ustnie i chciałbym się z Tobą spotkać. Więc jak uważasz ja jeszcze raz podkreślam że nic robił Ci niebędę, wyznacz spotkanie w którem miejscu i kiedy sprawa bardzo pilna.

 Co do tego Wilhelma Romana to żadnej osoby pod tym nazwiskiem nieznał i niebył w ogóle aresztowany przez nas.

Proszę o szybki odpis.

Szef Powiatowego Urz. Bezp. Publ. w Myślenicach

List po przeczytaniu

Zaraz spalić! *

*dopisek odręczny. Obietnice, zobowiązania UB miały być tajne.

Myślenice dnia 27.I.48 r.

Mika!!

Wiem dobrze ze nie jestes człowiek taki zatwardziały i ze zrozumiesz w jakiej znalazła się cała Twoja rodzina, matka staruszka która cie wychowała i przez ciebie teraz w wiezieniu się musi meczyc i ojciec stary slepy który został się bez opieki i młodzi twoi bracia i siostry.

 Powinienes to zrozumiec i nie pozwolic na to żeby twoja matka za ciebie cierpiała na stare lata w wiezieniu, wszystko to przez ciebie. Uratowac cała twoja rodzina możesz ty, przez to gdy zgłosisz się sam do Urzędu Bezpieczeństwa. Gdy się sam zgłosisz natychmiast wypuścimy matke twoja z wiezienia i reszte twojich braci i siostry. Jestes młody pod wzgląd możesz dostac jakich piec lat wiezienia i będziesz mogł pozniej chwycic się zycia porządnego, ba bandyta nie mozesz wciąż być prędzej czy pozniej wpadniesz w rece władzy i to będzie twoja śmierć i matka z wiezienia niewyjdzie umrze w wiezieniu i to z twojej winy, i będziesz znowu mordercą własnej matki.

Wiec rozmysl dobrze dopóki jest jeszcze czas”.

Starano się oczernić żołnierzy wyklętych przypisując im niepopełnione przez nich czyny kryminalne:

„L.dz.1130/48/S1

Meldunek.

Bochnia dnia 13.IV.1948

Do Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej

Wydział Kryminalnej Służby Śledczej

W Krakowie

 

Melduje że dnia 13.IV.1948 r. Szef PUBP w Bochni otrzymał list od Miki pseudo „Leszek” który był nadany w Gdowie dnia 12.IV.1948 r.

W liście tym Mika pisze ze Bezpieczeństwo w Bochni bardzo się interesuje postrzelonym Leśn…kiem, który jednak ma na sumieniu 12 – scie napadów rabunkowych w pow. Bochnia, Myślenice i Limanowa i ze Szef UB powinien Leśn…ka aresztować jeżeli nie współpracuje z nim. Dalej pisze Mika ze po dokonaniu jakiegoś napadu milicja przeprowadza kilkakrotnie dochodzenie i każe mówić poszkodowanym ze to zrobił Mika, Przeciszewski i Lenart co nie jest prawdą twierdzi Mika w tym liście a ci co rabują to milicja z nimi pije i nic im nie robi. Ale to się niedługo skończy, bo on będzie sam ich ścigał i wydawał wyroki. Nadmieniam, że Leśn…k Kazimierz został postrzelony przez Mikę dnia 5.IV.1948 r. o czem została powiadomiona W.K.M.O. Kraków meldunkiem. Z listu tego można wywnioskować, że Mika ma zamiar likwidować ludzi o zapatrywaniach demokratycznych.

p.o. Komendant Pow. MO

Lebiedzki Antoni chor.”

 

Mszczono się na krewnych uniemożliwiając im pomimo zdolności na zdobycie wykształcenia:

„Charakterystyki:

1) Lenart Franciszek s. Jana i Reginy ur. 1934 w Kawcu Gm. Raciechowice jest w szkole technicznej w Krakowie zam. u stryja Lenart Tadeusza w Rudawie pow. Chrzanów skąd dojeżdża do Krakowa w/w należy wydalić ze szkoły, ponieważ jego brat jest bandziorem i cała rodzina jest wrogami ustroju Demokracji Ludowej”.

Ps. Została zachowana oryginalna pisownia tekstów.

Sąd Wojewódzki w Krakowie w dniu 24 października 1996 r. wydał wyrok stwierdzający nieważność orzeczonej kary śmierci z 12 maja 1951 r. wobec ujętych przez organa bezpieczeństwa: Józefa Miki i Franciszka Mroza uznając ich działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Uzasadniając pisał: „ W szczególności, bowiem można było wysnuć wniosek, iż działalność J. Miki i F. Mroza to działalność pospolitych przestępców popełniających wielokrotnie zbrodnie zabójstwa, zaboru mienia. Zdaniem Sądu byłby to jednak wniosek błędny a jego wadliwość wynikałaby z oceniania wskazanych czynów w oderwaniu od zarzutów podstawowych – działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, do którego to celu dążyli przyjętymi przez siebie metodami- walcząc z ówczesnym ustrojem politycznym, którego nie akceptowali. Stosowane przez J. Mikę i F. Mroza środki i sposób działania- niewątpliwie i jednoznacznie – brutalne i trudne do zaakceptowania w czasie pokoju- należy jednak usprawiedliwić i uznać za możliwe do zaakceptowania w czasie, który nastąpił po nocy wojny światowej. W czasie tej wojny popełniono przecież w nieznanej dotychczasowej skali zbrodnie przeciw ludzkości a w szczególności narodowi Polskiemu, naruszono wszystkie systemy wartości a przede wszystkim wartość życia ludzkiego. Okaleczanie społeczeństwa polskiego było niewątpliwie ogromne, na co się nałożyły się – dzisiaj już powszechnie znane metody walki o utrwalenie na ziemiach polskich nowego ustroju politycznego/…/w latach powojennych trwała brutalna walka o utrzymanie władzy”.

Ziemowit Kalinowski