Znachorka poszła Boso przez Marchewkowe Pole

Znachorka poszła Boso przez Marchewkowe Pole
Na Myślenickim Festiwalu Lata 2019 muzyka połączyła wiele pokoleń Fot. B. Ziółkowski

Po ubiegłorocznym discopolowym akcencie, jakim był koncert Sławomira, tym razem nastąpił powrót do rockowych korzeni, bo największą gwiazdą Myślenickiego Festiwalu Lata 2019 był legendarny Lady Pank. A wszystko zaczęło się w piątkowy wieczór od występu Kapeli Hanki Wójciak w parku przy ulicy H. Jordana.

Biorąc pod uwagę całą ofertę festiwalową wraz z imprezami sportowymi i kulturalnymi, Festiwal Lata zaczął się już w poniedziałek 22 lipca od spotkania podróżniczego „Cuda kontynentów” Krystyny Łętochy oraz otwarcia wystawy ze zbiorów Bogdana Kowalcze „Święty Hubert – patron myśliwych”. Koncertowa część zainaugurowana została natomiast 26 lipca.

Kapela Hanki Wójciak jest myśleniczanom szczególnie bliska choćby z tego powodu, że występuje w niej Tomek Pawlak, ale powodów, dla których tego koncertu świetnie się słuchało, można znaleźć znacznie więcej. Te powody to: „Znachorka”, „Matulu”, „Do syta” albo „Zima”. Można spokojnie wymienić jeszcze kilka innych, w zależności od muzycznych upodobań i gustu słuchacza. Bo Kapela Hanki Wójciak nie zasklepia się w jakimś jednym muzycznym stylu, a premierowo wykonany „Błękit” pokazał, że to jeszcze nie koniec muzycznych wędrówek Hanki i jej kolegów, zaś o tym, że fani tej muzyki wywodzą się z najróżniejszych pokoleń, świadczył spontaniczny występ trzech dziewczynek, które wspólnie z wokalistką wykonały dwa utwory.

Po góralsku ale nowocześnie

Sobota upłynęła pod znakiem tańca, śpiewu i zabawy. Odpowiednią dawkę tańca zapewnili artyści ze studia Andrzeja Starowicza JDC Agency oraz cherleaderki z Akademii Tańca i Fitness – Lady Fitness. Kreatywni Animatorzy natomiast w tym samym czasie szukali igły w stogu siana razem ze wszystkimi, którzy chcieli im towarzyszyć w tej krotochwili. Muzyczną inauguracją soboty był występ Orkiestry Reprezentacyjnej Miasta i Gminy Myślenice. O 19 na festiwalową scenę wszedł Mateusz Mijal i razem z zespołem w ciągu godzinnego występu pokazał, jak w bezpretensjonalny sposób i bez zadęcia rozgrzać publiczność takimi przebojami jak „Winny”, „Niech się ludzie śmieją” czy pamiętną „Góraleczką” od której w zasadzie zaczęła się muzyczna kariera Mateusza. W tym stosunkowo krótkim występie poznaliśmy tylko część niezwykle chwytliwego repertuaru Mateusza, a warto podkreślić jeszcze, że artysta okazał się człowiekiem bardzo przystępnym, bo okolicznościową fotografię mógł sobie z nim wykonać każdy, kto podszedł pod scenę po koncercie.

Po nim scenę w swoje władanie wzięły niezwykle energiczne chłopaki z Zakopower. Zespół kojarzony z góralskim folkiem nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, bo ich utwory brzmią na wskroś nowocześnie. Mają na swoim koncie kilka hitów, które zna chyba każdy, ale o dziwo „Boso” zagrali w połowie koncertu, zaś z utworu na utwór „dokładali do pieca” coraz bardziej. Wystarczy powiedzieć, że na finał grali niezykle dynamiczny „Galop”, a potem już na dobicie rozentuzjazmowanej publiczności „Dziewczynę o perłowych włosach”. Do czego można się przyczepić? Zdecydowanie za bardzo wyeksponowano bas przez co chwilami ciężko było zrozumieć co śpiewa Sebastian Karpiel-Bułecka i docenić umiejętności trzech skrzypków, którzy występują w Zakopower, a nie grają wcale oczywistych melodyjek. Wieczór zakończył się podobnie zresztą jak ten niedzielny przy dźwiękach DJ’s Brothers i tanecznej zabawie trwającej do późnej nocy.

Rockowi czeladnicy i mistrzowie

O ile sobota przebiegła pod znakiem nieco lżejszej muzyki, o tyle niedziela to było coś, co rockowe tygrysy lubią najbardziej. Nim na scenie pojawili panowie z gitarami, młodszą częsć publiczności bawił Teatr Lalek Pinokio z „Przygodami wesołego Psiuńcia”. Rockowe granie zaczęło się od debiutantów z naszego regionu czyli Futurologii. Zespół nie ma jeszcze zbyt szerokiego repertuaru, bo musiał podeprzeć się kilkoma coverami, jak na przykład „Co mi Panie dasz” Bajmu. Ma natomiast bezsprzecznie talent do pisania chwytliwych utworów, bo mimo że Futurologia porusza się w kręgu rocka alternatywnego, to taki utwór jak „Klimat” publiczność nuciła już dosłownie minutę po usłyszeniu go po raz pierwszy, a potem zażądała go na bis. Ma również Futurologia wokalistę o bardzo ciekawej barwie głosu, któremu nie przeszkodziły nawet problemy z krwawiącym nosem, co tylko potwierdza, że ma podobnie jak jego koledzy rockowe zacięcie. Po młodziakach z Futurologii weszli nieco starsi koledzy z MyWay i przenieśli nas w klimat amerykańskiego bluesa i hardrocka spod znaku Sammy’ego Hagara albo Grand Funku. Pobrzmiewa w tej muzyce również echo Dżemu i miłość do motorów, jak choćby w utworze „Chopper”, bo to właśnie taka muzyka na długie podróże samochodem albo jednośladem. MyWay tworzą w dodatku bardzo sprawni instrumentaliści i nie przez przypadek to właśnie oni byli supportem przed główną gwiazdą wieczoru. W trakcie występu MyWay pod sceną gromadził się już coraz większy tłum, żeby usłyszeć zespół – legendę.

Poprzednio byli w Myślenicach 14 lat temu, również na Dniach Myślenic. Czy było widać ten upływ czasu? Jeśli tak, to Lady Pank jest jak wino. Wyszli na scenę grając „Kryzysową narzeczoną” i już pierwsze dźwięki wywołały taki entuzjazm, jak intro „Welcome to the jungle” Guns’N’Roses. A potem zagrali chyba ze 20 utworów, które jak się okazało znał prawdopodobnie każdy, kto stał pod sceną. Poziom wykonawczy tego koncertu był taki, jakiego oczekiwaliśmy po głównej gwieździe wieczoru i zespole o kilkudziesięcioletnim stażu i muzycznym talencie, który przełożył się na niezliczoną ilość hitów. Lady Pank pędzili od utworu do utworu w takim tempie i z taką energią, jakby Janusz Panasewicz i Jan Borysewicz założyli tę kapelę najdalej tydzień temu i dopiero planowali podbicie muzycznego rynku „Fabryką małp”, „Mniej niż zero”, „Tańcz, głupia, tańcz” czy „Vademecum skauta”, a potem jeszcze „Marchewkowe pole”, „Tacy sami” czy „Warszawa”. Luz, charyzma, radość z grania, kapitalne brzmienie i widok uśmiechniętych twarzy członków zespołu, którzy z radością konstatowali jak entuzjastycznie przyjmuje ich publiczność – z tego zapamiętamy ten koncert. No i ta energia. Czy oni na pewno mają po ponad 60 lat?

Tekst i fot. Rafał Podmokły

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).