Żona wiejskiego piekarza

Żona wiejskiego piekarza

Kiedyś w każdym wiejskim domu pieczono chleb. Pamiętam go jeszcze doskonale. Jego smak i wygląd. Pieczony raz w tygodniu, wystarczał na siedem dni. Mam w sercu jego smak i zapach. Tak pachnie radość i życie. Nie inaczej! Taki wiejski chleb kojarzy mi się zawsze z macierzyństwem. Teraz to już nie to. Leży na sklepowej półce w nieciekawym towarzystwie proszków do prania i durnych butelek.

Ale znam pewną wieś, w której jest jeszcze stara piekarnia. Piekarz, przezacny człowiek, taki biały olbrzym z wyrazem dobroci w oczach i rękach, pali w swym stareńkim piecu chlebowym drzewem. To jest absolutna rzadkość i chleb z tego powodu ma dawną, domową urodę.

Piekarz ma żonę Basie, która jest cichym aniołem piekarni. Wydaje ludziom chleb. Nie sprzedaje! Pieniędzy prawie nie dotyka. Jakby skądś wiedziała, że „powinno się być dobrym jak chleb”. Tak powiadał święty Brat Albert.

Nikt z kupujących nie wie, że żona piekarza pisze pamiętnik, od wielu, wielu lat. Gdy piekarnia śpi, otwiera kolejny zeszyt i zapisuje miniony dzień. Pisze skrzydłem swej dobroci. Wszyscy, którzy przychodzą po chleb, są w tych zeszytach dokładnie opisani.

Zeszytów jest już pełna walizka. Od pewnego czasu ich autorka zastanawia się, co zrobi z notatkami? Może dać je jakiemuś zawodowemu pisarzowi? Nie wie, doprawdy nie wie i to ją martwi. Ale nic. Pisze dalej. Szkoda, że mąż nie lubi czytać. Może spodobałby się mu dzisiejszy zapisek: „Zapach stolarni i zapach piekarni to cudowne zapachy. Są one oddechem uczciwej pracy…”

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.