100 lat Jacentego Batko

100 lat Jacentego Batko
Oddział partyzancki Armii Krajowej „Błyskawica”

17 lipca setne urodziny obchodził mieszkający w Osieczanach Jacenty Batko. Jego bogaty życiorys mógłby posłużyć jako scenariusz do filmu akcji, a życie możnaby spuentować: gorący patriota, wierny ojczyźnie, oddany ojciec poświęcający się rodzinie.

Jacenty Batko urodził sę 17 lipca 1913 roku w Osieczanach, jako szósty syn Michała Batki i Tekli z Fiedorów - siostry proboszcza z Drogini księdza Jana Kantego Fiedora. Od 1920 roku uczęszczał do siedmioklasowej szkoły powszechnej im. Juliusza Słowackiego w Myślenicach (zachowało się nawet jego świadectwo z VII klasy). Następnie uczył się w Państwowej Szkole Przemysłu Żelaznego w Sułkowicach i w 1932 roku zdał pomyślnie końcowy egzamin. Jako kilkunastoletni chłopiec należał do przedwojennej patriotycznej organizacji Sokół.

Był chłopcem niezwykle silnym, wysportowanym, a w rzucie granatem nie miał sobie równych, co później w czasie wojny z hitlerowcami okazało się cenną umiejętnością. Służbę wojskową odbył w 6 Pułku Artylerii Lekkiej. Jako czynny żołnierz brał udział w pogrzebie Marszałka Józefa Piłsudskiego. Zaś po wyjściu z wojska był jednym z inicjatorów budowy kopca Piłsudskiego w Osieczanach. Kopiec ten dzięki staraniom i pracom Stanisława Gubały jest tam do dzisiaj. Wielka cześć dla postaci Marszałka Józefa Piłsudskiego przjawia się choćby w tym, że nad jego łóżkiem od zawsze wisi obraz komendanta na Kasztance.

Tradycje patriotyczne w rodzinie Batków były zawsze silnie pielęgnowane. Michał był znanym w powiecie działaczem ludowym PSL Piast, a jego najstarszy syn Jan walczył w legionach Józefa Piłsudskiego, a następnie w wojnie z bolszewikami.

Jacenty od 1936 roku zaczął pracować w lasach prywatnych Kazimierza Bzowskiego, który miał swój dwór w Drogini i około 1000 ha lasów w Lipniku, Zasani i Drogini. Kazimierz Bzowski z pełnym zaufaniem powierzył mu funkcję leśniczego. W lecie 1939 roku Jacenty otrzymał kartę mobilizacyjną. Wojna zastała go w czasie ćwiczeń rezerwy w Krakowie. Gdy jego macierzysta jednostka została rozbita i rozproszona koło Janowa Lubelskiego, dostał się do niemieckiej niewoli, ale udało mu się uciec z transportu.

Do domu wrócił z końcem października i prawie natychmiast ponownie objął stanowisko leśniczego. Na początku 1940 roku ożenił się z Martą Wyrostek. W 1941 wstąpił do „Terenówki” AK. W „Dzienniku Stokłosy 1944 rok” na stronie 23, Zofia Horodyńska (żona komendanta obwodu AK Murawa Wincentego Horodyńskiego, ps. „Kościesza”) napisała o nim: „Jacenty Batko ps. „Dobruś”, leśnik już od 1941 współpracował z komendą obwodu AK w Myślenicach, oddziały zawdzięczały mu wiele pozytywnie załatwionych spraw kwatermistrzowskich”. W innym miejscu znajdujemy taką informację: „(…) „Dobruś” to leśniczy tutejszych lasów, zaufany właściciela P. Bzowskiego i przyjaciel jego syna: ścigany już od 2 lat przez policję nadal pełni swe funkcje fachowo i co kilka dnia przychodzi nawet zdawać raporty do dworu. Dla nas „Dobruś” jes tjakimś dobrym duchem opiekuńczym, zawsze i wszędzie gotowy na każde wezwanie, z nieprzebranym zapasem sił i dobrych chęci. Ułatwia nam zaprowiantowanie, on udziela wszelkich wioskowych informacji, zawsze uśmiechięty i w dobrym humorze”.

Oprócz zadań kwatermistrzowskich Jacenty Batko pełnił funkcję łącznika, skupował i magazynował broń, brał udział w organizacji przejęcia zrzutów. Nic dziwnego, że żandarmeria niemiecka ciągle deptała mu po piętach, nękając go nocnymi obławami i rewizjami. Za każdym razem on, jego żona i dzieci: Wanda i Wiesław uchodzili żywi, ale coraz bardziej byli psychicznie kaleczeni ciągłym strachem. Gdy wydawało się, że nareszcie odetchną, zło nadeszło nieoczekiwanie pod koniec wojny - 19 marca 1945 roku.

Nocą kilkunastu sołdatów NKWD podjechało konno pod dom w Osieczanach. Nie było szans ucieczki. Zabrali Jacentego, który jeszcze zdążył szepnąć żonie z dwutygodniowym synkiem „Ochrzcij dziecko!”. Tej nocy szwagierka Jacentego Janina Łętocha, zdołała ostrzec przed aresztowaniem Mieczysława i Franciszka Batków. Biegnąc na skróty dosłownie o sekundy wyprzedziła konnych bolszewików, być może ratując życie braciom „Dobrusia”. Jacentego wtrącono do myślenickiego więzienia w kamienicy Święchów (miał tam siedzibę sztab NKWD). Potem przenoszono kolejno do Wadowic, Nowego Sącza, Sanoka i Lwowa. Przesłuchania połączone z potwornymi torturami i nieustannym biciem, brakiem snu dotyczyły jego działalności w AK.

Jacenty Batko wszystkiego się wypierał i opowiadał tylko o zawodowej działalności leśniczego. Następnie został wywieziony na Sybir do obozu karnego w okolice Prokopiewska i pracował tam głównie w kopalni Krasnaja Gorka w Kemerowskim Zagłębiu Węglowym Obłasti Nowosybirskiej. Trwającą ponad 2,5 roku syberyjską gehennę przeżył dzięki potężnej sile woli powrotu do ojczyzny, rodzinnego domu, mocnej psychice i dobremu zdrowiu. To był jedyny okres w jego życiu, kiedy palił papierosy. Ten okrutny czas możnaby skwitować jedynie słowami: głód, odmrożenia, zabójcze owady, tęsknota, upokorzenie, powolne umieranie, oglądana śmierć innych więźniów.

Do Polski powrócił jako repatriant ze Związku Sowieckiego 13 grudnia 1947 r. w większym transporcie Polaków. Należy od razu zaznaczyć, że nigdy nie został osądzony, ani skazany. Podkreślał zawsze, że przetrwał okupację i sowiecką niewolę dzięki Bożej opatrzności i wyjątkowo silnej odporności organizmu oraz twardemu charakterowi.

W powojennej komunistycznej Polsce Jacenty nigdzie nie mógł znaleźć pracy - miał tzw. „wilczy bilet”, a przecież musiał utrzymać żonę i trójkę dzieci. W końcu znalazł zatrudnienie przy budowie Nowej Huty. Tam przyjmowano wszystkich i nikogo nie interesowały „niewłaściwe życiorysy”. W hucie i Budostalu przepracował 25 lat aż do emerytury. Akurat w tym czasie rozpoczęto budowę kościoła w Osieczanach. Jako emeryt mocno zaangażował się wspierając ciężką pracą i radą przy budowie świątyni ówczesnego proboszcza ks. Jana Zająca. W jednym roku był nawet rekordzistą w liczbie przepracowanych nieodpłatnie dni.

Jego ukochana żona Marta zmarła 7 lat temu. Wychowali sześcioro dzieci - dwóch synów i cztery córki. Jubilat jest niezmiernie szczęśliwy, ciesząc się ze swoich siedmiorga wnuków i trzech prawnuków. Obecnie Jacentym troskliwie opiekuje się córka Maria z mężem Stefanem. Troje dzieci Jubilata: Wiesław z żoną Elżbietą, Jacek z żoną Marią i Anna mieszkają w sąsiedztwie. Najstarsza córka Wanda - siostra Felicjanka i najmłodsza Jadwiga z mężem Zdzisławem i synem Marcinem często go odwiedzają.

O jego obecnym życiu opowiadają córka Maria i mąż Stefan:

Maria: - Tata nadal czyta do tej pory bez okularów, ma jedynie kłopoty ze słuchem. Zawsze był pracowity, krzepki. Czyta dużo gazet, a najbardziej lubi oglądać w telewizji serial „Rodzina Kiepskich”, wtedy zawsze na jego twarzy widnieje uśmiech. Nigdy nie interesowała go polityka. Pilnuje bardzo higieny, sam się goli, chodzi do toalety i bardzo dba o siebie. Wcześnie rano wstaje i wcześnie się kładzie. Nigdy nie miał szczególnie ulubionych potraw, do tej pory lubi wypić regularnie kieliszek koniaku dziennie. Zwalczył nowotwór złośliwy krtani, niestety odezwał się Sybir i trzeba było amputować mu cztery palce u nogi.

Stefan: - Oprócz pracy zawodowej ojciec zajmował się 4,5 ha gospodarstwem, na którym uprawiał zboża, ziemniaki, zawsze hodował świnie i krowy. Jeszcze w wieku 85 lat kosiliśmy kosami trawę i ustawialiśmy kopki siana. Musiałem go mocno przekonywać, aby już tego nie robił. Zawsze prowadził aktywny tryb życia i przestrzegał tego konsekwentnie. Nie pozwalał się nawet podwozić samochodem do kościoła, miał swój ulubiony rower, na którym jeździł do 85 roku życia. Obowiązkowo po mszy w kościele urządzał sobie wycieczki rowerowe nad Jezioro Dobczyckie. Nie chciał stamtąd szybko wracać. Zawsze lubił przyrodę, zresztą nasz dom położony w ustronnym miejscu i ciszy, blisko lasu daje mu nadal wytchnienie, lubi siadać na ganku, patrzeć na łąki i słuchać ptaków. Kiedy kupiliśmy mu rower rehabilitacyjny zawsze regularnie na nim ćwiczył.

Dzieci szacownego Jubilata pragną serdecznie podziękować lekarzowi Jackowi Puczowi i pielęgniarkom myślenickiego szpitala, szczególnie pielęgniarce środowiskowej Halinie Szyszko, a także zawsze życzliwemu i pomocnemu lekarzowi rodzinnemu Bolesławowi Chęcińskiemu za ratowanie Jego życia i zdrowia, natomiast za umocnienie duchowe drogiemu proboszczowi Osieczan ks. prałatowi Piotrowi Sieji. Każdemu, kto wyświadczył Seniorowi Rodu Batków jakiekolwiek dobro, rodzina składa serdeczne podziękowania.

Za swoją działalność patriotyczną i żołnierską, Jacenty Batko został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej i orderem Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny.

Do napisania tekstu wykorzystałem archiwalne notatki sporządzone przez córkę Jubliata Annę Batko.

Stanisław Cichoń Stanisław Cichoń Autor artykułu

Jeden z założycieli Gazety Myślenickiej. W latach 2003-2014 pełnił funkcję redaktora naczelnego. Był człowiekiem zarażającym nie tylko uśmiechem i entuzjazmem, ale i swoją pasją do rodziny, przyrody, edukacji, sportu i życia. Zmarł w nocy z 22 na 23 listopada 2014 roku.