„A to wszystko nie tak, nie tak, nie to…”

„A to wszystko nie tak, nie tak, nie to…”

Strach pisać. Bo każde słowo bacznie obserwowane może stać się kolejnym pretekstem do zarzutów o „ośmieszanie” , „obrażanie” i „szczucie”. Tyle tylko, że w oskarżeniach tych trudno znaleźć choćby ziarenko prawdy. Czy w felietonie pana Rozwadowskiego znalazło się choć jedno słowo, którego celem byłoby ośmieszanie ludzi pracy? Nie. Autor zacytował tylko starostę, który „mógłby” zostać posłem, by „odpocząć”. To m.in. było meritum artykułu, a nie wyśmiewanie kogokolwiek, kto ciężko pracuje. Tym bardziej, że jak mi wiadomo i pan Rozwadowski w swoim czasie od pracy fizycznej nie stronił. Podobnie z resztą jak ja, czy członkowie mojej rodziny. Naprawdę mielibyśmy śmiać się z samych siebie i naszych bliskich? Ale oskarżeniem łatwo rzucić – gorzej zmierzyć się z faktami.

Nie spodobał się panu staroście i mój felieton o „Współpracy”. A szkoda. Może trzeba było przeczytać uważniej, bo wszak mówiłam w nim o nadziei na to, że „panowie odnajdą jakiś poziom porozumienia i niejasności sobie wyjaśnią. Bo fakt, faktem przyjaźnić się nie muszą, ba! lubić również się nie muszą, ani we wszystkim zgadzać. Ale dobrze by było, by chociaż praca na rzecz dobra mieszkańców ich łączyła”. Czy w którymkolwiek miejscu mojego artykułu padają słowa o tym, że starosta „nic nie robi” lub jest „szkodnikiem”? Nie. Takich słów nie ma, choćby z tego prostego powodu, że tak nie uważam. Nigdy też celem moich felietonów nie było ośmieszanie czy obrażanie kogokolwiek – wskazanie na problem: tak, ale obrażanie kogoś personalnie? Po co? Jak mogłoby się to przyczynić do rozwiązania jakiegokolwiek problemu? Czy w „Gazecie Myślenickiej” spotkali się Państwo kiedykolwiek z przezwiskami, czy ośmieszającymi kogokolwiek memami? Nie. Nie można tego niestety powiedzieć o stronie na profilu społecznościowym Starostwa… Oczywiście tego rodzaju wpisy czy memy spotykają się z życzliwym i radosnym przyjęciem… Choć tyle, że po ostatniej sesji powiatu, gdy radna Jolanta Majka zwróciła uwagę, że obrażający ją mem mijający się z prawdą wciąż widnieje na profilu starostwa, został w końcu usunięty. Ale co się wylało, to się wylało.

Na profilu społecznościowym łatwo rzucić jakimś oskarżeniem, no bo któż z obserwujących zada sobie trud, by sprawdzić u źródła? Tak było ze sprawą patrona szkoły w Jaworniku. Oburzenie starosty, któremu rzecz jasna dał upust w mediach społecznościowych, wzbudził nie sam fakt zmiany owego patrona, ale „styl i powody odwołania imienia Makuszyńskiego! Dlaczego ten znany pisarz i prozaik, który bawił i uczył kolejne pokolenia Polek i Polaków ma dzisiaj być - jak piszą Radni Klubu PiS w uzasadnieniu uchwały – zweryfikowany?” No i któż sprawdzi treść uchwały? Lepiej pośmiać się w komentarzach z „pisowców” lub nieco ich poobrażać. Tyle tylko, że w przyjętej uchwale (nota bene przez Radę Miejską, w której zasiadają ludzie o różnych poglądach politycznych) nie ma ANI SŁOWA o jakieś weryfikacji Makuszyńskiego! Co jest w uzasadnieniu? „W związku z wnioskiem Przewodniczącej Rady Pedagogicznej, Rady Rodziców oraz Samorządu Uczniowskiego Szkoły Podstawowej w Jaworniku w sprawie zmiany dotychczasowego patrona Kornela Matuszyńskiego na ks. Jana Twardowskiego przedkłada się propozycję niniejszej uchwały.” Tyle. Z resztą zainteresowanych odsyłam do artykułu „Szkoła w Jaworniku chce zmiany patrona” (Gazeta Myślenicka nr. 3/2021), w którym przeczytać możemy m.in.: „Szkoła podstawowa w Jaworniku chce zmienić patrona na ks. Jana Twardowskiego. Społeczność szkolna, tzn. uczniowie i ich rodzice w głosowaniu on-line pod koniec roku 2020 zdecydowanie opowiedzieli się za nowym patronem. Także grono pedagogiczne również poparło kandydaturę ks. Jana Twardowskiego.

Propozycja zmiany patrona szkoły jest owocem wielu przemyśleń i doświadczeń wynikających z pracy w szkole, lekcji języka polskiego, projektów, zajęć i konkursów dotyczących życia i twórczości niezwykle skromnego, a jednocześnie wielkiego Ks. Jana Twardowskiego.”

Więc gdzie tu działania członków PiS? Gdzie weryfikacja kogokolwiek? Czy takie mijanie się z prawdą jest w porządku? I co ma to na celu? I czy fakt, że o tym piszę w tym felietonie i zadaję te pytania to szczucie i obrażanie?

Właściwie mogłabym tego felietonu nie pisać, machnąć ręką, „niech myślą, co chcą”. No, ale nie mogę. Bo zarzuty, którymi raz po raz obrywa także nasza redakcja po prostu mijają się z prawdą. Jeśli piszemy o tym, że brak współpracy na linii gmina-powiat, to nie po to, by kogoś obrażać. Ale dlatego, że problem dostrzegamy – i chcielibyśmy, by został w końcu rozwiązany.

Pan starosta ma prawo nie lubić jakiegoś ugrupowania, formacji, czy partii. Ale współpracować z członkami PiS niestety musi (a przynajmniej powinien). Dlaczego? Ano dlatego, że jest starostą – wybranym w demokratycznych wyborach. A Jarosław Szlachetka (z PiS) jest burmistrzem – wybranym w demokratycznych wyborach, a Władysław Kurowski (z PiS) jest posłem – wybranym w demokratycznych wyborach, a radni powiatowi z PiS – również zostali wybrani w demokratycznych wyborach. W demokratycznych wyborach – to znaczy, że tak zdecydowała większość MIESZKAŃCÓW miasta, gminy i powiatu! A przecież sam pan starosta pisze: „Jedno wiem. Z państwem, mieszkańcami powiatu, na pewno chętnie będę współpracować!” Z mieszkańcami – tak, ale z wybranymi przez nich przedstawicielami – już nie? Pan starosta twierdzi, że nigdy nie otrzymał „propozycji prawdziwej współpracy”. A zgłaszanie merytorycznych uwag przez radnych powiatowych to co? A zaproszenia od posła na spotkania np. w sprawie drogi na Chełm to co? A propozycja porozumienia burmistrza w sprawie IS-ów, to co? Przykładów można by mnożyć. Tylko po co. Jeśli ktoś nie dostrzega szansy na współpracę dla dobra mieszkańców… no cóż, widocznie dla starosty nie są one „propozycjami prawdziwej współpracy”. Prawdziwej – czyli jakiej?

Marta Duszyk Marta Duszyk Autor artykułu

Absolwentka teatrologii na UJ, wielka miłośniczka książek, lubi spokój, koty i psy; z uwagą obserwuje otaczającą ją rzeczywistość i ludzi. Sekretarz Redakcji Gazety Myślenickiej od grudnia 2019.