Adam Doboszyński – wspomnienia i relacje z marszu na Myślenice (cz. 1)

Adam Doboszyński – wspomnienia i relacje z marszu na Myślenice (cz. 1)
Adam Doboszyński i jego ludzie w drodze na proces w Krakowie Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Niewielu polityków w najnowszych dziejach Polski może się równać z Adamem Doboszyńskim pod względem liczby epitetów i etykiet, jakie padały pod jego adresem. Świadczą one o emocjach i skrajnych ocenach wywoływanych przez jego działalność.

Adam Doboszyński urodził się 11 stycznia 1904 r. w Krakowie w rodzinie adwokata. Po ukończeniu Politechniki Gdańskiej, w wieku 21 lat, został inżynierem budowlanym. Następnie studiował przez rok w Szkole Nauk Politycznych w Paryżu. Podczas służby wojskowej ukończył z pierwszą lokatą szkołę podchorążych rezerwy saperów w Modlinie. W czasie studiów w Wolnym Mieście Gdańsku, we wrogim Polakom otoczeniu niemieckim, Doboszyński dał się poznać jako patriota i człowiek obdarzony zdolnościami przywódczymi. Był współorganizatorem i prezesem Bratniej Pomocy zrzeszających studentów Polaków i prezesem korporacji akademickiej „Wisła”. Aktywną działalność polityczną rozpoczął w listopadzie 1934 r., wstępując do Stronnictwa Narodowego. Powierzono mu funkcje prezesa zarządu Powiatowego SN w Krakowie oraz członka zarządu Okręgowego, co łączyło się z funkcją referenta prasy i propagandy. Gdy rozpoczynał działalność, dysponował zaledwie kilkoma placówkami. W końcu czerwca 1936 r. podległa mu organizacja skupiała przeszło 2 tysiące osób zrzeszonych w ponad 70 kołach. Kres tej działalności nastąpił wskutek akcji, która spowodowała, że jego nazwisko stało się znane w całej Polsce.

W chorowickich lasach, majątku Doboszyńskiego, w nocy z 22 na 23 czerwca 1936 r. zebrało się blisko stu „żołnierzy” prezesa Doboszyńskiego. Uzbrojeni byli częściowo w broń palną głównie karabiny z obciętymi lufami, ale również w kije i siekiery. Wymarsz poprzedził krótki apel, na którym Doboszyński wyjawił cel wyprawy. Około trzeciej nad ranem grupa dotarła do Myślenic. Po drodze przecięto druty telefoniczne pozbawiając miasto kontaktu ze światem. Bojówkarze podzielili się na dwie grupy, pierwsza gorzej uzbrojona ruszyła na rynek rabować i demolować żydowskie sklepy, spalić bożnicę, druga pod jego dowództwem wtargnęła na posterunek policji. Dotkliwie pobito pełniącego służbę post. Stefana Małeckiego. Bojówkarze byli bardzo zadowoleni, udało im się opanować posterunek bez strat własnych i przelewu krwi. Grupa dołączyła do współtowarzyszy niszczących własność miejscowej społeczności żydowskiej. Scenariusz wszędzie był jednakowy: wybijali szyby, rozbijali i demolowali witryny, wyrzucano na zewnątrz towary i wyposażenie sklepów, oblewano je naftą i podpalano.

W przedsionku bożnicy rozpalono ognisko licząc, że zajmie się drewniana konstrukcja, tak się jednak nie stało. Wydarzenie te wspomina jako świadek Bolesław Chęciński. Rebelianci mieli w planie jeszcze pojmanie starosty myślenickiego Antoniego Basary i przykładne ukaranie go za „zdradę interesów narodowych”. Bojówkarze wtargnęli do domu starosty, zdemolowali go, pobili gospodynię. Starosty nie udało się pojmać, zastosował sprytny wybieg, podając się za kuzyna gospodyni, któremu ona udzieliła gościny.

Nad ranem o godzinie 4.30 grupa Doboszyńskiego wycofała się na południe. Tymczasem trzy grupy operacyjne Policji Państwowej pod dowództwem kom. Królikiewicza ruszyły w pościg za zbuntowanymi narodowcami. W pobliżu miejscowości Poręby doszło do potyczki, jeden bojówkarz zginął, kilku zostało rannych. Reszta w popłochu uciekła. W okolicy Żubrzycy Dolnej dochodzi do kolejnych potyczek i ofiar. Doboszyński postanawia wówczas samotnie dotrzeć na Orawę. Szczęście mu jednak nie dopisało i został osaczony przez policję, poddał się, wkrótce też pozostali jego kompanii trafili za kraty.

Marsz na Myślenice odbił się szerokim echem w całym kraju. Władze państwowe ostro represjonowały narodowców, zwłaszcza tu, w Małopolsce. Proces Doboszyńskiego rozpoczął się w maju 1937 roku w Krakowie. Sąd uniewinnił 11 oskarżonych, 36 skazał na kary więzienia od 10 do 20 miesięcy z zaliczeniem aresztu śledczego i często z warunkowym zawieszeniem kary. Parę dni później rozpoczął się proces samego Doboszyńskiego, który bardziej przypominał wiec endecki niż zebranie trybunału. Oskarżony miał okazję wygłosić przy aplauzie publiczności swoje poglądy. Obrońcy przedstawili go, jako męża strzegącego narodowych interesów. Natomiast świadków oskarżenia wyszydzono i zagłuszono. Sędziowie uniewinnili Doboszyńskiego. Ponowny proces odbył się w 1938 roku w lutym we Lwowie, skazano go na 2 lata pozbawienia wolności, ale tylko za wtargnięcie do posterunku policji, grabież broni i amunicji oraz nielegalne posiadanie broni. Od reszty zarzutów sąd go uwolnił. Od wyroku strony odwoływały się i we wrześniu 1938 roku zapadł wyrok ostateczny, czyli cztery lata pozbawienia wolności. W lutym 1939 roku Adam Doboszyński wyszedł z więzienia na urlop zdrowotny. Za kraty już nie wrócił. Po wybuchu wojny uciekł do Anglii. Powrócił do Polski w 1947 roku, został aresztowany i skazany przed sądem wojskowym na karę śmierci. Proces trwał dwa lata. Wyrok został wykonany. Sąd Najwyższy 26 kwietnia 1989 r. uniewinnił Adama Doboszyńskiego od popełnienia zarzucanych mu w 1949 r. czynów.

A jak rysuje się to wydarzenie w pamięci mieszkańców, którzy byli świadkami niejednokrotnie naocznymi tego wydarzenia: „Doboszyński przyszedł o 4 rano, ruch się zrobił, ojciec wstał i krzyczał czy wojna wybuchła. Ściągnął firankę i mówił, jaki tłum ludzi na rynku, po sklepach, rozbijają sklepy. Otwiera okno a Doboszyński był u Weimana i krzyknął do ojca by zamknął okno, nie przeszkadzał w akcji. Tyle widzieliśmy, dopiero jak odeszli z rynku z wartownikiem z urzędu, który ich odprowadził do mostu w stronę Osieczan to wychodziliśmy i dowiadywali się, co się stało. Za jakąś godzinę, dwie przyjechała policja aż z Łodzi” - wspomina Bolesław Chęciński.

cdn

 

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.