Animator pracuje, aby bawić mógł się ktoś

Animator pracuje, aby bawić mógł się ktoś

Balony, piniata, konfetti i fontanna czekolady raczej nie kojarzą się z pracą, chyba, że mówimy o pracy animatora. To ktoś, kto pracuje, aby bawić mógł się ktoś. Dlatego balony, piniaty, a nawet więcej, można znaleźć w ofercie Kreatywnych Animatorów, firmy założonej przez myśleniczankę Magdalena Ścibor w 2018 roku.

- Są różne definicje animacji, ale mi najbliższa jest ta „filmowa”, mówiąca, że animacja to ożywianie tego co zastane, nieruchome. Po drugie animator to według mnie przewodnik. Można dać dzieciom kredki i kartki, ale animator oprócz tego powie im co mają zrobić, dołoży narrację, a wtedy stanie się coś wspaniałego, dzieci wejdą w tę zabawę niczym do magicznego świata. I to jest właśnie animacja – mówi Magda.

W październiku minęło 5 lat odkąd założyła swoją firmę zajmującą się animacją. - Choć z tych pięciu sporo zabrała pandemia – dodaje Magda.

Jednak nawet pomimo pandemii i zabranego przez nią czasu, firma zdążyła wyrobić sobie markę. Na Facebooku ma ponad 1000 polubień, a liczba obserwujących też przekroczyła już tysiąc.

Wszystko zaś zaczęło się od… wesela.

- Z animacją po raz pierwszy zetknęłam się w 2015 roku na weselu znajomych. Wtedy jeszcze nie myślałam w ogóle o animacji, ani tym bardziej o sobie jako animatorce, ale właśnie tam pojawiała się w mojej głowie myśl: „Tak, to jest to! Potrzebna jest osoba, która by się zajęła dziećmi kiedy chcesz być dorosłym i z dorosłymi”. Zaczęłam się przyglądać rynkowi i okazało się, że zainteresowanie tego typu usługami jest i to coraz większe, animatorzy pojawiają się coraz częściej na eventach rodzinnych, na piknikach, festynach… - wspomina Magda.

Myśl o zostaniu animatorką zaczęła kiełkować i w 2016 roku Magda przyjęła pierwsze zlecenie. Wtedy jeszcze nie będąc „na swoim”, a w firmie, którą prowadziła jej znajoma, też Magda. Zleceń było dużo, ale można było dopasować je do kalendarza młodej mamy, którą wtedy po raz drugi została.

- To co mnie przekonało i przyciągnęło do tego zawodu to przymiotnik „elastyczny”. Mając małe dzieci szukałam przestrzeni do aktywności dla siebie, ale nie w pełnym wymiarze godzin, bo wiedziałam, że przede wszystkim chcę być z dziećmi, ale swoimi i że chcę wychowywać je bliskościowo – dodaje.

Przygodę z animacją zaczynała mając zrobiony już sporo wcześniej kurs wychowawczy kolonijnego. Miała też dyplom politologa, a przede wszystkim dwoje małych dzieci i właśnie na tym - macierzyńskim doświadczeniu polegała. Ale też na tym, że ma naturę animatora, dawniej powiedziano by „kaowca” i odkąd pamięta nie lubi nudy, za to lubi aranżować różne zajęcia i zabawy. - Kiedy jeszcze jako nastolatka jeździłam na wakacje, a tam były młodsze dzieci, zawsze organizowałam im jakieś zajęcie – mówi. - To co umiałam zaczynając w branży animatorskiej wystarczyło żeby jakościowo prowadzić animacje, ale że mam ogromną potrzebę rozwoju więc szukałam szkoleń. Tak zrobiłam kurs animatora i inne z tym związane: facepainting, modelowanie balonów itd. Dziś mogę stwierdzić: kursy to fajna rzecz, bo stanowią bazę, ale absolutnie wszystko w tym zawodzie to praktyka, doświadczenie, własna inicjatywa i szukanie inspiracji.

Dziś wie o tym zawodzie już tyle, że sama zaczęła szkolić innych którzy marzą o tym, aby zostać animatorami. Ale nadal, choć jest już w zawodzie od siedmiu lat, idąc do pracy, bierze ze sobą scenariusz, który przygotowuje wcześniej biorąc pod uwagę wiele różnych spraw.

- Kluczowa jest jak najbardziej szczegółowa wiedza o zleceniu. I nie mam tu na myśli tylko liczby dzieci. Liczy się to w jakim są one wieku, czy różnice wieku pomiędzy nimi są duże, czy dzieci się znają, czy też nie. Na imprezach rodzinnych zwykle jest duży „rozstrzał” wiekowy dzieci, dlatego muszę być przygotowana na kompletnie różne potrzeby dzieci i odpowiednio dostosować narrację, zwłaszcza jeżeli jest to impreza tematyczna. Niemniej ważna jest też informacja o tym czy zabawa będzie się odbywała na zewnątrz, czy w środku, jaką dużą przestrzenią będziemy dysponować. Raz przyszło mi prowadzić animacje dla ponad 20 dzieci na ciasnej antresoli nad salą weselną, na której zabezpieczeniem były niskie balustrady. Co wtedy przeżyłam wiem tylko ja, ale poradziłam sobie organizując mocno statyczne zajęcia i… wyciągnęłam wnioski. Teraz proszę klientów o zdjęcia i wymiary sali, w której będą się odbywały animacje. Wiem już, że czasem narzeczeni nie mający dzieci nie mają wyobrażenia o tym, ile miejsca potrzeba do zabawy, ile zajmuje sam sprzęt i jak bardzo dzieci są ruchliwe – mówi Magda.

- Są teorie mówiące, że dobry animator poprowadzi animacje mając do dyspozycji jedynie kartkę papieru. To da się zrobić, bo przecież polegamy na swojej kreatywności, ale ja uważam, że firma powinna się wyróżniać sprzętem i oferować coś więcej, coś na co nie stać placówki, jaką jest np. przedszkole, na co nie można sobie pozwolić osoba prywatna – mówi Magda. I dodaje: - Bywa i to coraz częściej, że takie elementy, jak chusta animacyjna i tunel animacyjny przedszkola już posiadają i dzieci zwyczajnie je znają. Dlatego nawet po pięciu latach prowadzenia firmy, i pomimo tego, że moja marka jest już rozpoznawalna, ciągle dbam o to, aby mieć o ofercie nowości. Jeżeli klient do mnie wraca piąty raz nie mogę mu przecież zaproponować tego samego. Dlatego jeżdżę po całej Polsce, biorę udział w szkoleniach i szukam inspiracji, żeby łatwiej było mi przygotować atrakcyjne scenariusze np. na bale karnawałowe. Z tego samego powodu szukam nowości sprzętowych i inwestuję w nie, gadżety często też tworzę sama. Ale szukam też totalnie nowej energii, którą „zaraża się” dzieci i dlatego zmieniam pracowników, zatrudniam nowych, bo każdy ma inną energię, inny sposób prowadzenia animacji.

Obecnie współpracuje z kilkunastoma animatorami, a dokładniej animatorkami.

Kandydatki do pracy to najczęściej młode kobiety (studentki, młode matki), które tak jak ona kiedyś, szukają zajęcia, które można pogodzić z innymi obowiązkami.

Dobierając pracowników Magda wie na co zwracać uwagę i jakich cech szukać. Kreatywności? Bez niej ani rusz. Zresztą jest w nazwie firmy. Co jeszcze?

- Bardzo ważne jest dla mnie to, aby była to pozytywna, uśmiechnięta osoba, bo doświadczenie zdobywa się z czasem, ale uśmiechem wzbudza się sympatię i zaufanie już „na dzień dobry”. Zresztą, kiedy na firmowych koszulkach mamy napis „uśmiechnij się”, trudno żebyśmy same się nie uśmiechały – tłumaczy Magda. - Ale to nie tylko kwestia dobrego pierwszego wrażenia. Uśmiech, dobra energia, nawet głośne zachowanie są pożądane, bo taka osoba magnetyzuje, przyciąga uwagę dzieci. Oczywiście trzeba też umieć wygłupiać się, rozbawiać innych, być typem showmana. Nie jest powiedziane, że osoba cicha i spokojna nie sprawdzi się jako animator, ale na pewno nie jako lider, czyli prowadzący animacje, a raczej jako pomocnik. Może też np. świetnie się sprawdzić w tzw. „kąciku maluszka”. Niezależnie czy będzie to typ lidera czy pomocnika, animator musi być moim zdaniem empatyczny, dawać dziecku indywidualną przestrzeń i wybór. Wiem, że to trudne, bo najłatwiej, kiedy każdy robi co każesz i nie dyskutuje, ale nie wyobrażam sobie dobrego animatora, który zmusza dziecko np. do pozowania do wspólnego zdjęcia jeśli ono tego nie chce.

Na pytanie „co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?” Magda odpowiada: - Animator musi balansować pomiędzy światem dorosłych a światem dzieci. Pamiętajmy, że sprzedaje ofertę osobie dorosłej, która ma swój pakiet oczekiwań w stosunku do niej, a bawi się z dziećmi, które przecież mają zupełnie inne potrzeby niż dorośli. Dobrym przykładem mogą być tutaj duże maskotki, postaci z bajek. Lubiane przez dorosłych, bo robią efekt „wow”, dobrze wyglądają na zdjęciach, ale już przez dzieci niekoniecznie. Niektóre dzieci, zwłaszcza te młodsze często panicznie boją się takich maskotek.

Jej to balansowanie wychodzi bardzo dobrze, o czym świadczą chociażby opinie w mediach społecznościowych.

- Dużym sukcesem jest dla mnie to, że przez tych 5 lat, odkąd prowadzę firmę, nie spotkałam się z negatywną opinią na temat swojej pracy. Wiem, że w tym zawodzie trudno jest o zły feedback, bo już samo to, że zajmuję się dziećmi a inni dorośli mają dzięki temu wolne jest postrzegane pozytywnie, ale to nie znaczy, że nie ma animatorów, którzy to co robią, robią źle. Częstym błędem według mnie jest wkładanie za dużo do jednej oferty. Kiedy animator jest jeden i maluje twarze to nie ma opcji, aby jednocześnie animował, a efekt tego jest taki, że pozostałe dzieci w tym czasie się nudzą.

To za co ceni tę pracę to poczucie bezpieczeństwa, jakie daje. Ale też to, że dzięki niej może podróżować i to nie tylko po kraju, ale też… w czasie. Bo jak mówi, uprawiając zawód animatora można samemu poczuć się dużym dzieckiem.

- Dzięki temu, że klienci rezerwują terminy z bardzo dużym wyprzedzeniem – mam już rezerwacje na rok 2025, mam poczucie stabilności, bezpieczeństwa. Zaletą są dla mnie także podróże i poznawanie nowych miejsc. Działam głównie na terenie powiatu myślenickiego i ościennych, to zdarza nam się wyjeżdżać dużo dalej. Mieliśmy już zlecenia m.in. w Warszawie, Gubinie i Pyskowicach – mówi Magda. - No i wreszcie uwielbiam w tej pracy to, że zabawiając dzieci można przy okazji „ukochać” swoje wewnętrzne dziecko. I to nie tylko ja mogę to zrobić, inni dorośli też. Do dziś pamiętam letni festiwal rockowy, na których byłam animatorką i w... kolorowych spodniach klauna sprzedawałam watę cukrową. Różową! Trzeba było widzieć kolejki… dorosłych, jakie się po tę watę ustawiały! To było coś. Ale jako mama trójki synów najbardziej lubię urodziny małych dziewczynek. Cieszy mnie też bardzo nowa moda, czyli powrót do zabaw podwórkowych, które pamiętamy z własnego dzieciństwa: berka, ciuciubki i innych. Cieszy mnie też dlatego, że dzięki nim dzieci mogą „świętować” swoje dzieciństwo. Mogą się wybiegać, wykrzyczeć. I to jest fajne!