Bilal stąd i Bilal stamtąd

Bilal stąd i Bilal stamtąd
Bilal Qashou Fot. Michał Zięba

W minionym tygodniu po raz ostatni pożegnaliśmy Bilala Qashou, Palestyńczyka z urodzenia, a z wyboru Polaka i myśleniczanina. Jego historia to portret emigranta, uchodźcy, człowieka, który pokochał Polskę, swój nowy dom, a jednocześnie tęsknił za krajem, w którym się urodził, a tęsknotę tę potęgował fakt, że nie mógł tam wrócić nie ryzykując, że już nie zobaczy żony i córki. To portret humanisty, który wierzył w dobro i prawdę i to, że ludzie w głębi swojej natury tacy właśnie są: dobrzy i uczciwi.

Bilal urodził się Kalkilji na Zachodnim Brzegu Jordanu. Bardzo wcześnie, bo już jako 7-letnie dziecko dowiedział się czym jest wojna, bo właśnie wtedy wybuchła trzecia wojna izraelsko-arabska znana też jako wojna sześciodniowa.

Jego żona Lidia, w pożegnalnym liście napisała, że przez całe życie musiał walczyć, najpierw jako dziecko - o przetrwanie, a jako dorosły - z niezliczonymi przeszkodami biurokratycznymi, które musiał pokonać najpierw, aby przyjechać do Polski, a potem, żeby móc tu zostać, pracować, wziąć ślub cywilny, potem kościelny i w końcu żeby otrzymać obywatelstwo polskie. To ostatnie stało się faktem 23 lata temu, na mocy decyzji z 26 lutego 2002 roku. Wspominając ten dzień 15 lat później, w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” Bilal mówił: „Pewnych dat się nie zapomina. Wtedy poczułem, że nareszcie mam kraj”.

Lidię, Polkę i myśleniczankę poznał w 1986 roku w Bułgarii, gdzie dzięki uzyskanemu stypendium studiował. Zanim jednak zostali małżeństwem musieli na siebie długo, bo kilka lat czekać będąc zdani tylko na kontakt listowny. Kiedy w 1992 roku Bilal wreszcie przejechał do Polski i zamieszkał w Myślenicach budził zainteresowanie. „Ludzie patrzyli na mnie trochę jak na przybysza z kosmosu” – wspominał w 2017 roku w Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu, gdzie odbyło się spotkanie z nim, podczas którego mówił nie tylko o swoich początkach w Polsce, ale też o geopolityce, jego stosunku do niej, ale również do wiary i religii, a nawet o swoich kulinarnych upodobaniach.

Po tym spotkaniu, dziennikarz Gazety Myślenickiej Rafał Podmokły w tekście „Bilal Qashou - lek na ksenofobię” pisał: „Jeśli ktoś odczuwa paniczny lęk przed „obcym” to spotkanie z Bilalem powinno być zapisywane jako podstawowa forma terapii”.

W 1993 roku Bilal zaczął pracę w Liceum Medycznym na Zarabiu (czyli dzisiejszym Zespole Szkół – Małopolskiej Szkole Gościnności) jako nauczyciel języka angielskiego. Jeden z uczących tam wtedy nauczycieli Krzysztof Heród tak wspomina początki ich znajomości, która z czasem przerodziła się w przyjaźń: – Na samym początku był dla nas niewiadomą, jak to cudzoziemiec w dodatku słabo mówiący po polsku. Później nieraz razem z Bilem żartowaliśmy z jego procesu wchodzenia w naszą kulturę i razem śmialiśmy z jego nazwijmy to przygód z językiem polskim – mówi.

Bilal uczył się polskiego sam, w domu i na ulicy. Miał w zwyczaju czytać na głos np. napisy na murach, co nieraz wywoływało konsternację przechodniów, bo te jak wiadomo rzadko kiedy pisane są literacką polszczyzną, a najczęściej są to po prostu wulgaryzmy. Wtedy reagowała Lidia i tłumaczyła, dlaczego ten czy inny wyraz lepiej czytać ściszonym głosem.

Innym jego sposobem nauki języka było pytanie napotkanych osób o godzinę. Miał świadomość, że budzi zdziwienie, wszak miał na nadgarstku zegarek, ale jemu nie chodziło przecież o to, aby dowiedzieć się która godzina, ale aby nauczyć się jak jest po polsku „wpół do piątej” albo „dwadzieścia po ósmej”.

Jednak tym, co najmocniej intrygowało w Bilu jego kolegów z pracy było co innego: - Wiedzieliśmy, że jest z Palestyny i wiedzieliśmy co się w Palestynie dzieje, dlatego tak wielkim zaskoczeniem, wręcz odkryciem było dla wielu z nas to, że ktoś kto stamtąd pochodzi może nie pałać nienawiścią. W jego słowniku nie było słowa „nienawiść”, nigdy nie powiedział złego słowa o narodzie żydowskim, a jeśli czegoś nie akceptował to polityki. Był prawy w stosunku do ludzi, prawy w stosunku do państwa. Nie słowami a swoim postępowaniem na każdym kroku udowadniał co znaczy być porządnym człowiekiem – mówi Krzysztof Heród. – Prowadząc z nim długie dyskusje miałem okazję dobrze go poznać, jego i jego poglądy. Uczyłem się go latami. Jego i jego świata. I nieraz zastanawiałem się czy sam mając za sobą doświadczenia jakie on miał, potrafiłbym patrzeć na ludzi, na świat tak jak on to robił. Co znamienne, uczniowie kiedy go wspominają najczęściej mówią nie o nauczycielu języka angielskiego, ale kimś, kto uczył ich tolerancji, wrażliwości, życzliwości wobec innych ludzi.

Uczennicą Bilala, a później jego koleżanką z pracy była Karina Chlebda. - Był nauczycielem jedynym w swoim rodzaju, pierwszym takim, jakiego spotkałam na swojej drodze. Ta jego „inność” i wyjątkowość polegała na tym, że zawsze dostrzegał w ludziach dobro i wierzył, że ludzie są dobrzy z natury. Dlatego nie mieściło mu się w głowie, że ktoś z nas mógłby podczas sprawdzianu ściągać. Nie ukrywam, że jako uczniowie wykorzystywaliśmy to, ale to nie zmieniło ani jego nastawienia do nas, ani wiary w ludzką dobroć i uczciwość. Zawsze uśmiechnięty, zawsze wspierający, zawsze miał dla nas czas.

- Był jedną z pierwszych osób, które przywitały mnie w szkole i wzięły pod swoje skrzydła, kiedy trafiłam tam jako początkująca nauczycielka – mówi Iwona Ropicka. – Niedługo minie 25 lat mojej pracy w szkole, a on przez wszystkie te lata był moim przyjacielem w szkole i poza szkołą. Takim, który wystarczy, że spojrzy i już wie co u ciebie: czy jest dobrze czy źle. Nie potrzeba było słów. Zawsze myślał o innych, nawet w chorobie. Kiedy go odwiedzaliśmy, miał w sobie taką niespotykaną wdzięczność, bo w swojej skromności chyba nie przypuszczał, że tak wiele osób myśli i pamięta o nim, a my po prostu robiliśmy to, co on zawsze robił dla nas – wspieraliśmy go.

Barbara Firek, dyrektor ZS-MGS w Myślenicach żegnając Bilala w imieniu szkolnej społeczności mówiła, że nie potrzebował wielkich słów, aby mówić rzeczy ważne i dał im lekcję, jakiej nie można znaleźć w żadnym podręczniku: - Jego życie charakteryzują słowa „jestem stąd, jestem stamtąd”. I choć dla niektórych brzmi to jak sprzeczność, dla niego była to prawda najgłębsza. Niósł w sobie dwa światy: ten tutaj, który współtworzył z nami i ten, tam, z którego pochodził i którego nigdy nie przestał kochać. „Jestem stamtąd, jestem, stąd” to tytuł niezwykłej książki Mourida Barghoutiego. To opowieść o tożsamości rozdartej, a mimo to scalonej przez godność i pamięć.

Żegnała go również diaspora palestyńska w Polsce. Jak powiedział jej przedstawiciel podczas ostatniego pożegnania, Palestyńczycy mieszkają w różnych krajach świata, ale Palestyna mieszka w nich, a kiedy umierają poza Palestyną wierzą, że ich dusze wracają tam, do Palestyny.

Bilala żegnali też wolontariusze Międzynarodowych Małopolskich Spotkań z Folklorem, bo on sam przez wiele lat również był wolontariuszem zaangażowanym w to przedsięwzięcie i to wolontariuszem najstarszym w tym gronie.

– Przez lata z oddaniem współtworzył festiwal, wspierając zespoły z całego świata swoją otwartością, serdecznością i niezawodną pomocą(…) Zawsze życzliwy, z poczuciem humoru i głębokim szacunkiem dla ludzi i kultur. Dziękujemy Ci, Bilalu – będzie nam Ciebie bardzo brakować – napisali w mediach społecznościowych na wiadomość o jego śmierci.

Bil od pierwszej edycji tego festiwalu marzył, że kiedyś w Myślenicach zagości grupa z Palestyny i nie posiadał się z radości, kiedy w 2022 roku to marzenie się spełniło. A członkowie tej grupy nie posiadali się ze zdziwienia, kiedy dowiedzieli się, że ich festiwalowym opiekunem i przewodnikiem po Myślenicach jest ich rodak. Dla Bilala było to pierwsze po kilku dekadach takie spotkanie z jego Ojczyzną i jej kulturą. Ojczyzną, za którą tęsknił, ale której nie mógł odwiedzić nie ryzykując, że nie będzie miał możliwości powrotu do Polski. Tamte chwile, występy zespołu na scenie, taniec, muzyka wywołały potężną falę emocji.

- Wytrzymałem pięć minut, a potem łzy zaczęły same płynąć. Wróciło mnóstwo wspomnień, przeniosło mnie w tamte strony – mówił wtedy dla „Dziennika Polskiego”, i dodał, że choć płakał to przepełniała go radość. - Radość ze spotkania, bo oni przynieśli mi kawałek mojej ojczyzny tutaj.

Katarzyna Hołuj

*Podczas pożegnania Bilala, zgodnie z wolą jego rodziny, zorganizowano zbiórkę do puszek. Jak informuje Fundacja Akuratna, która ją przeprowadziła, zebrano 11 455 zł 76 gr. - Środki w 100% zostaną przeznaczone na pomoc humanitarną dla Palestyny – sprawę tak bliską sercu Pana Bilal’a – napisali przedstawiciele Fundacji.