Cała zieloność. Słowo o twórczości Haliny Dąbrowskiej

Kultura 2 kwietnia 2024 Wydanie 14/2024
Cała zieloność. Słowo o twórczości Haliny Dąbrowskiej

– Co to jest zieleń? – To taka barwa, która kojarzy się z życiem, z rozkwitaniem. – Gdzie szukać zieleni? – Najlepiej gdzieś z dala od miasta. – A czy da się zieleń zatrzymać? – O tak! Na przykład na obrazach. Tak czyniła Halina Dąbrowska – lekarka z wykształcenia, malarka z powołania.

Artystka przyszła na świat 17 stycznia 1925 w Piotrkowie Trybunalskim. Mieszkała następnie w Zakopanem oraz w Krakowie, w którym ukończyła studia medyczne z zakresu psychiatrii. To właśnie kontakty z pacjentami stały się dla Haliny Dąbrowskiej impulsem do podjęcia indywidualnych poszukiwań twórczych na niwie plastyki. Jak sama konstatowała po latach: „Jako lekarz byłam bezsilna, malując – jestem wszechwładna”. W tej nacechowanej emocjonalnie refleksji odnaleźć można cenną sugestię interpretacyjną, wskazującą na przyczyny zwrotu 38-letniej Dąbrowskiej ku sztuce oraz na silny kryzys wiary w możliwości medycyny. Artystka podkreślała wielokrotnie, że „malowanie to najcenniejszy dar, jaki otrzymała od losu”.

Choć w zakresie plastyki nie zdobyła wykształcenia akademickiego, to jednak dzięki konsekwencji w działaniu oraz pasji tworzenia w roku 1966 jej prace zostały zaprezentowane w Piwnicy pod Baranami, a równo dekadę później malarka weszła do grona Związku Polskich Artystów Plastyków. Wprowadził ją tam prof. Adam Hoffman (1918–2001) – malarz i pedagog związany z katowicką filą krakowskiej ASP. W momencie przyjęcia do ZPAP-u Halina Dąbrowska miała już uformowany warsztat twórczy oraz zdefiniowane strategie malarskiego wyrazu. Interesowały ją tematy związane z krajobrazem miejskim, portrety, autoportrety, motywy florystyczne, później także rustykalne. Swą twórczość traktowała też jako rodzaj autoterapii. Pod koniec życia zamieszkała w Łękawicy – niewielkiej miejscowości zlokalizowanej w gminie Stryszów, w pełnym krajobrazowych uroków paśmie Beskidu Makowskiego. Uprawiała olejne malarstwo sztalugowe – na płycie pilśniowej lub płótnie (nie lubiła akryli), interesowała się ponadto rzeźbą, haftem i tkactwem. Eksperymentowała z nanoszeniem malowideł na kamienie. Ceniła piękno słowa poetyckiego. Do dziś zachowały się jej wiersze oraz opowiadania. Lubiła muzykę poważną i literaturę piękną. W Łękawicy stworzyła własny świat, którego centrum był skąpany wśród zieleni dom-muzeum, pełniący też rolę domu-galerii, „promieniującej” pracami na kraj i na Europę. Artystka zmarła w Łękawicy 20 października 1996 roku. Spoczywa na Cmentarzu Wojskowym przy ul. Prandoty w Krakowie, zaś jej dorobek pozostaje w dyspozycji rodziny w Katowicach.

Twórczość Haliny Dąbrowskiej jest bogata pod względem ilościowym oraz tematycznym. Szacuje się, że po roku 1970 powstało około 2700 prac malarskich i 20 rzeźb, głównie w drewnie. Dużą część obrazów stanowią portrety zaułków ukochanego Krakowa oraz jednej z jego dzielnic – Kazimierza. Wśród obrazów należących do tego zbioru znajdziemy m.in. widok Kościoła św. Andrzeja przy ul. Grodzkiej 54, wizerunek ulicy Wincentego Pola, ujęcie zabytkowej bramy Starego Cmentarza w Podgórzu, widok Bazyliki św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa (oglądanej od strony Bulwaru Inflanckiego) oraz wiele innych. Interesowały ją też miejsca popadające w ruinę, przemijające, kruche, ułomne – słowem takie, które poruszają serce oraz wyobraźnię widza. Osobną grupę „miejskich” krajobrazów stanowią prace poświęcone kulturze żydowskiej. Na szczególną uwagę zasługuje obraz przedstawiający fasadę Synagogi Tempel w Krakowie – realistyczny w rysunku, stonowany w warstwie kolorystycznej. Zresztą miejski świat Haliny Dąbrowskiej jest w dużej mierze rzeczywistością pozbawioną słońca oraz uśmiechu, wypełnioną smutnymi, przygarbionymi postaciami (zob. np. obraz „Schody” z 1973 r.), które ni to przechadzają się, ni to dokądś zdążają, ze wzrokiem zawsze skierowanym w ziemię. A drzewa nie mają liści… Jakże ożywczo wygląda na tym tle intensywniejszy kolorystycznie obraz „Pod Skałką” z roku 1976, pozostający w posiadaniu krakowskiego Muzeum Etnograficznego. Barwy, a zwłaszcza zieleń, dadzą o sobie znać w późniejszym okresie twórczości Dąbrowskiej – tym rustykalnym, wyznaczonym pobytami, następnie zaś życiem autorki w Łękawicy (łącznie od 1978 roku). Powstają wówczas obrazy ilustrujące przyrodnicze otoczenie domu, pełne roślin i zwierząt, zwłaszcza czworonożnych przyjaciół. Artystka malowała przyrodę w jej uniwersalnych formach (słoneczniki, kaczeńce, wierzby, brzozy, kwietne łąki), portretowała także konkretne miejsca, jak okoliczne uroczysko, drewniany mostek, brzegi Skawy albo domy i obejścia sąsiadów. Do obrazów „pozowały” jej także ukochane pieski. Z tego okresu pochodzą dwie szczególnie wymowne prace. Pierwsza to autoportret artystki zanurzającej się w zieleń (spomiędzy liści widać tylko jej twarz), druga z kolei – ze wszech miar poruszająca – to pełnopostaciowy wizerunek malarki unoszącej się do nieba. Przedstawiona na obrazie kobieta trzyma w rękach dwa psy, zaś na chmurce czekają już na nią inne czworonogi, stęsknione…

Współcześnie obrazy Haliny Dąbrowskiej gościły na zbiorowych wystawach malarek nieprofesjonalnych. Dzieła artystki były obecne m.in. na prezentacji „Malarki warszawskie, malarki krakowskie”, goszczącej w Domu Esterki w Krakowie (lipiec–wrzesień 2023 r.) oraz na ekspozycji „Pierwiastek żeński”, zorganizowanej przez Muzeum Śląskie w Katowicach (czerwiec 2023–styczeń 2024 r.). Znalazły się także w zarysie encyklopedycznym autorstwa Aleksandra Jackowskiego pt. „Sztuka zwana naiwną” (Warszawa 1995, s. 47–49).

W niedzielę 17 marca w stryszowskim Dworze (jest to Oddział Zamku Królewskiego na Wawelu) odbył się wernisaż wystawy prac Haliny Dąbrowskiej pt. „Utopiona w zieleni”. Kuratorkami ekspozycji zostały panie: Edyta Filipek-Bajor, Marta Stawicka oraz Justyna Żarnowska-Żmijowska. Na ekspozycji przedstawiono obrazy głównie z „łękawickiego” okresu pracy artystki, udostępnione przez rodzinę artystki oraz przez muzea w Warszawie i Katowicach. Łącznie na wystawie można obejrzeć ponad 20 obrazów oraz zbiór pomalowanych kamieni. Warto pamiętać, że w latach życia Haliny Dąbrowskiej zaporowy zbiornik retencyjny na rzece Skawie był jeszcze w fazie projektów, a obecne Jezioro Mucharskie nie istniało. Przedstawione pejzaże mają dziś zatem nie tylko walor artystyczny, ale także poświadczający. Piotr Gierowski, we wstępie do wydanej na tę okoliczność publikacji, nazwał dzieła Dąbrowskiej „chronoglifami”, czyli malarskimi utworami, które pokazują, w jaki sposób czas odciska się na rzeczywistości.

Wystawie obrazów towarzyszy ekspozycja fotografii autorstwa Edyty Filipek-Bajor. Artystka przygotowała znakomitą pod względem formalnym i tematycznym serię cyfrowych ujęć, inspirowanych twórczością Haliny Dąbrowskiej. Zadanie to wiązało się z dużym wysiłkiem artystycznym oraz poszukiwawczym. Wiele z portretowanych przez Dąbrowską miejsc już nie istnieje, inne zmieniły swój wygląd. Fotograf musiała zatem zmierzyć się z przestrzenią w ujęciu topograficznym oraz skutkami upływu czasu. To dobrze, że urokliwe widoki okolic Stryszowa są (i będą zapewne nadal) utrwalane pędzlem oraz obiektywem. Wystawę można oglądać do 2 czerwca.

Marcin Kania