Co jest wartością w społeczeństwie informacyjnym

Co jest wartością w społeczeństwie informacyjnym
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Byłem jednym z pionierów wdrażających w Polsce Internet. W latach 1991 – 1998 byłem przez dwie kadencje na podstawie ogólnopolskich wyborów członkiem Komitetu Badań Naukowych. Dziś nikt nie pamięta, czym był KBN, ale zaraz po zmianie ustrojowej w 1990 roku czyli na początku III Rzeczpospolitej był to centralny organ administracji państwowej który potem przekształcił się w Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jednym z zadań KBN było stworzenie warunków do rozwoju sieci komputerowych w Polsce. Z inicjatywy KBN w 1992 roku powstał NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa), którego zadaniem była koordynacja i stymulowanie akademickich sieci komputerowych, a w tamtym okresie właśnie sieci łączące ośrodki akademickie tworzyły pierwszy szkielet przyszłego Internetu.

W 2002 roku napisałem książkę „Społeczność Internetu”, która miała w Polsce 3 wydania i została przetłumaczona i wydana także w Niemczech, Rosji, Ukrainie i Słowacji. Jest ona dostępna w całości w Internecie (łatwo „wygooglać”), wiec jako ciekawostkę warto obejrzeć, co pisałem o Społeczności Internetu ćwierć wieku temu. Stworzyłem także (jako rektor AGH) Wydział Nauk Społecznych Stosowanych, w którym jednym z głównych tematów badawczych i nauczanych były społeczne konsekwencje rozwoju społeczności sieciowych. Zdobyłem dla nich pieniądze na rozwój badań, które były oparte na obserwacji zachowań naszych studentów zamieszkujących duże „Miasteczko Studenckie AGH”, a w owym Miasteczku sfinansowałem instalację w każdym pokoju studenckim komputera z dostępem do Internetu. Mieliśmy więc ogromne „laboratorium” i publikowaliśmy pierwsze polskie prace na ten temat.

Piszę o tym wszystkim, bo chcę wykazać, że wiem – i to z pierwszej ręki! – jakie nadzieje i jakie oczekiwania wiązały się tworzeniem zrębów społeczeństwa informacyjnego. Pamiętam, że głównie chodziło o szeroki i łatwy dostęp do zasobów wiedzy gromadzonych przez wieki przez ludzkość. Każdy system internetowy i każda aplikacja była oceniana głównie pod kątem tego, ile wiedzy udostępnia, na ile ta wiedza jest kompletna i sprawdzona oraz na ile łatwo jest do niej dotrzeć.

Minęło ponad 20 lat. Dostęp do Internetu mają obecnie wszyscy i mogą z niego korzystać kiedy chcą i gdziekolwiek są na skutek rozpowszechnienia smartfonów, tabletów i laptopów. Czy rzeczywiście poszczególne źródła sieciowych informacji (łącznie z indywidualnymi użytkownikami, którzy informacje mogą nie tylko odbierać, ale także wysyłać) są wartościowane z uwzględnieniem tego, jak wiele rzetelnej mądrości udostępniają?

Nic podobnego! Obiektywna wartość informacji dla części użytkowników jest nadal ważna, natomiast dla większości liczy się atrakcyjność informacji na ogół mająca niewiele wspólnego z jej ważnością. Oczywiście w Internecie jest dużo rzeczy wartościowych: mnóstwo mniej czy bardziej zaawansowanej wiedzy naukowej, liczne kursy pozwalające uzupełniać wykształcenie, jest biznes poczynając od bankowości internetowej do możliwości kupowania różnych rzeczy bez wychodzenia z domu... To wszystko jest i jest obiektywnie cenne. Kogo jednak serwisy społecznościowe cenią najbardziej i od czego uzależniają te oceny?

Otóż najcenniejszy jest użytkownik, który przyciąga uwagę wielu internautów. Nieważne, jakimi treściami i w jaki sposób przyciąga. Byle był duży ruch na koncie, dużo „lajków”, długi (sumarycznie) czas przebywania odwiedzających w kontakcie z osobnikiem mającym konto na Facebooku, Instagramie, TikToku, WhatsApp, YouTube, X (dawniej Twitter). Ten, kto potrafi przyciągnąć tłumy – jest ceniony i nagradzany. Natomiast wartość tego, czym owe tłumy przyciąga nie ma znaczenia. Ważna jest frekwencja.

Czy naprawdę tego chcieliśmy budując zręby Społeczeństwa In