Czemu musimy się obawiać Rosji?

Czemu musimy się obawiać Rosji?
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Nie wiem, jak Państwo, ale ja z dużą obawą odnoszę się do wszystkich doniesień na temat rozwoju sytuacji na Ukrainie oraz różnych incydentów – między innymi tych z torami – związanych z przypuszczalną „wojna hybrydową” z Rosją.

Rosja to ogromny kraj. W dodatku taki, w którym obywatele są skłonni popierać różne akcje militarne prowadzone przez państwo, widząc w nich odbudowę mocarstwowej pozycji Związku Radzieckiego. Dlatego z niepokojem patrzę na wschód.

A przecież mogło być inaczej!

Przypomnijmy fakty: 4 lipca 1610 roku husaria Stanisława Żółkiewskiego pod Kłuszynem rozgromiła wielokrotnie liczniejsze wojska rosyjskie cara Wasyla IV Szujskiego. Polacy zajęli Moskwę, a do króla Zygmunta III Wazy wyruszyło poselstwo bojarów rosyjskich z propozycją objęcia tronu carów przez syna Zygmunta III, królewicza Władysława. Królewicza bardzo udanego pod każdym względem, czemu się nie należy dziwić, bo urodził się on w Łobzowie. Chłopak z Łobzowa nie mógł być nieudacznikiem - i nie był. To jeden z najlepszych naszych królów, panujący w okresie największego rozkwitu Rzeczypospolitej.

O zaletach królewicza Władysława najbardziej przekonany był przewodniczący delegacji posłów moskiewskich patriarcha Filaret. Był on bardzo wpływowym politykiem i ojcem przyszłego cara Rosji, Michała Romanowa, założyciela dynastii, która rządziła Rosją aż do rewolucji i powstania Związku Radzieckiego.

17 sierpnia 1610 roku Filaret złożył królowi Zygmuntowi III propozycję Unii Polski z Rosją oraz carskiego tronu dla jego syna.

Zauważmy: sami Rosjanie wyszli z taką propozycją!

W odpowiedzi król zażądał od Filareta (który był prawosławnym patriarchą Moskwy i całej Rusi), żeby obrządek koronacji cara był katolicki. Filaret odmówił, więc Zygmunt III Waza kazał aresztować wszystkich rosyjskich posłów, a samego Filareta wsadził do ciężkiego więzienia na zamku w Malborku. Sprawa koronacji Władysława na cara Rosji padła.

Wiadomość o aresztowaniu posłów dotarła oczywiście do Moskwy i popsuła stosunki między formalnie rządzącymi krajem bojarami i faktycznie zajmującymi Kreml Polakami. Od tej pory los dzierżącej Kreml garstki polskich żołnierzy, otoczonych przez tysiące coraz bardziej niechętnych im Rosjan, był właściwie przesądzony. Powstanie wzniecone przez Dymitra Pożarskiego i Kuźmę Minina (ich rzeźby stoją na Placu Czerwonym w Moskwie) doprowadziło do wygnania Polaków z Kremla.

Filaret wyszedł z polskiego więzienia dopiero w 1619 roku i wrócił do Rosji - oczywiście już nie jako zwolennik unii z Polską, tylko zagorzały wróg wszystkich Polaków.

Jakie są z tego wnioski?

Wydaje się, że takie, iż w polityce nieodzowna jest elastyczność, której nam, Polakom, często brakuje. Można poważać króla Zygmunta za to, że przywiązanie do wiary i Kościoła były dla niego tak drogie, że wyrzekł się dla nich doraźnych i wcale niemałych korzyści politycznych. Ale nie było to dobre dla kraju.

Nasuwa się tu pewna analogia. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy pryncypialnie religijny Zygmunt III zmarnował możliwość polskiej dominacji nad Rosją - we Francji władał Henryk IV Burbon. Był on zwolennikiem hugenotów, ale po wstąpieniu na tron musiał zmienić wyznanie i przejść na katolicyzm. I zrobił to bez wahania w 1593 roku, wypowiadając podobno słynne zdanie: „Paryż wart jest mszy”.

Dla polskiego króla Moskwa nie była warta mszy.

Być może dlatego Henryk IV został założycielem dynastii Burbonów, która władała Francją do 1830 roku, a Zygmunt III zapoczątkował upadek Polski, w wyniku którego w 1830 roku w Warszawie rządzili Rosjanie a potomkowie husarzy spod Kłuszyna ginęli w Powstaniu Listopadowym...