Czy śmierć musi zbierać u nas takie żniwo?

Czy śmierć musi zbierać u nas takie żniwo?
Ryszard Tadeusiewicz Fot. Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Żyjemy w trudnym okresie polskiej – zawsze niełatwej – historii. Przewalił się nam przez kraj COVID, płonie wojna za naszą granicą, portfele pustoszy nam inflacja, zapowiadają się trudności z zaopatrzeniem w żywność... Wszystko to martwi.

Najbardziej jednak martwi wzrost śmiertelności Polek i Polaków.

W zeszłym roku GUS odnotował w Polsce 519 tysięcy śmierci. Ponad pół miliona! To największa liczba od zakończenia II wojny światowej. We wcześniejszych latach poziom śmiertelności utrzymywał się na poziomie 366 tysięcy rocznie. W ubiegłym roku taki skok!

Czy winowajcą był COVID?

Nie całkiem. Ta straszna choroba odpowiada za zaledwie 9 procent śmierci w ubiegłym roku. Natomiast umieramy na choroby serca i nowotwory. To jest 65 procent zgonów! Co więcej – śmierć zabiera u nas znacznie więcej mężczyzn niż kobiet. W wieku poborowym (25-29 lat) umiera u nas 3,5 raza więcej mężczyzn, niż kobiet. Konkretne na 100 tys. mieszkańców umiera 117 mężczyzn i 34 kobiety.

Zaskakujące jest, że w Ukrainie, gdzie od 8 lat toczy się wojna, umiera tylko 2,5 raza więcej mężczyzn niż kobiet. Statystyka z tego roku jest jeszcze nieznana, pewnie będzie tragiczna, ale zanim zaczął się ostry konflikt zbrojny - Ukrainiec miał statystycznie większą szansę przeżycia od Polaka!

Powodów tego stanu rzeczy jest wiele. Ogólny stan opieki zdrowotnej w Polsce do najlepszych nie należy, ale niech mi nikt nie wmawia, że na Ukrainie było lepiej. Bywałem często na Ukrainie, dwa tamtejsze uniwersytety nadały mi tytuł Honorowego Profesora (odpowiednik godności Doktora Honoris Causa w Polsce), a będąc tam musiałem kiedyś skorzystać z pomocy ich służby zdrowia. Absolutnie nie jest ona lepsza niż w Polsce!

Natomiast u nas zeszły rok naznaczony był kolejnymi falami pandemii, która wywoływała reakcję polegającą na nadawaniu absolutnego priorytetu leczeniu chorych na COVID. Priorytet ten oznaczał jednak, że leczenie innych chorób, właśnie wspomnianych chorób serca i nowotworów, było ograniczane. Trudno było o wizytę u specjalisty, odkładano ratujące życie zabiegi operacyjne, wielu ludzi objęła kwarantanna, więc nie mogli się normalnie leczyć. Co grosza, bardzo zubożona była diagnostyka, będąca kluczem do wczesnego wykrycia choroby i skutecznego leczenia.

Chcę być dobrze zrozumiany:

Nikogo o nic nie oskarżam, chociaż moda się obecnie zrobiła taka, że rzucane są liczne oskarżenia – słuszne, czy niesłuszne, byle nośne politycznie. Ja od polityki stronię, a psychozie związanej z COVID sam uległem. Wierzę, że wszyscy podejmujący określone decyzje działali w dobrej wierze. Przypomnę moje felietony, w których informowałem o tym, że się zaszczepiłem i jakie były tego skutki. I nadal sądzę, że postąpiłem słusznie. Ale ja poddawałem się szczepieniu w dawnej hali wystawowej centrum targowego EXPO i nikomu miejsca w szpitalu nie blokowałem.

Starożytni mawiali: Historia magistra vitae - historia jest nauczycielką życia. Wyciągnijmy wnioski ze zdrowotnych konsekwencji 2021 roku, po to, by w przyszłym roku o tej porze przeczytać o wiele korzystniejsze statystyki roku 2022!

Bo inaczej nawet powiedzenie, że „Polak mądry po szkodzie” będzie nieaktualne...