Długa droga do niepodległości inż. Stanisława Szarka ułana brygady generała Maczka (cz. 2)

Historia 27 kwietnia 2021 Wydanie 16/2021
Długa droga do niepodległości inż. Stanisława Szarka ułana brygady generała Maczka (cz. 2)

Praca zawodowa w okresie przedwojennym

Po otrzymaniu dyplomu maturalnego w Suchodole, S. Szarek podjął pracę jako zarządca gospodarstwa rolnego w Pohatyczach w pow. Gródek Jagielloński. Następnie pracuje krótko jako zootechnik kontroli użytkowości mlecznej krów (kumk) na terenie woj. Stanisławów, bo był powołany do odbycia zasadniczej służby woskowej w okresie lat 1929-1930. Po wojsku rozpoczyna pracę jako zootechnik kontroli użytkowości mlecznej krów w Lwowskiej Izbie Rolniczej, ale zostaje przeniesiony służbowo do Małopolskiej Izby Rolniczej w celu organizowania hodowli polskiego bydła czerwonego na terenie Małopolski Zachodniej. Dlatego na drugim etacie zatrudniony był w Związku Hodowców Polskiego Bydła Czerwonego (pc). Ponadto opiekował się oborą zarodową bydła pc w Wolicy Raciechowickiej należącej do mgr Jana Bujwida, uznanego seniorem hodowców bydła pc. Mieszka kilka lat na Wolicy Raciechowickiej. Wspólnie z J. Bujwidem rozwija hodowlę zarodową bydła pc. w oborach włościańskich na wschodnich terenach pow. myślenickiego, bo dotąd była ona prowadzona tylko w oborach dworskich. Głównie prace te dotyczą wsi m.in.: Raciechowic, Dąbia, Gruszowa, Krzesławic, Zegartowic, Góry Jana i wielu okolicznych. W 1934r. krowa Łaba z Wolicy R. hodowli J. Bujwida zdobywa na Krajowej Wystawie Polskiego Bydła Czerwonego we Lwowie championat. S. Szarek był wyróżniony Medalem z podobizną buhaja Jurasa III za wybitne osiągnięcia hodowlane. Wystawę tę zorganizował inspektor mgr Tadeusz Twardzicki z okazji 50-ciolecia hodowli bydła pc. Działalność tę przerwała II Wojna Światowa.

Przebieg służby wojskowej

Zasadniczą służbę wojskową odbył w 22 drugim pułku łączności, czwartego batalionu telegraficznego, kompanii konnej w Jarosławiu (1928-1930). Pełnił funkcję podoficera weterynaryjnego w stopniu starszego szeregowego. W czasie dwuletniej służby wojskowej ułan Szarek opanował w sposób mistrzowski nie tylko jazdę konną, ale też sztukę woltyżerki. Jako odpowiadający za sprawność i zdrowie koni pułku 6 został awansowany na chorążego. W październiku 1930 r. został zdemobilizowany i przeniesiony do rezerwy. Następnie był 3-krotnie powoływany na ćwiczenia do 5-tego batalionu telegraficznego 22 pułku ułanów przy ul. Rajskiej w Krakowie. Jak wybuchła II Wojna Światowa, inż. S. Szarek został zmobilizowany w sierpniu 1939 r. Kampanię wrześniową odbył w 22 pułku łączności w kompanii konnej. Pułk ten wchodził w skład samodzielnej brygady kawalerii generała Maczka, w której ułanów przesadzono z koni do lekkich czołgów. Jednak 22 pułk łączności ułanów pozostał na koniach. Brygada generała Maczka była jedną z nielicznych polskich jednostek pancernych biorących udział w wojnie. Brygada licząca ok. 11 000 żołnierzy przeszła szlak bojowy od Nowego Targu do granicy z Węgrami. Broniąc się nie uległa rozbiciu przez przeważające wojska niemieckie. Brygada generała Maczka przekroczyła granicę Węgier, gdzie początkowo nawet Węgrzy jej nie rozbroili. Dopiero jak Horthy uległ Hitlerowi, to Polaków rozbrojono i zamknięto w dwu obozach dla jeńców internowanych: w Esztergom i w Gambie. Początkowo ułan Szarek przeżył szok po doznanej klęsce. Następnie oczekiwał na rychły koniec wojny. W obozie panował głód. Komitet Obywatelski jeńców wydawał w języku polskim tygodnik „Materiały Obozowe” redagowane przez poetę Tadeusza Fangrata i S. Szarka. Tygodnik był drukowany na powielaczu spirytusowym. Pismo było żywo redagowane i omawiało problemy życia obozowego jeńców. Podstawowym problemem gnębiącym jeńców był głód. W obozie wśród jeńców były dwa stronnictwa: „szlacheckie”, stojące na stanowisku nie podejmowania pracy, aby nie splamić honoru polskiego oficera, i „plebejskie” uważające, że nie honor jest ważny, a przeżycie, by wrócić do przyszłej wolnej Polski, bo tam będą potrzebni. S. Szarek, który w Polsce pozostawił młodą żonę z synkiem paroletnim Jasiem, za wszelką cenę pragnął przeżyć obóz. Jedynym ratunkiem wg. niego była ucieczka z obozu, aby nie umrzeć z głodu. Ucieczka zakończyła się sukcesem. Poza obozem podejmował każdą pracę oferowaną przez życzliwych Madziarów, byle zarobić na życie. Był m.in murarzem, zdunem, fryzjerem, fotografem, malarzem, aby w końcu trafić do dużego gospodarstwa ziemiańskiego w Budzie, które prowadziło sady jabłoniowe i winnice. Zatrudniono go jako ogrodnika. Znalazł się w swoim żywiole. Życzliwi Madziarzy ilekroć gestapo polowało na zbiegłych Polaków z obozu, zawsze szczęśliwie ukrywali zbiega. Każdy schwytany przez gestapo zbieg był kierowany do obozu koncentracyjnego i każdy jeniec, który zgłosił chęć powrotu do ojczyzny tak samo. Węgrzy podarowali mu psa owczarka, który ostrzegał go o zbliżających się gestapowcach. Szarek zawsze dawał świadectwo, że Węgrom zawdzięcza życie i szczęśliwy powrót do domu. Jeńcy nie mogli się doczekać końca wojny. Toteż nie czekając na jej koniec wyruszyli w drogę do domu. S. Szarek razem z poetą T. Fangratem i ułanem Jóźko z Poznania 3 m-ce wędrowali pieszo z Budapesztu do Polski za przesuwającym się frontem. Po drodze byli zatrzymywani, a nawet aresztowani czterdzieści kilka razy przez NKWD jako podejrzani o szpiegostwo. Nie jeden raz byli na linii frontu, a czasem zamiast posuwać się do przodu, musieli wracać z uwagi na sytuację na froncie. W czasie pokonywania terenów Ukrainy tylko cudem uniknęli śmierci z rąk bandytów z UPA. Ukraińcy upijali polskich żołnierzy, a później w nocy ich mordowali. Szarek znający Ukraińców, bo przed wojną pracował na kresach(woj. Stanisławów i Lwów), udawał, że pije wódkę i dzięki temu uniknął śmierci - jego współtowarzysze wędrówki także. Do Polski dotarli w grudniu 1944r. Niestety tylko do Odrzykonia k. Krosna, rodzinnej wsi mojego ojca, bo ofensywę Rosjan, Niemcy zatrzymali na przełęczy dukielskiej znakomicie ufortyfikowanej. Musieli czekać, kiedy front ruszy na Zachód. Do Komornik dotarli na początku marca, kiedy śnieg już stopniał, a oblodzenie wokół studni jeszcze pozostało w Komornikach. Pod wieczór, jak słońce zachodziło, rąbiący ten lód Jasiu, zobaczył trzech mężczyzn zbliżających się do jego domu. Chłopak mający kilka lat nie poznał swojego ojca, bo w sierpniu 1939r. pożegnał go jako trzyletnie dziecko. Dlatego podniósł alarm, aby babcia z mamą zamykały dom, bo jacyś żebracy się zbliżają do domu. Takie to było powitanie ojca wracającego z wojny.

cdn

Jan Szarek