Dowcipy nie tylko się starzeją - stają się także niezrozumiałe

Dowcipy nie tylko się starzeją - stają się także niezrozumiałe
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Pisuję tu zwykle na różne poważne tematy, ale fakt, że wreszcie doczekaliśmy się wiosny, sprawił, że na odmianę postanowiłem trochę pożartować. Tylko że żarty, które ja pamiętam, mogą dziś być niezrozumiałe. A jednak zdecydowałem się dwa z nich przywołać (z koniecznymi wyjaśnieniami), żeby pokazać na konkretnym przykładzie, jak zmieniony kontekst cywilizacyjny i społeczny czynił niezrozumiałymi te żarty, które bawiły jeszcze naszych dziadków czy pradziadków.

Zacznę od żartu, który był aktualny w okresie II Rzeczpospolitej. Jego treść jest następująca:

Przychodzi pani do sklepu z małym pieskiem na ręku i mówi do sprzedawcy:

- Poproszę żarówkę!

- Osramówkę? pyta sprzedawca.

- Jak osra to moją, co panu do tego! oburza się klientka

I to już koniec dowcipu. Naszych pradziadków bawił do łez, ale ośmielam się przypuszczać, że nikt z Państwa nie wychwycił istoty żartu.

Zacznę więc od wyjaśnienia, że w latach 30. XX wielu źródłem elektrycznego światła były żarówki, dzisiaj już praktycznie nie używane, bo zastąpione przez bardziej energooszczędne ledy. W żarówkach tych źródłem światła było żarzące się pod wpływem przepływu prądu włókno zamknięte w szklanej próżniowej bańce. Żeby to włókno nie uległo przepaleniu wykonywano je z odpornego metalu: platyny, wolframu a po wynalezieniu w 1906 roku techniki tworzenia stopu wolframu z osmem (rzadkim pierwiastkiem wykrytym w 1803 roku przez Anglików Tennanta i Wollasona) - z tego właśnie stopu.

Stop wolframu z osmem zarejestrowano w 1906 roku pod nazwą „osram” (osm i wolfram) w Urzędzie Patentowym w Berlinie. Po polsku nazwa tego stopu brzydko się kojarzy, ale nikt się tym nie przejmował, bo okazał się on idealny właśnie na nieprzepalające się włókna żarówek. Żarówki marki osram są zresztą produkowane do dziś, bo w niektórych samochodach nie wyposażonych w światła ledowe są one niezastąpione!

Zatem sprzedawca proponował nerwowej Pani najlepszą możliwą żarówkę.

Ale dlaczego ją zdenerwował?

Bo piesek na jej rękach siedział na mufce. Dziś już mało kto wie, czym była mufka, ale przez wiele lat panie zamiast używać rękawiczek stosowały mufki dla ochrony przez zimnem dłoni. Mufki to były poziome tuneliki z ocieplanego materiału lub futra, wieszane na tasiemce w taki sposób, że można było wkładać do nich ręce z obu stron - i było ciepło. No i piesek siedział na tej mufce - a dalej wiadomo.

Ufff! Ale musiałem się natrudzić, żeby wyjaśnić ten jeden dowcip!

Może szybciej mi pójdzie z dowcipem z czasów PRLu:

W 1975 roku idzie dziadek z wnuczkiem i mija ich patrol milicji. Dziadek mówi:

- Patrz, w moich czasach to były blondynki!

Dzisiejszy czytelnik tego nie zrozumie, ale we wczesnych czasach PRL (gdy dziadek był młody) masowo produkowano dowcipy o nielubianych milicjantach. Na przykład mówiono, że „cjant” to jednostka inteligencji typowego człowieka, stąd „mili-cjant”.

Natomiast skąd blondynki?

Bo w latach 70-tych popularne były dowcipy o blondynkach.

Absolutnie nieakceptowalne z dzisiejszego punktu widzenia, wręcz skandaliczne, bo te złotowłose kobiety opisywano w żartach jako wyjątkowe idiotki. W szczególności budowano paskudne historyjki o blondynce przychodzącej do lekarza. Skandaliczne! Ale latach 70. takie dowcipy były bardzo popularne i dziś można się tylko za nie wstydzić, ale z historii wykreślić ich się nie da.

No więc w 1975 roku wskazanie wnuczkowi, że kiedyś z milicjantów wyśmiewano się tak, jak później z blondynek - miało sens.

Ale wątpię, czy zdołałem Państwa tym rozbawić...