Drift, ryk silników i zapach benzyny – Monster Truck Show

Drift, ryk silników i zapach benzyny – Monster Truck Show

Prawdziwe motoryzacyjne emocje zawitały na Zarabie. Zapach spalonej gumy pomieszany z benzyną, a do tego kaskaderzy wykonujący niezwykle ryzykowne akrobacje, to coś, co rozpala wyobraźnie fanów czterech kółek. Tego wszystkiego doświadczyli ci, którzy zdecydowali się obejrzeć Monster Truck Show.

Już od pierwszych chwil pokazu najbardziej w oczy rzucała się bliskość samochodów, wykonujących coraz bardziej karkołomne akrobacje. Co rusz publiczność mogła poczuć na swojej skórze piasek i kamyki wyrzucane spod kół ślizgających się po powierzchni parkingu przy ulicy Jodłowej pojazdów. A to wszystko w otoczeniu licznych lawet z monster truckami, które pełniły rolę trybun.

Początek pokazu to przede wszystkim drift. Kaskaderzy w specjalnych samochodach z odpowiednim ogumieniem wprawiali raz po raz w kontrolowany poślizg swoje pojazdy. Była jazda między pachołkami, było wykonywanie ewolucji tyłem, a nawet dwie szczęśliwe dziewczyny mogły usiąść na tylnych siedzeniach auta Rajmunda (jednego z kierowców tworzących to widowisko) i poczuć na własnej skórze, jak wygląda brawurowa jazda z perspektywy pasażera.

Z każdą kolejną minutą ryk silników stawał się coraz głośniejszy, a akrobacje coraz bardziej widowiskowe. Nie uszło to uwadze publiczności, która po każdym udanym przejeździe doceniała kaskaderów brawami. Niezwykle efektowne okazały się ewolucje na dwóch bocznych kołach, które zawierały między innymi slalom między żywymi pachołkami. Nie dało się nie mieć skojarzeń z najlepszymi filmami akcji.

Jednak te najbardziej mrożące krew w żyłach sceny były jeszcze przed widownią, ponieważ do akcji wkroczył ogień, a dokładnie paląca się benzyna. Już na długo przed Monster Truch Show zapowiadany był przejazd przez płonącą ścianę. Co więcej, na masce samochodu, który musiał pokonać ognisty mur, znajdował się jeden z kaskaderów. Swoje pięć minut miała także płonąca obręcz, przez którą amator mocnych wrażeń musiał przeskoczyć, a następnie znów wylądować na dachu auta, który przejechał pod nią.

Oprócz tego miały miejsce pokazy na quadzie oraz prezentacja autorobota, który był w stanie w mgnieniu oka zmienić się z samochodu w kreaturę niczym z filmów z serii Transformers. Na sam koniec na arenę wjechały monster trucki.

Tutaj pojawia się jedyny zarzut, jaki mogli mieć widzowie do organizacji tego wydarzenia, czyli to, że w Monster Truch Show zabrakło nieco... monster trucków. Te, które postanowiono zaprezentować, pojawiły się pod sam koniec pokazu, a pozostałe były jedynie niezwykle imponującą scenografią. Na pocieszenie każde dziecko, które miało ochotę, mogło udać się na przejażdżkę jedną z “potwornych ciężarówek”.