Dziejopis. Kliszczacki trójkąt

Kultura 20 września 2022 Wydanie 35/2022
Dziejopis. Kliszczacki trójkąt

W piątek 16 września, w Muzeum Niepodległości, została zaprezentowana książka Bartłomieja Barta Dyrcza „Dziejopis. Kliszczacki trójkąt”.

Otaczająca nas rzeczywistość to splot nitek rozmaitych historii, które to będąc ułomkami, fragmentami i opiłkami, w przestrzeni jednej pamięci mogą scalić się i umożliwić kontakt z przeszłością, a tym samym dookreślić teraźniejszość. Tylko tak widziana historia ma szansę być ocaloną od zapomnienia, bo tylko tak (w holistycznym oglądzie) rejestruje ona szeroki kontekst kulturowo-społeczny i nie pomija żadnego głosu. Dokładnie tak pojmuje wgląd w czasy minione Bartłomiej Dyrcz — autor książki „Dziejopis”. Tytuł publikacji nawiązuje do dzieła Andrzeja Komienieckiego „Chronografia albo Dziejopis Żywiecki”. Autor przywołuje zatem, odbiegającą od klasycznej formy utrwalania losów wybranej społeczności — konwencję. Dziejopisarstwo Dyrcza ma postać nieco przewrotnego pisania o dziejach ludności kliszczackiej zamkniętej w umowne topograficzne ramy trójkąta —Myślenice, Sucha Beskidzka, Rabka-Zdrój (koncepcja autorstwa Urszuli Janickiej-Krzywdy). Autor „Dziejopisu” nie skupia swej uwagi tylko na najważniejszych wydarzeniach, czy postaciach z dziejów Kliszczaków w wybranym historycznie czasie. Tworzy coś w rodzaju witrażu (analogicznie do witraża herbowego Tarnawa w dworze Targowskich w Tokarni umieszczonego na okładce książki) — z wielu małych elementów kolorowych szkieł (mikronarracji) układa całość, czyli rodzaj okna, przez które można zobaczyć przeszłość. Ten wyjątkowy obraz spaja w sobie wątki lekturowe autora, rozpoznane w toku badań historycznych (autor powołuje się na rękopisy, kroniki parafii, urzędowe sprawozdania, przywołuje śpiewane rymowanki, czy teksty prasowe), postacie, zdarzenia, miejsca i przedmioty. Koncepcja historii Dyrcza oparta jest na antynomii — z jednej strony pokawałkowane fabuły lokalne, a z drugiej wydarzające się w szerokim i spójnym obrazie historycznej przeszłości; postacie zapisane w przeszłości wielkimi literami obok niemal anonimowych lokalnych jednostek.

Zamknięte prozatorskie obrazy tworzące rozdziały, przenikają poza swe kompozycyjne ramy. Wątek Jana Szczęsnego Płatkowskiego, któremu poświęcona jest odrębna cząstka książki, pojawia się w refleksjach o żydowskich okolicznych karczmach — autor przytacza fragment jego scenicznej humoreski. Dwór Targowskich funkcjonuje w narracji jak swoiste miejsce pamięci, a nawiązania do niego pobrzmiewają chociażby w wątkach poświęconych organizowanym niegdyś polowaniom. Te czasem niepozorne ślady historii stają się przyczynkiem do zaskakujących poszukiwań autora zapomnianych wątków. Dyrcz odsłania niemal zapomniany świat bohaterów przeszłości – żydowskiego sklepikarza z Krzczonowa, więziennego klucznika Józefa Jędrochy, łowcy Żydów Emila Wilczka z Jordanowa, legendarnego zbójnika Baczyńskiego; zaraz obok wątków dotyczących pobytu generała Władysława Sikorskiego w folwarku w Łętowni, czy związku architekta Franciszka Mączyńskiego z kliszczacką ziemią. Wszyscy w równym stopniu są dla Dyrcza elementem składowym szeroko pojmowanych dziejów i dopełniają rzeczywistość powstałą z nagromadzonych szczegółów. W tej osobliwej archiwistyce konkret nieustannie jest autonomizowany, a doświadczenie historyczne bliskie staje się doświadczeniu estetycznemu, daje możliwość bezpośredniego kontaktu z czasem minionym i przybiera postać nagłego objawienia. Stąd w narracji odnajdziemy fragmenty stylizowane na monologi bohaterów, powstałe na skutek lektury zapisu zeznań, do których dotarł autor lub akapity stanowiące rejestr bohaterów wraz z adnotacjami o czasie i miejscach akcji, jak w tekstach dramatycznych; bądź zaznajamiamy się z odautorskimi dygresjami, ujawniającymi tajniki twórczego warsztatu. Momentami gawędowy styl umożliwia asocjację wątków, stąd chociażby ujawnienie przed czytelnikiem drogi do tworzenia obrazów — pocztu portretów (po mieczu) Targowskich. Fragmenty, w których autor lokuje swe refleksje w szerokim kręgu kulturowym (odwołuje się do filmów „Rashomon”, czy „Austeria” lub cytuje fragmenty „Ulany” Józefa Ignacego Kraszewskiego”, czy Jana Kochanowskiego) stanowią asumpt do spojrzenia na historię lokalną w kategoriach współczesnych i ponadczasowych. Sama forma gatunkowa „Dziejopisu” także nie jest jednoznaczna. Dyrcz pisze w przewadze eseje — średniej długości fragmenty z wyraźnie wyartykułowaną odautorską koncepcją interpretowania opisywanego problemu. Ich silne zakotwiczenie w historii koresponduje z innymi dziedzinami sztuki i nauki. Na szczególną uwagę zasługują przyczynki do esejów niemal literackich, gdy bierze na warsztat twórczość Jana Szczęsnego Płatkowskiego, czy naznaczoną naturalizmem prozę traktującą o wsi Jalu Kurka lub poezję Antoniego Olchy. Bolesław Wieniawa-Długoszowski — legendarny szwoleżer II RP, czy proboszcz Józef Sewiłła stają się bohaterami niemal kryminalno-psychologicznych opowieści. Historia przepuszczona przez filtr narratora, jego samego mimowolnie sytuuje w obrębie szerokiej wspólnoty kulturowej. Te mikrologiczne czasami studia (akapity poświęcone chociażby psu myśliwskiemu Mieczysława Targowskiego — Adiemu; tajemniczemu grzybowi pleśniowemu — kropidlakowi żółtemu — odkrytemu w kości kolanowej Kazimierza Jagiellończyka; czy tajnikom pszczelarstwa i innym ginącym profesjom) wpisują się w szeroko zakrojony projekt rewitalizowania przeszłości, szukania źródeł tożsamości i odpowiedzi na elementarne pytania. Dyrcz misternie skleja kolejne szkiełka swej opowieści. Powstaje witraż — okno, które pokazuje nieco zmieniony obraz świata widzianego. Dzieje się tak, bo narracja nie ma być tylko efektem zaistnienia zdarzeń z przeszłości, a powstawać razem z narodzinami tego, co stwarza pamięć i wyobraźnia piszącego. Ta osobliwa podróż w zawirowania dziejowe przebiega w nieustannym zachwycie lokalnym kolorytem i ze zdziwieniem, że to, co dziś tak bliskie — kryje w sobie wciąż tak wiele rejestrów godnych rozpoznania.

Karolina Papiorkowska-Dymet