Dzisiaj opowiem o literacie
W tej serii felietonów wielokrotnie pisałem o różnych wybitnych ludziach – głównie naukowcach, odkrywcach i wynalazcach, bo moim zawodem są badania naukowe i osiągnięcia techniczne. Dzisiaj jednak chciałbym przybliżyć Państwu sylwetkę literata, bo zrobił on na mnie ogromne wrażenie i chciałbym namówić Państwa na zapoznanie się z niektórymi jego książkami.
Był Peruwiańczykiem. Jego pełne nazwisko brzmiało Jorge Mario Pedro Vargas Llosa Marqués de Vargas Llosa, ale światową sławę uzyskał, jako Mario Vargas Llosa. Urodził się w 1936 roku i od dziecka zdradzał zainteresowanie pisaniem opowiadań i wierszy, co bardzo nie podobało się jego ojcu, bo pisarstwo było jego zdaniem zajęciem „babskim”, natomiast syna chciał wychować na typowego południowoamerykańskiego macho. W związku z tym wysłał go do szkoły kadetów Colegio Militar Leoncio Prado w Limie.
Pobyt w tej wojskowej szkole był dla Mario Vargas Llosy jednym pasmem koszmarów, więc po opuszczeniu szkoły napisał pierwszą powieść „Miasto i psy” – przy czym psy to byli właśnie kadeci z owej szkoły. Książka ta przyniosła mu sławę.
Nie chcę tu szczegółowo opisywać życiorysu pisarza, ale wspomnę, co spowodowało, że wśród setek autorów książek, które przeczytałem, właśnie Mario Vargas Llosa został przeze mnie zapamiętany i wyróżniony. Otóż wpadła mi w ręce książka „Pantaleon i wizytantki”. Fabuła ciekawa (Pantaleon to kapitan intendentury wojskowej, który ma wprowadzić oddział zmilitaryzowanych prostytutek dla żołnierzy stacjonujących w Amazonii, którzy z powodu braku kobiet dopuszczali się gwałtów na mieszkankach regionu). Sama historia dość niezwykła i zabawna, ale byłaby to po prostu jeszcze jedna książka, którą przeczytałem – gdyby nie fakt, że Mario Vargas Llosa wprowadził w niej niezwykłą nowość językową. Otóż wszystkie zdania w książce mają wiele orzeczeń. Zdania z wieloma podmiotami stosują wszyscy autorzy, natomiast wiele orzeczeń, oznaczających równocześnie wykonywanie przez podmiot licznych czynności – to było niezwykłe. Próbowałem sam tak pisać, ale nie udało mi się – a Mario Vargas Llosa zbudował na tym pomyśle całą książkę!
Oczywiście jego zasługi dla literatury są znacznie szersze. Napisał ogółem 44 książki, a jego twórczość sprawiła, że otrzymał cały szereg nagród - z nagrodą Nobla przyznaną w 2010 roku. W 2011 otrzymał od króla Hiszpanii nobilitację i tytuł markiza de Vargas Llosa, a w 2021 został członkiem Akademii Francuskiej. A dla mnie jest niepowtarzalny ze względu na te zdania o wielu orzeczeniach.
Zajrzyjcie Państwo do jego książek. Są znakomite polskie przekłady. I może też zauważycie, że chociaż literaturę można tworzyć w różny sposób – to Mario Vargas Llosa tworzył ją w sposób bezkonkurencyjny!
Tworzył, a nie tworzy, bo w kwietniu tego roku zmarł – i właśnie wiadomość o jego śmierci sprawiła, że napisałem ten felieton. Napisałem go pod koniec sierpnia, chociaż pisarz zmarł w kwietniu. Ale chociaż staram się śledzić wydarzenia kulturalne - wiadomość o jego śmierci jakoś do mnie nie dotarła na czas. Gdyby Mario Vargas Llosa był politykiem – wiadomość o jego śmierci byłaby w czołówkach wszystkich gazet. Gdyby był piosenkarzem albo aktorem – to jego śmierci „trąbiłyby” wszystkie media. Ale on po prostu był mądry, a o mądrych na ogół się nie pamięta...
