Festiwalu nie było, ale był jazz

Festiwalu nie było, ale był jazz

Pandemia storpedowała już plany niejednemu organizatorowi imprez kulturalnych na całym świecie i nie inaczej jest w naszym regionie. Właśnie nadchodzą te dni, które miały być wypełnione cyklicznymi imprezami, wyczekiwanymi przez wszystkich myśleniczan i nie tylko.

Wśród „pokrzywdzonych” znajdują się chociażby melomani planujący ostatni weekend czerwca spędzić na myślenickich plantach na Festiwalu Jazzu Tradycyjnego „Jazz nad Rabą”. Niestety, imprezę, której czwartą edycję mieliśmy zobaczyć i wysłuchać w tym roku trzeba było odwołać. Wielka szkoda, ponieważ wpisała się ona już w tradycję kulturalną naszego regionu, a każdy, kto miał okazję chociaż przez chwilę w niej biernie bądź

czynnie uczestniczyć w poprzednich latach wie, że należy się jej znak najwyższej jakości. Przychodzili na nią nawet ludzie, którzy na co dzień jazzu nie znoszą i może po jej zakończeniu nie pobiegli od razu po cała dyskografię Milesa Davisa, ale że każdemu zagrało coś w duszy, to rzecz niewątpliwa. W tym roku niestety mieliśmy tylko namiastkę festiwalu, ale była to namiastka, która zaostrzyła nasz apetyt na przyszłe edycje „Jazzu na Rabą”. W ramach organizowanego przez MOKIS „Sobotonu” czyli cyklu sobotnich koncertów, które można obejrzeć na profilu YouTube oraz na Facebooku @mokismyslenice, wystąpił QL Dixie Band i pokazał, że intensywne próby, jakie zespół odbywał już od kilku tygodni, nie poszły na marne. Nowy skład i częściowo nowy repertuar, to coś czego warto było posłuchać i ciągle można to zrobić, bo koncert został zarejestrowany i mogą się z nim zapoznać również ci, którzy w sobotę wieczór 27 czerwca zajęci byli czym innym. Jasne, każdy muzyk powie, że koncert bez publiczności to jednak nie to, a słuchacze dają grającemu potężną dawkę motywującej energii, ale QL Dixie Band zrobili wszystko, żeby słuchaczom przed ekranami komputerów czy smartfonów zrobiło się cieplej w trakcie tej muzycznej konsumpcji. O okolicznościach koncertu i festiwalowej rzeczywistości czasów pandemii postanowiliśmy pomówić ze Zbigniewem Morawskim, pomysłodawcą „Jazzu nad Rabą”, współzałożycielem QL Dixie Band i muzykiem, który gra w tym zespole na saksofonie i klarnecie.

Jakie wrażenia po koncercie?

Z niecierpliwością czekam na reakcje słuchaczy, bo włożyliśmy w ten projekt naprawdę kawał pracy na próbach i chcieliśmy maksymalnie zbliżyć się do poziomu festiwalowego grania. Gdy gramy na żywo, to łatwiej nam ocenić czy rzeczywiście stanęliśmy na wysokości zadania, bo jazz, a w szczególności jazz tradycyjny to rodzaj interakcji z publicznością, której coś się podoba albo nie - i to od razu widać.

W składzie QL Dixie Band nastąpiły zmiany?

W ośmioosobowym zespole ciężko utrzymać stabilny skład i wie o tym każdy, kto występował w tak licznym ansamblu. Wrócił do nas za perkusję Adam Nalepa, na basie pojawił się Mietek Starzec. Wokalnie opieramy się na duecie Kaśka Kubiczek i Piotrek Gofroń, który dodatkowo obsługuje gitarę i banjo. Na klawiszach gra wielce uzdolniony i czyniący niesamowite postępy Dawid Kopp, na puzonie zagrał Paweł Pukowiec, a na trąbce Pawła Swata zastąpił bardzo zdolny Dariusz Stopa z małopolskiej Kleczy Dolnej. Przy okazji warto podkreślić, z czego jestem szczególnie dumny, że jesteśmy zespołem opartym w przeważającej części na muzykach z Myślenic i okolicy, bo proporcja między „miejscowymi” i „przyjezdnymi” wynosi sześć do dwóch. To nam szalenie ułatwia również pracę na próbach, a i zespół lepiej się integruje, no i jest rzeczywistym przedstawicielem rodzimej kultury.

W ostatnim czasie trochę łagodzone są obostrzenia. Była chociaż przez chwile szansa na to, żeby festiwal się jednak odbył w takiej trochę okrojonej wersji z mniejszą ilością publiczności?

Nie za bardzo. To byłoby niezwykle trudne logistycznie, o ile w ogóle możliwe do zorganizowania. Jasne, można by ograniczyć liczbę krzeseł do 150, ale nasz festiwal to impreza niebiletowana i odbywająca się na świeżym powietrzu, w założeniu otwarta i przewidująca swobodne zachowanie publiczności oraz jej przemieszczanie się. Nie sposób byłoby zachować wszystkie reguły sanitarne, tym bardziej, że co jakiś czas się one zmieniają, a sytuacja epidemiologiczna też chyba nie całkiem się ustabilizowała. Poza wszystkim, organizowanie takiej imprezy to mnóstwo rzeczy, które trzeba mieć zapięte na ostatni guzik już na długo przed pierwszymi dźwiękami, jakie popłyną z estrady.

„Jazz na Rabą” znany jest z bardzo dobrej obsady muzycznej. Mógłbyś zdradzić co nas ominęło w tym roku?

Konkretnych nazw nie mogę podać, ale mogę powiedzieć tylko, że z całą pewnością nie obniżylibyśmy poziomu z poprzednich edycji i na dodatek byłby to zespoły, których myśleniccy jazz-fani jeszcze nie mieli okazji usłyszeć na festiwalu. Staraliśmy się również podobnie jak w poprzednich latach zrobić setlistę, w której byłyby różne rodzaje i stylistyki tradycyjnej odmiany jazzu.

Usłyszymy w tym roku QL Dixie Band na żywo?

Cały czas mam taką nadzieję, bo nie po to tyle ćwiczyliśmy, żeby zaprezentować się jednorazowo i tylko online. Poszukujemy cały czas sponsorów działalności naszego bandu, bo zakładając, że pandemia trochę odpuści pod koniec lata i chociaż na początku jesieni, to w planach koncertowych mamy festiwale w Chorwacji i Czarnogórze, na których chcielibyśmy godnie zaprezentować nas samych i Myślenice. Rozmawiałem z rozmaitymi organizatorami i przewidują oni, że koncertowe życie w Europie ma wrócić jesienią, a jak będzie, to zobaczymy.

Tego zatem wam życzymy w imieniu czytelników i zapraszamy na stronę MOKISU do usłyszenia w jakiej obecnie formie jest QL Dixie Band.

Dziękuję w imieniu zespołu i proszę o opinie czy się podobało, bo dla muzyka najważniejsza jest świadomość, że ktoś go słucha i lubi wiedzieć czy zmierza w dobrym kierunku.

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).