Heinkel – unikatowy mikrosamochód w Muzeum Niepodległości

Heinkel – unikatowy mikrosamochód w Muzeum Niepodległości

Wyjątkowy i niespotykany trójkołowy pojazd, którego właścicielem jest Franciszek Wołek, myślenicki pasjonat zabytkowych samochodów oraz właściciel serwisu samochodowego, obecnie można obejrzeć w naszym muzeum.

Historia tego pojazdu nie należy do najłatwiejszych, ponieważ wiąże się z II wojną światową, tragiczną w skutkach dla naszego kraju a także świata. Niemiecka firma Heinkel została założona w 1922 r., niedługo po Traktacie Wersalskim. W tamtym czasie produkowała doskonałe samoloty pocztowe, a z czasem najszybsze na świecie liniowce pasażerskie. Kiedy do władzy doszedł Adolf Hitler i na horyzoncie pojawiła się wojna, fabryka przerobiła

swoje maszyny na bombowce, a następnie opracowała pionierskie myśliwce z napędem odrzutowym i rakietowym. To właśnie m.in. bombowce Heinkla nadlatywały nad Polskę oraz okoliczne kraje niosąc śmierć niewinnych ludzi, zniszczenie i spustoszenie. Koniec II wojny światowej spowodował zamknięcie produkcji maszyn wojskowych w firmie Heinkel. Fabryka została przeniesiona z okupowanego przez ZSRR Rostocku do Stuttgartu. W Niemczech rozpoczął się kryzys gospodarczy, dlatego żeby przetrwać należało się przebranżowić. Z tego względu konstruktorzy Heinkla rozpoczęli budowę małych dwusuwowych silników, skuterów oraz mikrosamochodów. Pierwszy mikrosamochód, jaki powstał nazwano Heinkel Kabine i był produkowany w latach 1956-58. Wówczas znalazł 11 979 nabywców. Fabryka tego modelu znajdowała się w Zuffenhausen, tuż obok Porsche. Po dwóch latach firma sprzedała projekt i oprzyrządzenie irlandzkiej spółce Dudalk Engineering Company, a ta z kolei po trzech latach produkcji odstąpiła biznes angielskiej firmie Trojan Limited. Przez pięć kolejnych lat Anglicy produkowali mikroauta, w międzyczasie powstawały one też w Argentynie.

Jeden z nich osiem lat temu kupił w Szwecji Franciszek Wołek. Jak sam wspomina pierwsze wrażenie na widok tego auta sprawiło, że postanowił stać się jego właścicielem.

- Kiedyś na krakowskim rynku zobaczyłem Heinkla i bardzo mi się spodobał. Okazało się, że przyjechali nim Austriacy. Po tym czasie, kiedy byłem w Szwecji, dowiedziałem się, że pewne prywatne muzeum jest w likwidacji, ponieważ zmarł właściciel. Dzieci zmarłego sprzedawały eksponaty, m.in. to auto. Zainteresowałem się i postanowiłem kupić od nich Heinkla. Ono było wtedy w średnim stanie technicznym, trochę pognite, dlatego musiałem włożyć dużo pracy i czasu, żeby doprowadzić je do obecnego stanu.

Aktualnie autko jest pomalowane w typowy dla lat 50-tych dwubarwny schemat zdominowany przez odcień kości słoniowej, z eleganckimi spatynowanymi chromami. Z wyglądu faktycznie widać, jakby to była część bombowca, tyle, że odwrócona. Przód Heinkla to dawny tył kabiny, a tył to jest przód. Pojazd ma trzy koła i w zamiarze producenta miał być przeznaczony dla rodziny z dwójką dzieci, ponieważ tylne miejsca są małe i trudno się do nich dostać. Wejście do tego trójkołowca jest nietypowe – od przodu. Poza tym jest to pojazd, który ma standardowe elementy mechaniczne obecnych aut. Heinkel posiada czterosuwowy, jednocylindrowy silnik o pojemności około 200 cm3 i 10 KM. Maksymalna prędkość, jaką można osiągnąć wynosi 80 km/h, chociaż Franciszek Wołek nigdy nie prowadził go z większą prędkością niż 40 km/h. Skrzynia biegów wyposażona jest w cztery biegi plus wsteczny. Auto ma również instalację elektryczną o napięciu 12V, rozrusznik, ogrzewanie, wycieraczki. Kierownica znajduje się po lewej stronie.

Doprowadzenie Heinkla do obecnego stanu technicznego trwało kilka lat. Był to czas poszukiwania części oraz licznych napraw. Doszło nawet do tego, że pan Franciszek zapisał się do niemieckiego klubu Heinkla, żeby uzyskać części do silnika. Nie były to tanie rzeczy, szczególnie w walucie Euro.

- Remontowałem to auto aż 4 lata, ponieważ jest bardzo mało części dostępnych do tego pojazdu. Zająłem się silnikiem, blacharką, malowaniem i wieloma różnymi drobiazgami, żeby to auto mogło jeździć i wyglądać jak dziś.

Jak podaje Pan Wołek, jest to mało spotykany pojazd, w Polsce zlokalizował dotychczas tylko jeden w okolicach Poznania. Swoją wyjątkowość potwierdził też w czasie rejestracji na zabytkowy pojazd, kiedy okazało się, że w Polsce nie ma Heinkla w spisie pojazdów.

- Dwa lata temu zarejestrowałem go jako zabytek i wtedy był to pierwszy taki pojazd marki Heinkel w Polsce. Rejestracja trwała dwa miesiące. Trwało to aż tyle, ponieważ rzeczoznawca w Warszawie musiał dopiero wpisać do rejestru taki pojazd, dlatego że nigdy wcześniej nie był rejestrowany taki samochód na zabytek. Na Zachodzie te samochody są bardzo doceniane, ponieważ są uważane za rarytasy wśród zabytków. Jestem dumny, że mam pierwszy samochód w Polsce, marki Heinkel zarejestrowany jako zabytek, jedyny w Polsce - dodał Franciszek Wołek.

Dzięki uprzejmości Franciszka Wołka znanego myślenickiego miłośnika motoryzacji, Heinkel znajduje się obecnie w Muzeum Niepodległości. Jest to już kolejny zabytkowy samochód, który udostępnia Myśleniczanom właściciel.

- Chciałbym po prostu, żeby ludzie zobaczyli takie nietypowe auto, poznali jego historię i dowiedzieli się, że kiedyś poruszano się nim po drogach – podsumował pan Wołek.

Zatem zachęcamy wszystkich do odwiedzenia naszego muzeum, żeby na własne oczy zobaczyć ten kawałek historii, mikrosamochód Heinkel.

 

 

Maria Gaczyńska Maria Gaczyńska Autor artykułu

Dziennikarka, interesuje się głównie sprawami społeczno-politycznymi miasta i regionu