Hip-Hop umarł

Hip-Hop umarł

O High Sanity po raz pierwszy napisaliśmy na naszych łamach w 2016 roku, gdy debiutowali jeszcze pod inną nazwą. Reaper zagrał wtedy na jednej scenie z zespołem Gryps i co ciekawe ten drugi zespół dzisiaj również inaczej się nazywa.

W przypadku High Sanity zmiana poszła jeszcze dalej, bo w ciągu kilku lat zespół znacząco zweryfikował swoją muzyczną stylistykę. Zaczynali od thrash metalu spod znaku Wielkiej Czwórki (Metallica, Slayer, Megadeth, Anthrax) oraz Judas Priest i Annihilator. Teraz w ich muzyce pobrzmiewa już stoner rock pełną gębą. Obecnie zespół tworzą czterej młodzieńcy: trzech przedstawicieli millenialsów z rocznika 2000: Janek Ostrowski (gitara i śpiew), Maciej Zając (gitara) i Sebastian Maciaszkiewicz (gitara basowa) oraz o 2 lata od nich starszy Roch Gablankowski (perkusja) którego mogliśmy już poznać przy okazji artykułu o Psychodelii. O tym jak doszło do ich współpracy i jak zaplanowali swoją przyszłość przeczytacie poniżej.

Chodzą słuchy że w powstaniu Reapera, a potem High Sanity pewien udział ma wasz nauczyciel historii z Gimnazjum Nr 1 Jarosław Pietrzak. Prawda to czy tylko legenda ludowa?

Maciej Zając: Miał i to całkiem spory. Możliwe, że założylibyśmy zespół i bez jego impulsu, ale to on wtedy podsunął nam ten pomysł. Jakoś przypadkowo zauważył że ja i Janek słuchamy metalu, pomógł nam znaleźć perkusistę i po jakimś czasie siedzieliśmy już u niego w domu, grając na takich małych kilkuwatowych wzmacniaczach, a w sąsiednim pomieszczeniu siedziała cała rodzina. Do dzisiaj podziwiam ich cierpliwość.

Roch Gablankowski:  Zresztą rola jaką odegrała Anafora w rozwijaniu naszych muzycznych pasji jest naprawdę duża. Pan Jarek Pietrzak przykładał dużą wagę do tego projektu i patronował zarówno nam jak i Grypsowi. Poza tym zawsze stawał za nami murem ilekroć mieliśmy problemy z innych przedmiotów.

Jak doszło do sformowania waszego pierwszego składu?

Janek Ostrowski: My z Maćkiem znamy się z tej samej klasy gimnazjum więc to było dosyć naturalne, a Sebastian jest naszym rówieśnikiem i chodził do równoległej klasy, a w tak małej miejscowości jak Myślenice nietrudno było się spotkać osobom o tych samych zainteresowaniach. W pierwotnym składzie był jeszcze Patryk Hajduk grający na perkusji ale kiedy nagrywaliśmy pierwsze utwory to uznaliśmy że nie do końca nam chodzi o takie granie. I wtedy nastąpił telefon do Rocha z którym znaliśmy się z koncertów.

Roch Gablankowski: Od razu uświadomiłem chłopakom żeby nie liczyli na jakąś dłuższą współpracę. I tak jestem już z nimi czwarty rok. 

Sebastian Maciaszkiewicz: Zanim trafiłem do High Sanity grałem na gitarze tak jak Janek i Maciek. W gimnazjum podchodził do mnie jakiś typ którego ledwo znałem (Janek) i tak długo mnie namawiał do kupna basu, że w końcu go kupiłem i dołączyłem do kapeli.

Jak ktoś was pamięta jeszcze z czasów Reapera i wczesnego High Sanity to kojarzycie mu się z ta klasyczną odmianą thrashu albo death metalu. Na Sobotonie to już zupełnie inne klimaty. Odeszliście od tamtego stylu bo uznaliście że thrash doszedł już do ściany? 

Sebastian Maciaszkiewicz: Tak, trash z początku wydawał nam się szerokim gatunkiem, ale po kilku latach nie byliśmy w stanie wykrzesać z niego nic więcej niż to, co już słyszeliśmy. Obracaliśmy się ciągle wokół tych samych schematów, bezskutecznie próbując stworzyć z nich coś nowego.

Janek Ostrowski: W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy na wielu koncertach najsłynniejszych zespołów thrashowych i chyba słyszeliśmy całą Wielką Czwórkę na żywo. Przyznam że na mało którym koncercie się tak wynudziłem jak na Slayerze. Być może to również dlatego, że te zespoły już nie mają w sobie tyle energii co w swoim prime-timie. 

Teraz słyszymy was jako zespół eksplorujący rejony tzw. stoner rocka. Jak zdefiniowalibyście tę odmianę rockowego grania, bo szczególnie starszym fanom ten termin może być obcy.

Maciej Zając: W skrócie powiedziałbym, że stoner skupia się na chwytliwych prostych riffach, granych na mocno basowym brzmieniu gitar. A jeśli chodzi o ideologiczne podstawy tej muzyki to stoner rock powstaje gdzieś na zbiegu metalu, punku i psychodelii, ze szczególnym naciskiem na to ostatnie. Bardziej w tej muzyce chodzi o przekazywanie emocji i obrazu niż o jakąś techniczną maestrię.

Roch Gablankowski:  Za prekursorów tego grania uważa się nieistniejący już dzisiaj zespół Kyuss, a najsłynniejszym stoner rockowym zespołem obecnie jest chyba Queens of the Stone Age. Ponieważ w jednym i drugim zespole liderował Josh Homme można go uznac chyba za ojca chrzestnego tego gatunku. 

Janek Ostrowski: Moim zdaniem, pewne ślady stonera można usłyszeć już u The Doors. Stoner często kojarzony jest z symbolem pustyni, któremu również Morrison poświęcił spory fragment swojej twórczości. Zresztą stoner sam w sobie jest jakiegoś rodzaju spadkobiercą rocka psychodelicznego, którego Doorsi byli czołowymi przedstawicielami.

Przy okazji pierwszych waszych koncertów zwracaliśmy uwagę na gitarzystę, bo sprawiał wrażenie jakby był z zupełnie innej bajki. Podciąganie strun i bluesowe zagrywki w stylu Jimmi Page’a albo tapping a la Van Halen. Maciek, uczyłeś się gry z legendarnej bluesowej szkoły na gitarę Leszka Cichońskiego?

Maciej Zając: Szczerze powiedziawszy, to nie kojarzę tego podręcznika, uczyłem się głównie z internetowych tabulatur i filmików. W początkowym okresie istnienia High Sanity bardzo się inspirowałem solówkami thrash metalowych gitarzystów ale teraz już od tego grania odchodzę, nie wiem czy byłbym w stanie powtórzyć solówkę z „Holy Wars” Megadethu (po przyjściu do domu Maciek to sprawdził i okazało się że jest w stanie – przyp. redakcji).

Janek Ostrowski: W internecie krążą jeszcze zapisy naszych koncertów na których Maciek gra jeszcze w takim stylu ale na szczęście sprowadziliśmy go już na dobrą drogę.

W procesie ewolucji High Sanity da się też zauważyć zmiany wokalu. Janek od jakiegoś czasu już nie growluje. 

Janek Ostrowski: Nie wiem nawet czy na tym wczesnym etapie to był taki klasyczny growling czy raczej krzyk. Po pierwszych koncertach zresztą moje gardło musiało przez kilka dni dochodzić do siebie ale od niedawna biorę już lekcje śpiewu i trochę to słychać w naszym obecnym graniu. Wokalistą High Sanity zostałem zresztą trochę przypadkowo i spontanicznie, bo początkowo miałem tylko grać na gitarze ale przed naszym pierwszym koncertem odszedł z zespołu Mikołaj Kozak którego teraz pewnie wszyscy kojarzą z Malformation. A ponieważ dał nam o tym znać kilka dni przed koncertem musieliśmy szybko coś wymyslić. No i tak stanąłem za mikrofonem.

Sebastian Maciaszkiewicz: Musieliśmy na szybko znaleźć nowego wokalistę, więc wpadliśmy na pomysł żeby każdy członek zespołu spróbował coś zaśpiewać i wyszło, że głos Janka najlepiej pasował do muzyki którą wtedy graliśmy.

Istniejecie już na myślenickiej scenie 5 lat. Kiedy możemy się spodziewać jakichś materialnych dowodów waszej działalności w postaci płyty kompaktowej?

Roch Gablankowski: Na początku chcemy nagrać 6 utworów które będą zapisem tego czym High Sanity jest obecnie i wypuścić to na spotify’u żeby sprawdzić jaki będzie odbiór wśród słuchaczy. Jeśli okaże się że pozytywny to dopiero wtedy zastanowimy się nad wydaniem klasycznego CD w opakowaniu z książeczką i tekstami. Chcemy też tym samym zamknąć ten stary rozdział High Sanity spod znaku thrash metalu który można jeszcze znaleźć na kanale youtubowym. Ktokolwiek tęskni do naszego starego wcielenia niech sobie te utwory jakoś zapisze ponieważ raczej do nich nie będziemy wracać.

Na koniec tradycyjne pytanie o trzech wykonawców albo trzy płyty których ostatnio słuchacie?

Janek Ostrowski: The Doors – wszystko, Alice in Chains – „Dirt”, Erykah Badu – „On & On”.

Sebastian Maciaszkiewicz:  Patti Smith – „Horses”, Led Zeppelin – wszystko, Keith Richards – „Crosseyed Heart”. 

Maciek Zając: Jacob Collier – „Djesse vol.3”, Stop Light Observations – „oRANGE”, Queens of The Stone Age – „Era Vulgaris”. 

Roch Gablankowski: K44 – „W 63 minuty dookoła świata”, Kyuss – „Sky Valley”, La Femme – „Psycho Tropical Berlin”.

Z pewnością Drogi Czytelniku zadajesz sobie pytanie co w tytule robi ten martwy hip-hop? Otóż tak życzyli sobie sami muzycy. A High Sanity? No cóż, z całą pewnością jeszcze sporo namieszają na rockowej scenie i pamiętajcie że to my pierwsi napisaliśmy te słowa.  

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).