„Inspiruje mnie to co mi się przydarza”
„Sztuka jest dla mnie sposobem myślenia o różnych rzeczach… Można myśleć o świecie pisząc, można także tworząc w obszarze sztuk wizualnych. Moja ulubiona definicja sztuki to cytat z Susan Sontag, która mówiła, że sztuka jest po to, żeby pokazać, że świat jest bardziej skomplikowany niż nam się wydaje.”
Jak i kiedy zrodziła się w Tobie pasja do sztuki?
Nie potrafię dokładnie określić momentu, zawsze lubiłam malować i rysować, zawsze to robiłam… W mojej rodzinie były także osoby zajmujące się sztuką, np. moja ciocia, malarka po krakowskiej ASP, konserwatorka zabytków. Fascynowały mnie jej obrazy. Malowanie i rysowanie to było coś co towarzyszyło mi od zawsze.
Aktualnie, na co dzień, pracujesz na uczelni artystycznej. Zawsze marzyłaś o takiej pracy? Czy raczej chciałaś być artystycznym freelancerem?
Raczej chciałam być artystką, i tylko tym się zajmować. Nie marzyłam o tym, żeby uczyć czy pracować na uczelni. Po studiach, obok zajmowania się sztuką, pracowałam trochę jako freelancerka, ale to bardzo trudny sposób na życie, niestabilny, zajmujący wiele energii, wypalający. Uczelnia pojawiła się trochę przypadkiem i okazało się, że to bardzo ciekawa praca, w fajnym środowisku, z fajnymi ludźmi, dająca z jednej strony stabilizację, z drugiej - dużo wolności i satysfakcji.
Kto lub co Cię inspiruje?
Inspiruje mnie to co mi się przydarza. Bardzo inspiruje mnie sztuka, szczególnie współczesna, związana z nowymi mediami. Ale też malarstwo, także to stare, np. uwielbiam malarstwo XVII wieku. Bardzo inspiruje mnie literatura. Literatura to moje drugie medium.
Analizując Twoją twórczość, można zauważyć wiele fotografii, zarówno takich starych, czarno-białych, jak i nowych, przedstawiających Twoje dzieci („Medaliony 2009”, „Pamięć 2009”, „Crossing over 2023”). Dlaczego akurat zdjęcia?
W swojej twórczości właściwie nie zajmuję się fotografią jako taką, ale wykorzystuję zdjęcia na zasadzie malarskiej - na zasadzie plam, kolażowego implementowania, cytatu, trochę także na zasadzie „dowodu na istnienie”, fragmentu rzeczywistości. Fotografia w takim ujęciu wydaje mi się najbardziej „realistyczna”, najbliższa rzeczywistości. W niektórych pracach potrzebuję jej jako rodzaju dokumentu - np. z rodzinnych historii lub z codzienności. Fotografia ma dla mnie właśnie ten potencjał dokumentowania, ale też pewien posmak „zwyczajności”, medium najlepiej rejestrującego codzienność. Ale też staram się zawsze dostosowywać medium, którego używam, do tego, co w danym cyklu mnie zajmuje, do tego co chcę powiedzieć na jakiś temat.
Wraz z panią Magdaleną Ujmą stworzyłyście projekt „Moja matka moja córka” dotyczący macierzyństwa. Skąd zrodził się w Was pomysł na właśnie taką tematykę?
Z Magdą realizowałyśmy wcześniej inne wystawy i inne projekty. Praca nad nimi wymagała sporo wspólnych podróży, podczas których rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym - a w końcu zawsze rozmawiałyśmy o naszych dzieciach, szczególnie o córkach. O tym jakie są, co im świadomie i nieświadomie przekazujemy. O tym jak godzić twórczą pracę z macierzyństwem. O tym jak radzą sobie z doświadczeniem macierzyństwa inne artystki. Jak przekładają je na swoja sztukę. Wymyśliłyśmy w pewnym momencie, że fajnie by było o tym porozmawiać, ale też zrobić wystawę i rodzaj takiej książki-rozważania, książki-wsparcia dla innych kobiet. Ten projekt w dużej mierze jest naszym myśleniem o tym jak godzić sztukę czy twórczą pracę z byciem matką.
Twoja pierwsza wystawa. Jakie to uczucie widzieć swoją sztukę oglądaną?
Bardzo dawno temu… Nie pamiętam dokładnie jakie to było wtedy uczucie, chyba nie był to szok, na studiach wiele razy publicznie prezentowaliśmy swoje prace, mam wrażenie, że edukacja na ASP bardzo dobrze, stopniowo przyzwyczaja studentów, że wystawa to naturalna część tej pracy. Na pewno każda wystawa jest przeżyciem, budzi wątpliwości co do odbioru prac, jest rodzajem konfrontacji takiego wewnętrznego monologu ze światem zewnętrznym.
Jak zmieniła się sztuka na przestrzeni lat, w których tworzysz?
To bardzo szeroki temat… Tak skrótowo - moje pokolenie wychowało się na sztuce krytycznej lat 90. Te cechy sztuki - zaangażowanie społeczne, surowa, często dokumentalna forma, wprowadzanie instalacji, performansu do głównego obiegu polskiej sztuki, to było fascynujące, odkrywcze zjawisko, które na pewien czas zdominowało rodzimą scenę artystyczną. Później duże znaczenie odzyskało malarstwo, ale także malarstwo komentujące współczesność - np. “Grupy Ładnie”. Teraz, mam wrażenie, że sztuka jest bardzo różnorodna - mamy wiele propozycji, wiele wątków i wiele sposobów wypowiedzi. Mam wrażenie, że w obiegu jest miejsce zarówno dla np. malarstwa abstrakcyjnego jak i dla sztuki zaangażowanej społecznie. Wiele osób wraca do klasycznego warsztatu, realistyczny język wypowiedzi znów staje się modny, z drugiej strony pojawiają się świetne prace w duchu nowego ekspresjonizmu, czy operujące surrealistycznym językiem. Każdy może znaleźć coś dla siebie.
Co to znaczy być artystką?
Z pewnością dla każdego to znaczy coś innego. Dla mnie, zajmowanie się sztuką, tak jak już wspominałam wcześniej, wiąże się ze specyficznym sposobem myślenia o świecie i mówienia o tym. Uważam, że sztuka ma unikalną zdolność pokazywania rzeczywistości w całej jej złożoności, uwrażliwiania, komentowania, diagnozowania aktualnych problemów. To też rodzaj wyboru sposobu życia, zajmowanie się sztuką jest dosyć absorbujące, wymaga wyłączności, trudno obok sztuki mieć inne pasje, nie da się także oddzielić „życia prywatnego” od „życia zawodowego”. To wszystko się przeplata, współistnieje.
Rozmawiała Magda Murzyn
