Jak smakują Wigilia i święta Bożego Narodzenia? Grzybami, barszczem, makowcem babci i mandarynkami…
Zbliżają się święta, dlatego o rozmowę o świątecznych smakach poprosiliśmy uczennice Zespołu Szkół - Małopolskiej Szkoły Gościnności, a dokładnie Technikum Turystyczno-Gastronomicznego i kierunku technik żywienia i usług gastronomicznych. Nasze rozmówczynie: Anna Rapacz, Paulina Michalak i Weronika Knet opowiedziały nam o tradycyjnych wigilijnych i bożonarodzeniowych smakach, swoich ulubionych potrawach oraz zawodowych planach i marzeniach, a przy okazji podzieliły się z nami przepisami na swoje popisowe dania dobre na świąteczny (i nie tylko) stół.
Z jakim smakiem najbardziej kojarzą się Wam święta Bożego Narodzenia?
Anna: Grzybów.
Paulina: Barszczu z uszkami, który co roku robi moja babcia.
Weronika: Mnie również ze smakiem barszczu z uszkami, ale według przepisu mojej babci.
Czy Waszym zdaniem na wigilijnym stole musi być 12 potraw?
Paulina: Zdecydowanie.
Anna: U mnie trochę „naciągamy” tę liczbę, bo ten sam barszcz podajemy z uszkami, ale również z fasolą, ale liczą się jako dwa osobne dania. Podobnie zupa grzybowa, z których jedna jest makaronem, a druga z groszkiem ptysiowym.
Weronika: Nie ma możliwości, żeby było inaczej. Tata nawet je liczy, żeby upewnić się czy na pewno jest dwanaście.
Bez czego nie wyobrażacie sobie wigilijnego albo szerzej, świątecznego stołu?
Paulina: Bez makowca mojej babci. Robi go tylko na święta Bożego Narodzenia, na szczęście na tyle dużo, że rozdaje nam do domów, abyśmy mogli sobie go zamrozić. Uwielbiam go! Zawsze jest polany lukrem i posypany dużą ilością posypki albo skórki pomarańczowej.
Anna: Dla mnie taką potrawą jest piernik staropolski. Długo dojrzewający. Dlatego zawsze odpowiednio wcześniej przyjeżdżam z internatu do domu na weekend, aby go zarobić. Ciasta zarabiam zawsze dużo, bo potem kiedy upiekę już z niego blaty dzielę się nimi z babcią i ciociami.
Weronika: Ja z kolei nie wyobrażam sobie świąt bez sernika mojej babci ale także innych potraw, które gotuje. Wszystkie przygotowuje według własnego sekretnego przepisu.
Jakie zupy je się u Was w Wigilię?
Anna: Grzybową i barszcz.
Paulina: U mnie tylko barszcz. Zawsze z uszkami, ale bywa, że również z fasolą.
Weronika: U mnie kilka, bo i zupę grzybową i rybną oraz tradycyjny barszcz.
Czyli barszcz być musi. A jak jest u Was w domach z rybami? Karp musi być czy niekoniecznie?
Paulina: U mnie jest halibut, bo najmniej czuć go rybą, a szczerze mówiąc, nie przepadamy za rybami. Poza tym jest dorsz, łosoś, ale karpia również nie może zabraknąć.
Anna: U mnie jest miruna, a do tego jakaś druga ryba, co roku inna, np. pieczony sandacz. Karpia sama nie podaję, ale byłam na Wigilii, na której był.
Weronika: U mnie jest karp i miruna.
Skoro mówiłyśmy o ulubionych świątecznych smakach to porozmawiajmy o tych, za którymi nie przepadacie. Są takie?
Paulina: Kompot z suszu. Robimy go, ale piją go raczej starsi. Dla młodszej części rodziny jest kompot z malin, żurawiny, pomarańczy o dużo delikatniejszym smaku i… zapachu.
Weronika: Nie przepadam ze sernikiem z rodzynkami. Mój brat zresztą podobnie, kiedyś, kiedy miał może 5 lat na widok babci sernika z rodzynkami powiedział, że to sernik z… muchami.
Anna: Wśród tych tradycyjnych, wigilijnych nie ma takiego smaku, ale trudno, aby był skoro sama je przygotowuję i muszę wszystkiego skosztować. Za to z tych szerzej, świątecznych potraw, nie lubię sernika i to niezależnie od tego czy jest z rodzynkami czy bez oraz mięsnych galaretek, które często pojawiają się na świątecznych stołach.
Mięsu na wigilijnym stole mówicie „tak” czy „nie”?
Paulina: Nie. Po kolacji owszem można, ale podchodzimy do tego na zasadzie „jak musisz to zjedz, jak możesz to nie jedz”.
Anna: Na wigilijnym stole absolutnie nie, ale po niej, kiedy jedziemy spotkać się wszyscy razem u babci, już tak. Pamiętam, że na jedno z tych spotkań w babci przegotowałam krokiety z szpinakiem kurczakiem i mozzarellą.
Weronika: Dopiero po Pasterce. Wtedy można.
Zostawmy na boku tradycję i potrawy wigilijne. Macie swoje inne ulubione potrawy, bez których nie wyobrażacie sobie świąt?
Paulina: W moim przypadku to sałatka jarzynowa mojej babci. Mama też ją robi, ale według innego niż babcia przepisu. Babcia robi ją według przepisu swojej mamy. Smakuje identycznie jak wtedy kiedy jeszcze żyła prababcia.
Anna: Nie tylko po Wigilii, ale także w drugi dzień Świąt, czyli w św. Szczepana spotykamy się wszyscy razem u babci i tam na stole pośród mnóstwa rzeczy, bez których wszystkich nie mogę się obyć, m.in. sałatki jarzynowej, jest coś, bez czego nie mogę się obyć najbardziej i są to oscypki i korboce. Uwielbiam!
Weronika: Ja nie wyobrażam sobie świąt bez sałatki mojej mamy, którą nazywamy sałatką ukraińską. Robi ją od lat, a w jej skład wchodzą m.in.: szynka, ser, ogórek konserwowy, groszek, majonez. To smak, który jest nie do podrobienia i kojarzy mi się właśnie z tymi świętami, bo mama robi ją tylko na nie.
Czy potrawy na święta w Waszych domach przygotowują mamy, ojcowie, babcie, czy Wy też włączacie się w to? A może to właśnie Wy gracie w domowej kuchni pierwsze skrzypce?
Paulina: To zależy czy Wigilia jest u nas czy u babci. Jeżeli u babci to mniej więcej połowę potraw przygotowuje babcia, a drugą połowę my: mama, tata, ja i moje siostry, a mam je trzy.
Anna: Coraz rzadziej mam okazję gotować w domu, ale Wigilia zawsze jest tym dniem kiedy jestem w domu i w kuchni. W kuchni spędzam cały wigilijny dzień, zazwyczaj sama, bo nie lubię wpuszczać tam nikogo, więc zazwyczaj nikt, oprócz mnie, do końca nie wie co podam i jak to będzie wyglądało. Co ciekawe, to jedyny dzień w roku kiedy gotuję na piecu kaflowym. Za to, kiedy po kolacji wigilijnej jedziemy do babci, tam już każdy coś ze sobą przywozi i mamy coś w rodzaju rodzinnej „rywalizacji” na smaki. Ja z babcią „rywalizujemy” na pierniki, bo niby blaty te same, ale babcia przekłada je masą grysikową, a ja kremem budyniowym.
Weronika: Wigilię zwykle spędzamy u babci, a przygotowaniami do niej dzielimy się i babcia przygotowuje część potraw, a część my. To spotkanie i wspólne gotowanie to jedna z najważniejszych rzeczy podczas świąt, nasza tradycja. Zaczynamy wszyscy razem, bo potem część odłącza się i opuszcza kuchnię, żeby ubrać choinkę.
Co w szkolnej pracowni gastronomicznej miałyście okazję przygotowywać potrawy świąteczne?
Anna: Tak, robiłyśmy pierniki staropolski, pierniczki i pierogi z kapustą i grzybami
Paulina:…oraz krokiety, ucząc się przy okazji je zawijać.
Weronika: My natomiast robiliśmy uszka i barszcz.
Co poleciłybyście naszym Czytelnikom do przygotowania na święta?
Anna: Piernik staropolski, choć ciasto na niego powinno dojrzewać minimum dwa tygodnie, a najlepiej cztery. Można się pokusić o odstępstwo, ale nie zwlekając ani chwili. Do Wigilii został tydzień, więc to już absolutnie naprawdę ostatni gwizdek, aby zagnieść ciasto na niego. Polecam też pieczonego sandacza, który jest wyjątkowo prosty w przygotowaniu, bo wystarczy rybę i trochę warzyw włożyć do piekarnika. Na pierwszy lub drugi dzień świąt polecałabym kaczkę.
Paulina: Może coś słodkiego: monoporcje albo tort cytrynowy z dodatkiem rozmarynu? Z całą pewnością warto zrobić choć jedno nowe danie, którego do tej pory nie robiliśmy.
Weronika: Zgadzam się z tym, warto zrobić coś innego, nowego, poznawać nowe smaki.
Macie szkolną lub klasową Wigilię? A jeśli tak, to czy gotujecie na nią sami?
Anna i Paulina: Jako klasa „gastro” zawsze się staramy coś sami przygotować. Zwykle nie specjalnie, ale na zajęciach. Do tej pory kiedy robiliśmy coś świątecznego, potem to mroziliśmy a w dzień spotkania wigilijnego odmrażaliśmy i gotowaliśmy lub podsmażaliśmy.
Weronika: U mnie w klasie też staramy się zawsze coś ugotować lub upiec. Na naszym stole goszczą barszcz, uszka, pierniczki, babeczki i inne przekąski oraz oczywiście mandarynki.
Co pojawia się wtedy na stole? I co najszybciej z niego znika?
Anna: Mandarynki!
Paulina: I pierogi! Pierogi, które sami przygotowaliśmy.
Anna: O pierogi nawet się biliśmy (śmiech).
Dlaczego wybrałyście właśnie szkołę gastronomiczną?
Paulina: Wybrałam tę szkołę i kierunek ze względu na dietetykę. To, że tutaj jest ona połączona z gastronomią uznałam za plus, bo dostaję coś „2 w 1”. Tutaj nauczyłam się gotować i polubiłam gotowanie. Przemycam do domowej kuchni dużo różnych, skomplikowanych technik i nawet mój tata, który też kończył szkołę gastronomiczną i podpowiada mi wiele rzeczy, pyta mnie jak to czy tamto zrobiłam. Lubimy razem gotować i przyznam, że nieraz słyszymy pochwały tego co przygotowaliśmy na kolację albo rodzinny obiad.
Anna: Już mając 7 lat oświadczyłam mamie, że w przyszłości zostanę kucharzem. Kiedy przyszedł czas wyboru szkoły ponadpodstawowej wiele osób doradzało mi, abym zdecydowała się na liceum, a potem na studia medyczne lub prawnicze, ale ja i tak wiedziałam, że chcę pójść na gastronomię. Tak też zrobiłam i jestem bardzo zadowolona. Szkoła dała mi bardzo dużo, bo oprócz wiedzy i umiejętności, także to, że mogłam wziąć udział w bardzo wielu konkursach i fajnych praktykach. Mamy zresztą dużą swobodę w tej kwestii, bo możemy również sami znajdywać konkursy i staże, które nas interesują.
Weronika: Wybierając szkołę w wieku 14 lat jeszcze nie do końca wiedziałam co chcę w życiu robić więc w pewnym sensie wybór szkoły gastronomicznej był przypadkowy. Ale ani przez chwilę go nie żałowałam i nie żałuję. Mogę wracając do domu poszaleć w kuchni i zrobić coś dobrego. Cieszy mnie to, a że nasza rodzina jest duża jest dla kogo gotować.
Jakie macie marzenia i zawodowe plany na przyszłość?
Anna: Kończę szkołę i kontynuuję staż w krakowskiej restauracji mogącej pochwalić się dwiema gwiazdkami Michelin i zbieram pieniądze na to, aby móc zrobić staże w każdej „gwiazdkowej” restauracji w Polsce. Kolejnym celem jest staż w „gwiazdkowej” restauracji zagranicą, mam już nawet jedną wymarzoną - posiada trzy gwiazdki i zdobyła kiedyś tytuł najlepszej restauracji na świecie. Chcę uczyć się od najlepszych na świecie szefów kuchni podstaw i przekonać się co robią takiego, że są najlepsi. A celem ostatecznym jest sama zostać szefem kuchni i zdobyć wymarzoną gwiazdkę. Marzy mi się własna restauracja, której menu będzie oparte na kuchni polskiej.
Paulina: W planach mam studia z dietetyki lub technologii żywienia, więc uzyskanie dyplomu to cel numer jeden, ale nie jedyny. Bardzo lubię robić torty i inne słodkości: monoporcje, makaroniki itd. i miałam już okazję przygotowywać słodkie stoły na różne imprezy. Wiem, że to potrafię a potwierdzeniem tego są opinie, jakie słyszałam, dlatego marzy mi się, żeby w przyszłości połączyć te dwie pasje: dietetykę z cukiernictwem. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale chodzi mi po głowie pomysł na własną pracownię, w której będę tworzyła autorskie słodkości.
Weronika: Przede mną jeszcze trzy lata nauki w szkole, ale już wiem że w przyszłości już chciałabym otworzyć swoją własną restaurację, najchętniej taką, którą oferowałby dania kuchni polskiej, ale nie tylko, bo też na przykład włoskiej. Na razie dzięki szkole zdobywam doświadczenie na stażach i praktykach i uczę się, w szkole, ale nie tylko, bo od mojego brata, który z wykształcenia jest piekarzem i od siostry, która z kolei jest cukiernikiem.
