Jak to dobrze, że w Polsce nie ma wulkanów!
Przyroda naszego kraju ma swoje wady, na które często narzekamy, ale w sumie trzeba powiedzieć, że nasi przodkowie wybrali całkiem fajne miejsce do życia. Postaram się opisać Państwu różne aspekty tego, że tu naprawdę jest miło, a zacznę „z grubej rury” i ucieszę się wraz Wami z tego, że w naszym kraju ani w jego pobliżu nie ma wulkanów.
Taki wulkan może wyrządzić ogromne szkody. Wszyscy wiemy, jak skończył się wybuch Wezuwiusza 24 sierpnia 79 roku, kiedy pod popiołem i lawą zginęły miasta Pompeje i Herkulanum. Jednak wybuch Wezuwiusza był jednym z mniejszych wybuchów wulkanicznych odnotowanych w historii a zasięg jego skutków był bardzo ograniczony. Natomiast w czasach bliskich współczesności największy zasięg i najbardziej śmiercionośne skutki miał wybuch w 1815 roku wulkanu Tambora na wyspie Sumbawa w dzisiejszej Indonezji. W trakcie wybuchu w powietrze wyrzucone zostało 200 km3 miału wulkanicznego. Z perspektywy Myślenic to tak, jakby zmielić na proszek górującą nad Zarabiem Ukleinę wraz z Chełmem i pobliskimi górami - a potem cały ten pył wyrzucić w powietrze.
Wybuch wulkanu Tambora miał tragiczna skutki. Uśmiercił natychmiast dziesięć tysięcy mieszkańców wyspy Sumbawa, zaś w kolejnych tygodniach dziesiątki tysięcy osób w całej Indonezji zmarły z głodu (bo wszystkie rolne uprawy zostały zniszczone) i z braku czystej wody. Pola uprawy zostały przysypane popiołem wielometrowej głębokości, więc były wyłączone z eksploatacji na kilka lat, a związki chemiczne z wulkanu zanieczyściły glebę i wodę. Popiół spadał nawet w odległości 1,5 tys. km od wulkanu!
Wyspa Sumbawa jest odległa od Myślenic o ponad 17 tysięcy km, a jednak w 1815 roku Myśleniczanie (i inni Europejczycy) zostali także dotknięci skutkami tego wybuchu wulkanicznego. Na skutek dostania się do stratosfery dużych ilości dwutlenku siarki, która rozprzestrzeniła się wokół całej planety - na całej kuli ziemskiej doszło do przyćmienia promieniowania słonecznego, spadku temperatury i zwiększenia opadów. To właśnie doprowadziło do zjawiska zapisanego w kronikach jako „rok bez lata”.
Nikt nie wiedział, jaka jest przyczyna tej anomalii, bo wiadomość o wybuchu wulkanu w odległej Indonezji dotarła do Europy po pół roku (komunikacja była wtedy jeszcze bardzo słabo rozwinięta) więc pojawiły się pogłoski, że oto nadchodzi koniec świata. Zdarzały się nawet samobójstwa z tego powodu!
To naprawdę był poważny problem. W latach 1816-1819 na ziemiach polskich wystąpiły dramatyczne lata głodowe, bo uprawy zbóż zostały zniszczone przez ciągłe opady deszczu i brak słońca. Ale ludzie szukali rozwiązań powstałych problemów, więc właśnie wtedy na ziemiach polskich upowszechniła się uprawa ziemniaka. Ludzie okazali się pomysłowi i nie pozwolili na to, żeby nawet największy kataklizm zagroził ich bytowaniu. Nikt przy tym nie zadawał pytania, skąd właściwie wziął się ten głód, bo związek tego, co się działo na przydomowym zagonku, z tym, co się wydarzyło na drugim końcu świata, nie mieścił się ludziom w głowie.
Zakończę optymistycznie:
Obyśmy zawsze i w każdych okolicznościach mieli tę myślenicką pomysłowość - to nic nam nie zagrozi!
