Jędrzej Krzyszkowski

Jędrzej Krzyszkowski

O Jędrzeju pisaliśmy na naszych łamach kilkukrotnie. Ostatnio przy okazji Nocy Galerii w MOKIS-ie i wystawy grupy Izomer. Urodzony w 1997 roku, rodowity myśleniczanin – student V roku malarstwa na ASP daje co chwila powody, żeby o nim nie zapominać, a nagroda Grafiki Roku, jaką otrzymał kilka miesięcy temu z rąk przewodniczącej jury prof. Agaty Pankiewicz, tylko potwierdziła, że rośnie nam artysta, o którym może być naprawdę głośno nie tylko w naszym mieście, województwie czy kraju. Poznajmy go bliżej.

Jakiś czas temu pisaliśmy na naszych łamach o kółku fotograficznym, które kilka lat temu założyła przy Liceum Ogólnokształcącym Karina Kiczek i o niesamowicie inspirującej młodych ludzi atmosferze spotkań tego grona. Wymieniłem wtedy nazwisko Jędrzej Krzyszkowski jako przykład na to, że praca Kariny nie idzie na marne bo ludzie przez nią „zainfekowani” miłością do sztuki trafiają już na studia i bardzo dobrze sobie na nich radzą. Czy gdybyś do kółka fotograficznego nie trafił usłyszelibyśmy o Jędrzeju Krzyszkowskim i jego fotograficzno- malarskiej pasji? Krótko mówiąc: Ty ich znalazłeś czy oni Ciebie?

Ciemnia niewątpliwie była dla mnie bardzo ważnym miejscem i wpłynęła na mój rozwój twórczy, i podjęte wybory. W tym ten o wyborze kierunków studiów. Karina Kiczek wykonuje w LO naprawdę kawał dobrej roboty. A dzięki niej, ludzie, których ciągnie do sztuki, a nie koniecznie chcą się jej w całości poświęcić, mają taką szansę i poszerzają swoje horyzonty. Oczywiście znam też takich, którzy po LO i to właśnie dzięki Karinie, obrali ścieżki kariery związane ze sztuką. Miałem to szczęście, że stosunkowo wcześnie poznałem ludzi zajawionych na sztukę, a Karina jest zdecydowanie jedną z najważniejszych. Z Kariną poznał mnie mój wujek Maciek Dyczkowski, który też jest artystą i to właśnie on był moim pierwszy nauczycielem.

Na łamach gazety pisaliśmy o Twoim debiucie z 2016 czyli o wystawie „Szczurek wędrowny”, która była retrospekcją licealnych czasów i o dwa lata późniejszym „Nożyku” z galerii w Głogoczowie. Jędrzej Krzyszkowski wtedy i dzisiaj - jakbyś ich porównał ?

Zasadniczą różnica będzie zapewne większe doświadczenie. Na początku mojej przygody ze sztuką działałem bardziej intuicyjnie. Teraz mam trochę większą świadomość, znam też już swoje mocne i słabe strony. Jestem bardziej ukształtowany jako twórca, ale myślę, że przede mną jeszcze dużo zmian i wyzwań. Pierwsze wystawy wspominam bardzo pozytywnie. Chociaż prace, które pokazałem obecnie w większości mnie bawią. Widzę, że już jestem w trochę w innym miejscu. Każda wystawa to nowe doświadczenie i na każdej można się czegoś nowego nauczyć. Myślę, że wypada tu podziękować Jurkowi Fedirko, który stworzył ze mną te wystawy. Mam nadzieję, że jeszcze kilka razem zrobimy.

Jak wyglądają studia w akademii i co poradziłbyś komuś chcącemu pójść Twoją drogą na ASP?

Akademia jest bardzo otwarta na ludzi i różne podejścia do sztuki. Na kierunkach artystycznych większość zależy od studenta. Mówię tu o możliwości wyborów pracowni, a co za tym idzie prowadzących i asystentów. Jako studenci musimy wybierać osoby, które najbardziej nam odpowiadają, jako artyści i jako ludzie. Profesorowie mają duży wpływ na wygląd zajęć, jeśli chcesz malować martwe natury od 9 do 15 wybierasz inną pracownię, niż ktoś, kto chce uprawiać malarstwo abstrakcyjne. Jeśli chodzi o korekty, to też nie ma reguły. Zdarzają się całkowicie indywidualne, ale też zupełnie otwarte, gdzie każdy może dodać coś od siebie. Podczas pandemii przechodziliśmy na zmianę, z trybu całkowicie zdalnego, na tryb hybrydowy. Zmieniało się to razem z nowymi, odgórnymi restrykcjami. Bardzo ciężko uczyć malarstwa online. Ekran telefonu, czy komputera nigdy nie zastąpi nam żywego obcowania ze sztuką. Nawet w przypadku fotografii. Niektóre pracownie poradziły sobie lepiej, inne gorzej. Zajęcia były prowadzone regularnie przez internet. Wystawa końcowo-roczna też wyjątkowo został przeniesiona do sieci. Myślę, że covid dotknął wszystkich i wszyscy studenci trochę stracili. Jeśli chodzi o moją drogę na ASP to nie jest ona może najlepszą możliwością do polecenia. Trochę namieszałem, ale wyszło mi to na dobre. Wybór kierunku Malarstwa może się wydawać dosyć dziwny zważywszy na to, że zajmuję się głównie fotografią. Na pierwszym roku tak naprawdę nie wiedziałem, co dokładnie chcę robić. Malarstwo wybrałem trochę przypadkowo. Lubiłem malować. Dopiero na 2 i 3 roku znalazłem swoje media, które odchodzą od tradycyjnego malarstwa. Bardzo pomocna okazała się tu Pierwsza Pracownia Interdyscyplinarna prowadzona przez prof. Zbigniewa Bajka i dr. Wojciecha Kopcia. Jedną z ogromnych zalet Wydziału Malarstwa jest możliwość skorzystania z wolnego toku nauczania. Studiując na malarstwie możemy jednocześnie być na wydziale rzeźby, grafiki czy intermediów. Jako student malarstwa korzystałem z tej możliwości uczęszczając na zajęcia do pracowni fotografii, ceramiki i performanceu .

Twoja praca w ramach cyklu „Co zostanie po artystach” została uznana grafiką roku, co jest ewenementem, bo po raz pierwszy wygrał student malarstwa, a nie grafiki. Jak długo pracowałeś nad tym cyklem i co Cię inspirowało do tematu?

Ta sytuacja jest podwójnie zabawna, bo nie dość, że pierwszy raz grafikę roku otrzymał malarz, to jeszcze pierwszy raz taki tytuł zdobyła fotografia. Fotografia została dopuszczona pierwszy raz do tego konkursu (i tu muszę jednak powiedzieć, że covid mi pomógł). Nad cyklem pracuję od 2018 roku i jeszcze go nie kończę. Ciągle powstaje i rozwija się, myślę, że może ze mną zostać na kilka lat. W swoje twórczości zajmuję się głównie analizą przedmiotów i tworzeniem zbiorów. W cyklu „Co zostaje po artystach?” skupiam się na zmianie biegunów postrzegania. Resztki, które w innych warunkach poddane zostałyby utylizacji, przenoszę do studia fotograficznego. Kluczową rolę w moich grafikach odgrywa zmiana skali - percepcji i znaczeń. Analogiczną metodę „podrealizmu” stosuję wobec ludzkiego ciała - organiczne resztki, które ono zostawia, przechodzą ze sfery profanum do przestrzeni sacrum. Dlaczego podjąłem taki temat? Nie wiem. Po prostu zobaczyłem coś i postanowiłem o tym opowiedzieć.

Twoje prace łączą w sobie elementy malarstwa, fotografii i grafiki. Jak laikowi wyjaśniłbyś co to za rodzaj sztuki plastycznej i dlaczego coś, co wydaję się łatwe do zrobienia, w rzeczywistości wymaga doświadczenia artystycznego i nie każdy człowiek wzięty z ulicy potrafiłby coś takiego stworzyć?

W dzisiejszych czasach zacierają się granice między klasycznymi dziedzinami sztuki. Tworząc nie zastanawiam się jak sklasyfikować swoje działania. Głównie posługuję się fotografią, jednak nie ograniczam się tylko do tego medium. Często też korzystam z gotowych przedmiotów, tworzę instalacje i obiekty przestrzenne. Działania z ciałem, czasami ocieram się o performance. Na wystawie grupy Izomer pokazuję fotografie i nie ma tutaj problemu z klasyfikacją, chociaż nie jestem fotograficznym purystą i często stosuję zabiegi graficzne w swoich pracach. Czy każdy człowiek mógłby coś takiego zrobić? Nie wiem, czy byłby w stanie. Może właśnie mógłby to zrobić. Żyjemy w czasach, że każdy jest trochę lekarzem, trochę prawnikiem i trochę handluje używanymi samochodami, może też próbować robić sztukę. Nie czuję się kompetentny tłumaczyć, dlaczego nie każdy człowiek wzięty z ulicy namaluje czarny kwadrat na białym tle. W działaniach artystycznych nie chodzi o to, czy jesteś w stanie namalować czarny kwadrat na białym tle, czy nie. I nie wiem dlaczego promujemy ten sposób narracji. Chodzi o to, by pokazać coś oryginalnego i prawdziwego.

Jak powstają takie fotografie? Masz je od razu w głowie czy zdarza Ci się siedzieć na czystą kartką papieru i improwizować?

Moje prace powstają głównie w studio fotograficznym. Lampy błyskowe, statyw, światłomierz. Taka trochę laboratoryjna praca. Czy mam je w głowie? W pewnym sensie tak. Obserwuję rzeczywistość, spotykam rzeczy, które są dla mnie w jakiś sposób ciekawe i chcę o nich opowiedzieć. Czasami zdarza się, że mam pomysł na rozwiązanie formalne i szukam tematu, który by pasował. Nie ma ściśle określonej instrukcji, na dobrą pracę. Najlepszą weryfikacją jest jej wykonanie. Zawsze można ją potem wyrzucić (uśmiech). Improwizacja w procesie twórczym jest jedną ze składowych, nie znam ludzi, którzy by jej zupełnie nie dopuszczali.

Jesteś jednym z pięciorga członków grupy Izomer. Profesor Bednarczyk na wernisażu grupy w czasie Nocy Galerii mówił o tym jak ważna jest taka wzajemna ocena swojej twórczości, jaką dokonujecie w ramach Izomeru wtedy, gdy już opuszcza się mury Akademii. Czy możliwa jest sztuka na wysokim poziomie jeśli ktoś jest skrajnym introwertykiem i nie przepada za towarzystwem?

Jest. Zawsze można być geniuszem. Jednak dla zwykłego śmiertelnika potrzebna jest jakaś forma konfrontacji swojej twórczości z innymi. W zaufanym gronie jest łatwiej. Akademia też jest miejscem, gdzie mimo wszystko będziemy musieli żyć we wspólnocie. I nie da się od tego uciec. Można oczywiście zminimalizować kontakt do koniecznego minimum.

W Izomerze wszyscy są z rocznika 1995 oprócz Jędrzeja Krzyszkowskiego, który urodził się dwa lata później. Czy można zatem domniemywać, że jesteś tak zdolny, że przeskoczyłeś dwie klasy?

Hahaha. Bardzo bym chciał, żeby tak było. Odpowiedź jednak jest nieco inna. Koledzy z mojej grupy skończyli liceum plastyczne, której jest o rok dłuższe od ogólnokształcącego. Niektórzy z nich już mają tytuł magistra. Poza tym świetnie się dogadujemy i tworzymy zgrany zespół, wiek nie był i nie jest problemem. To tylko dwa lata.

Jak wygląda życie artysty zaraz po obronieniu dyplomu i jak weryfikuje się jego prawdziwą wartość w ciągu tych pierwszych kilku lat już jako nie-student. To znaczy kiedy wiesz już, że jesteś w „pierwszej czy drugiej lidze” w swojej dziedzinie sztuki, albo że w ogóle się jednak nie nadajesz?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jestem ciągle przed dyplomem. Obrona we wrześniu. Po …chętnie się podzielę przemyśleniami. Wydaje mi się natomiast, że już podczas studiów dowiadujesz się czy się nadajesz, czy nie. To dopiero rynek zweryfikuje, czy jesteś w stanie z tego żyć. Można być w pierwszej lidze i nie mieć z tego pieniędzy. Można też robić prace bardzo słabe i czerpać z tego znaczne korzyści finansowe.

Jest jakiś konkretny punkt w Twojej artystycznej działalności, do którego chciałbyś dotrzeć w perspektywie kilku lat, a potem kilkunastu?

Chyba takiego punktu, który muszę osiągnąć nie ma. Chciałbym, cały czas się rozwijać i działać w szeroko pojmowanej kulturze i sztuce.

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).