Jedynka i jedziemy

Jedynka i jedziemy

Każdy tekst o myślenickich przedsiębiorcach to osobna opowieść i za każdym razem jest ona pasjonująca. Wiąże się nie tylko z historią prezentowanej firmy, ale bardzo często również z historią miasta. Tak jest w przypadku moich tego tygodniowych gości, historia ich firmy, to część historii myślenickiej motoryzacji.

- Auta Szkoła Rakoczy, Jolanta Wiśniowska, działa od roku 1990 - nieprzerwanie od 32 lat. Założycielem był mój tata, Janusz Rakoczy, który wcześniej działał jako kierownik myślenickiego PZMOT od 1976 roku - wprowadza nas w początki Jolanta Wiśniowska, właścicielka szkoły jazdy.

Szkoła jazdy, jak każda szkoła, to najlepszy poligon, na którym możemy zaobserwować wszelkie zmiany, jakie miały miejsce na przestrzeni lat i to na wielu płaszczyznach. Szkoła jazdy jest miejscem, gdzie obserwujemy postęp techniczny w dziedzinie motoryzacji, ewolucję przepisów, ale również zmiany, jakie zachodzą w mentalności samych użytkowników dróg.

- Na początku w naszej szkole jeździły maluchy, duży Fiat i Polonez. One były dosyć długo. Następnie nastały Fiaty Uno, dalej Fiaty Punto. Kolejne to Chevrolety Aveo , Toyoty, Kia i teraz Hyundaie oraz Suzuki Baleno. Zmieniała się motoryzacja, więc i my musieliśmy nadążyć za postępem zmieniając samochody - kontynuuje Jolanta Wiśniowska oraz jej mąż Marek, instruktor jazdy w Auto Szkole Rakoczy.

Pan Marek na co dzień jest instruktorem jazdy i wspomaga panią Jolantę w prowadzeniu szkoły, bo Auto Szkoła Rakoczy to firma rodzinna. Śmiało można powiedzieć, że tak, jak zmieniały się samochody w szkole jazdy, tak też zmieniały się gusta samochodowe Polaków i wygląd motoryzacyjny naszych ulic. Auto Szkoła Rakoczy szkoli kierowców w różnych kategoriach, jak mówi Marek Wiśniowski:

- Są to kategorie A czyli motocyklowe oraz kategorie B czyli samochodowe. W tej chwili nie świadczymy innych usług, ale w historii szkoły były również kursy na przyczepę do samochodów osobowych, oraz kategoria T, czyli ciągniki.

Ale motoryzacja to nie tylko pojazdy, zawsze najważniejszy jest człowiek, on również zmieniał się wraz z motoryzacją.

- Można to scharakteryzować bardzo krótko: kursant, którego ja pamiętam, gdy zaczynałem swoją historię jako instruktor czyli w roku 2000 jest inny od dzisiejszego. Kursant dzisiejszy zdecydowanie ewoluuje w stronę technologiczną. To znaczy życzy sobie, aby samochód większość zrobił za niego, a nie w drugą stronę. Tymczasem powinno być tak, że to kierowca decyduje i steruje samochodem, a nie odwrotnie. Niestety więcej mamy wymagań od samochodu, a coraz mniej od siebie – zauważa Marek Wiśniowski.

Jakie to życiowe, przecież takie postawy spotykamy na co dzień i nie dotyczą one tylko motoryzacji. Niestety często wygórowane wymagania przesłaniają zdrowy rozsądek.

Niezwykle ważny elementem w trakcie prowadzenia pojazdu jest psychika. Szczególnie dzisiaj, kiedy mamy do czynienia z bardzo dużym nasileniem ruchu, a zachowanie niektórych kierowców na drodze dalekie jest od obowiązujących standardów. Czy szkoła jazdy przygotowuje również do takich sytuacji?

- Ewoluujemy razem z tym, co dzieje się wokół nas. 70-80% naszych kursantów to osoby młode i jeśli chodzi o pracę ze stresem to ona zawsze była w samochodzie. Jest to element szkolenia, nauczenie młodego kierowcy, że stres zawsze będzie występował i trzeba będzie sobie z nim radzić - mówi instruktor jazdy.

Marek Wiśniowski obala również kolejny mit i jednocześnie uspokaja przyszłych adeptów sztuki jazdy. Chodzi o egzamin i niesławne mierzenie linijką odległości przez egzaminatora.

- To absolutnie wygasło, gdy pojawił się ścisły monitoring egzaminu. Nie jest to już tak problematyczne jak miało to miejsce przed 2005 rokiem.

A pani Jolanta dodaje:

- Zmieniły się również kryteria egzaminowania i obecnie większość manewrów parkowania wykonywana jest w ruchu ulicznym, mniej na placu manewrowym.

To bardzo ważna informacja, bo sytuacja ta obrosła niesławną legendą. Pan Marek, jako instruktor z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem nie kryje:

- Prawo jazdy to bardzo poważny egzamin, ale jest to egzamin, który trzeba przejść i nie ma się aż tak czego obawiać !

Po zdanym egzaminie szkoła prosi, aby przyjść się pochwalić, często więc byłego kursanta i instruktora łączą wręcz przyjacielskie relacje.

Jak wspominają państwo Wiśniowscy, ich kursanci to w przewadze ludzie młodzi, bardzo często zdarza się, że do szkoły jazdy przyprowadza ich mama lub tata, którzy sami robili prawo jazdy w Auto Szkole Rakoczy. Ale bywają i sytuacje odwrotne, zdarza się, że zmotywowany sukcesem dziecka rodzic sam przychodzi zrobić prawo jazdy, nierzadko w tajemnicy przed dziećmi, mówiąc: ja im pokażę, że też mam. Szkoła otwarta jest dla wszystkich, więc każdy witany jest z radością.

Zarówno pani Jolanta, jak i pan Marek, zgodnie podkreślają, że ich praca to ich pasja i zawsze idą do niej z radością, to zaszczepił w nich Janusz Rakoczy, założyciel szkoły i człowiek instytucja, jeśli chodzi o tajniki szkolenia i przepisy ruchu drogowego. Niestety pana Janusza już od ponad roku nie ma wśród nas.

Wiadomo w szkole, jak to w szkole, różni są też kursanci. Dlatego Marek Wiśniowski mówi:

- Zawsze powtarzam, bardzo dobrze pracuje się z kursantem, który wie po co tutaj przyszedł, ten cel nie może zostać zagubiony. Jeżeli to zostaje zachowane, to jest fantastycznie, nawet jak na początku coś nie wychodzi. Zdarza się również, że niektóre czynności sprawiają młodemu kierowcy trudność, kursant się zraża i wtedy jest to dla mnie wyzwanie. Ale ja lubię wyzwania, przez to moja praca nigdy nie jest nudna.

Zza szyby samochodu nauki jazdy świat wygląda nieco inaczej, na koniec chciałbym się dowiedzieć od fachowca, jak jeździmy?

- Coraz lepiej, ale jeszcze to idzie za wolno. Wynika to też z coraz lepszych i bezpieczniejszych samochodów. A marzy mi się, żeby choć jeden promil w poprawie bezpieczeństwa był moim udziałem - mówi Marek Wiśniowski, instruktor jazdy z ponad dwudziestoletnim stażem.

A co najbardziej szwankuje u kierowców?

- No chyba jednak kultura i te nienajlepsze polskie zwyczaje drogowe. No i niestety własna interpretacja przepisów i przekonanie o nieomylności - dodaje pan Marek.

Czego życzymy przyszłym kierowcom ?

- Cierpliwości i opanowania emocji, reszta ułoży się sama - mówią Jolanta i Marek Wiśniowscy z Auto Szkoły Rakoczy.

32 lata na rynku, a właściwie na drodze, tysiące wyszkolonych kursantów i miliony przejechanych kilometrów. Ale jak mówi jedna z reklam, „naj nie bierze się znikąd”. Na sukces Auto Szkoły Rakoczy składa się wiele czynników i dopiero one wszystkie razem tworzą niepowtarzalny klimat szkoły.

No to drodzy Państwo, kto jeszcze nie ma prawa jazdy?

 

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.