Kolorowy świat plastiku

Kolorowy świat plastiku

Historia naszego tego tygodniowego przedsiębiorcy jest naprawdę w amerykańskim stylu. Jest w niej wszystko: determinacja, pomysł, ciężka praca i wsparcie rodziny, a na końcu sukces, który trwa do dziś. Tak w telegraficznym skrócie wygląda historia firmy Plast – Med Jana Górki z Trzemeśni.

- Rozpocząłem działalność w roku 1969, byłem wtedy jednym z najmłodszych rzemieślników w Polsce, liczyłem 22 lata. Pan Jan miał siedmioro rodzeństwa, czterech braci i trzy siostry. Był to bardzo trudny czas dla wszystkich, którzy prowadzili własną działalność.

- Najstarszy brat Ludwik za namową naszego szwagra, który produkował dla spółdzielni pracy Galaton w Krakowie wieczne pióra na atrament oraz długopisy, założył firmę, która produkowała długopisy i wieczne pióra. Ja prawie ukończyłem szkołę i brat zaproponował mi prace na wtryskarce. Początkowo były to szkolne pióra i bardzo proste długopisy. W ciągu 4lat firma produkowała naprawdę piękne długopisy- 4kolorowe, 3kolorowe i 2kolorowe i oczywiście piękne wieczne pióra o nazwie CADILLAK z nasadką metalową i amerykańską, złoconą stalówką.

Pan Jan pracował w firmie brata trzy lata.- Jest 1969 rok, za namową brata Ludwika złożyłem podanie do Wydziału Przemysłu Handlu i Usług w Myślenicach o wydanie koncesji na Wytwarzanie Art. z Tworzyw sztucznych Drewna i Metalu. I tak zaczyna się historia mojej firmy. Brat dał mi jedną maszynę, ręczną wtryskarkę, ojciec dał mi pomieszczenie w budynku mieszkalnym, u nas, w Porębie. Przystosowałem to pomieszczenie i rozpocząłem produkcję. W międzyczasie ojciec wziął kredyt z banku, abym mógł kupić drugą maszynę, i na dwie maszyny rozpocząłem produkcję piór, dla odbiorców w Krakowie – relacjonuje Jan Górka.

Rynek i branża rozwijała się dynamicznie, ładne, estetyczne, a co najważniejsze kolorowe rzeczy robiły furorę w szarej rzeczywistości PRLu. Zarówno brat pana Jana, jak i mój rozmówca zaczynali produkować coraz to nowe rzeczy z plastiku, kooperując z innymi wytwórcami. Jan Górka nie kryje, że produkcja szła przysłowiową pełną parą, a to wiązało się z naprawdę dużymi zyskami, które momentami przyprawiały o zawrót głowy młodego rzemieślnika. Jak sam przyznaje: - Dla młodego chłopaka to były bardzo duże zarobki. Po roku działalności zdecydowałem się budować dom, bo nasz rodzinny był drewniany i mały. Do nowego domu kupiłem również nowe maszyny, nowe formy i zacząłem powiększać produkcję. Szybko zarobiłem na fiata 125P z PEWEXU. Za 2 lata sprzedałem go i kupiłem FIATA 132P.

Jak wspomina Jan Górka w owym czasie prawdziwą furorę robiły długopisy, które w swojej górnej części miały zdjęcie, lub jakiś wizerunek i były długopisami pamiątkowymi. Jednak prawdziwym hitem w tym czasie stały się długopisy z Myszką Miki, Kaczorem Donaldem i statkiem Stefan Batory, które to postacie pływały w wodzie, przemieszczając się z góry na dół.

- Produkowałem również długopisy z wizerunkiem ELVISA PRESLEJA. ABBA. BONY M. i inne.

Czasy były zupełnie inne, a Stany Zjednoczone znajdowały się po drugiej stronie żelaznej kurtyny, dlatego też Jan Górka zajął się produkcją wiernej kopii długopisu Parker. Kopia była praktycznie nie do odróżnienia od oryginału.

- Był to po prostu Parker, jak wyprodukowany w fabryce. Mieliśmy końcówki szwajcarskie, Warszawa robiła nasadki metalowe, rurki metalowe do wkładów też pochodziły z Warszawy, świetnie to wychodziło – wspomina Jan Górka. - Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się długopisy z wizerunkiem Ojca Świętego Jana Pawła II co nie podobało się władzom PRLu, w związku z tym zaczęły się w firmie rewizje, kontrole i wszelkie utrudnienia. Były to głównie kontrole z Izby Kontrolno- Rewizyjnej wzmocnionej zwykle dwoma milicjantami z wydziału Przestępstw Gospodarczych z Krakowa. Częściej bywali u brata w Myślenicach, bo mnie na wsi było trudniej znaleźć. Niestety, jak się później okazało, wiele tych nieproszonych wizyt było spowodowane donosami – mówi Jan Górka.

Historia wyżej wspomnianego długopisu z wizerunkiem Jana Pawła II i tego, jak trafił on do rąk Lecha Wałęsy, to temat na osobny artykuł.

Zmieniały się czasy, gusta i upodobania klientów, zmieniło się również zapotrzebowanie na produkty, musiała się również zmienić firma Plast – Med, i tak się stało.

Jak mówi producent: - Jakikolwiek w tej chwili zrobiłby pan długopis, nie utrzyma się pan na rynku. Podobny, chiński ceną bije go na głowę, ale jak pan widzi ja dalej stoję przy wtryskarce.

Jan Górka zainwestował w nowe maszyny, wykonał nowe matryce i rozpoczął produkcję plastików użytkowych. Pierwszym nowym produktem były plastikowe grabie.

- Drewniane grabie stały się za drogie i były łamliwe, ja stałem się na początku jedynym producentem w Polsce grabi plastikowych. Na początku była duża nieufność rolników, ale później przebojem zdobyły rynek – z dumą podkreśla Jan Górka.

Grabie to towar sezonowy, a co z resztą roku? Kolejne nowatorskie pomysły to plastikowe łopaty do śniegu, plastikowe wiadra, wkładki do nosa zapobiegające chrapaniu oraz specjalna wkładka do słoików ułatwiająca kiszenie kapusty domowym sposobem. Plast - Med. wykonuje również indywidualne zamówienia klientów.

Słuchając historii pana Jana Górki można śmiało powiedzieć, że to jeszcze nie koniec, gdyż działalność pana Jana to jego życie i pasja - 55 lat nieprzerwanej historii firmy, mimo różnych meandrów i zmian, naprawdę robi wrażenie. Jaki jest zatem przepis na długowieczność firmy?

- Ja proszę pana wychowałem się na gospodarce i moje wyroby są proste, a zarazem funkcjonalne i trwałe. One są takie, jakich ja chciałbym używać i takie daje klientom – kończy nasze spotkanie z uśmiechem Jan Górka, właściciel firmy Plast – Med.

 

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.