Krótka historia „Końskiego Rynku”
„Koński Rynek” pozostaje żywą nazwą wśród mieszkańców Myślenic, mimo że w 1930 roku został oficjalnie przemianowany na plac Kilińskiego. Jego historia sięga jednak znacznie dalej.
Za jedną z najważniejszych dat w dziejach miasta uznaje się rok 1342, kiedy król Kazimierz Wielki nadał Myślenicom przywilej lokacyjny. Historia samego rynku rozpoczyna się natomiast ponad sto lat później, około 1458 roku. Na rozwój „końskiego rynku” trzeba było jednak poczekać jeszcze dłużej.
Na przełomie XVII i XVIII wieku ogródki przy Bysince, pod cmentarzem, przy kościele farnym, należały do lendwójta Jana Wątorskiego oraz rajcy Stanisława Łukowicza. Przełomowym momentem było wykupienie i oddanie placu w 1704 roku przez kasztelana krakowskiego, hrabiego na Wiśniczu i Jarosławiu Hieronima Augustyna Lubomirskiego. Uczyniono to z myślą o wygodzie osób przyjeżdżających do świątyni konnymi furmankami. Decyzję tę w 1706 roku zatwierdził król August II. Teren został ogrodzony i wyszutrowany przez plebana dr. Andrzeja Ziebrowskiego, stając się tym samym pierwszym publicznym placem postojowym w Myślenicach.
Handel na płycie rynku przybierał formę jarmarków, odbywających się co drugi poniedziałek. Na całym rynku ustawiano niewielkie sklepiki z drobnym towarem. Przy chodniku - od domu po aptekę - znajdowały się stragany z pieczywem, a przed nimi, aż do figury św. Floriana, działały garkuchnie. Z kolei od fontanny Tereski po bank rozciągały się kramy żydowskie, oferujące głównie materiały.
Z biegiem lat utrzymanie targowiska zaczęło coraz bardziej obciążać budżet gminy. Jednocześnie opłaty pobierane na rogatkach od furmanek wjeżdżających do miasta stanowiły źródło dochodu samorządu komunalnego. Mimo to koszty pozostawały wysokie, szczególnie w przypadku targowisk zwierzęcych - w 1918 roku na targowicę bydlęcą wydatkowano 1149 koron.
Zmiany zachodzące na rynku widoczne były również w asortymencie. Miejscowi rzemieślnicy oferowali przede wszystkim buty, trzewiki, pantofle, serdaki zakopiańskie, powozy, liny oraz uprząż dla koni. Z czasem pojawiły się także mniejsze targi, odbywające się we wtorki i piątki. Rolnicy z okolic Stróży, Trzebuni i Pcimia dostarczali wówczas nabiał oraz drób, natomiast wyroby drzewne przywozili mieszkańcy Trzemeśni i Poręby. Materiały odzieżowe trafiały na rynek z okolic Kalwarii, a sprzedawcy z Dobczyc konkurowali z miejscowymi szewcami. Ci ostatni zajmowali południową część rynku, wzdłuż chodnika, podczas gdy w jego centralnej części, wzdłuż południowej drogi, handlowano zbożem. Po stronie północnej dominowała galanteria i odzież. Na targowicy prowadzono sprzedaż bydła.
Z kolei grabie, cepy, zabawki, drewniane wózki czy łyżki kupowano właśnie na „końskim rynku”, który do dziś pozostaje ważnym elementem lokalnej tradycji handlowej. Współcześnie nadal można spotkać tu rodzimych sprzedawców i nabyć wyjątkowe produkty.
Kalina Kowalska
Tekst powstał w ramach praktyk studenckich - realizowanych w redakcji Gazety Myślenickiej
