Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat (cz. 1)

Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat (cz. 1)

W grudniową ciepłą noc w 2016 roku, kiedy na antypodach przypada środek lata czytelnicy australijscy The Daily Telegaf mogli poznać, mrożącą krew w żyłach opowieść ocalałego z Holokaustu Jacka Feilera, która wydarzyła się w dalekiej Europie w czasach II wojny światowej.

Tytuł niezwykłego artykułu był niesamowity: Mój ojciec próbował mnie zabić, aby ocalić naszą rodzinę przed Hitlerem. Z lektury teksu można było się dowiedzieć, że malutki Jacek, który urodził się 1944 roku był śmiertelnym zagrożeniem, a szczególnie jego płacz, dla całej żydowskiej rodziny, która ukrywała się w gospodarstwie w podkrakowskiej Nowej Górze w rodzinie Chucherków. Roman Gieroń w artykule „Ewangeliczny nakaz niesienia pomocy. Duchowni ratujący Żydów” zamieszczonym w Dzienniku Polskim (29.12.2022) m.in. pisze: (…) o najtragiczniejszej decyzji jaką mogli podjąć rodzice. Po bezskutecznej próbie uduszenia dziecka zdecydowali, że niemowlę zostanie przekazane pod opiekę obcym ludziom. Dziecko zamiast zostać pochowane, zostało przemycone z kryjówki przez miejscowego księdza (jak zapisano) „dra Mirskiego”. Ksiądz miał przenieść dziecko w małym pudełku i zostawić na progu bezdzietnego małżeństwa Noworytów mieszkających w pobliskiej wsi Miękinia. Po wojnie chłopiec został oddany biologicznym rodzicom. Feilerowie wkrótce wyemigrowali z Polski i ostatecznie zamieszkali w Australii (…).

Rodzina Chucherków została po wojnie uhonorowana tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Natomiast rodzina Noworytów, ani tajemniczy „dr Mirski” niestety nie otrzymali tego zaszczytu.

Kim był tajemniczy „dr Mirski”, który w mroźną okupacyjną noc narażał swoje życie by ratować małe żydowskie dziecię, dla którego nie było miejsca na ziemi?

Oczywiście ze względów konspiracyjnych nie można było wtedy podać swojego prawdziwego nazwiska. Dlatego Jacek Feiler z dalekiej Australii nie mógł tego wiedzieć. Za pomaganie Żydom groziła bowiem wtedy śmierć z rąk hitlerowskiego okupanta! Po latach jednak okazało się, że tajemniczym doktorem był…ksiądz dr. Franciszek Mirek rodem z beskidzkiej Naprawy! Chrzczony w kościele parafialnym w Łętowni, w którym w tym samym czasie modlili się i przyjmowali m.in. sakramenty jego pobratymcy, mieszkańcy Bogdanówki, Skomielnej Czarnej czy Tokarni.

Ksiądz Franciszek Mirek był bowiem w okresie II wojny światowej proboszczem w Nowej Górze i pomagał tam również innym ukrywającym się Żydom. Wspierał m.in. żydowskiego uciekiniera Rudolfa Grossfelda, który ukrywał się u Stanisława i Agaty Kotów z Czernej. Dzielny kapłan współpracował również z polskim podziemiem, a dla żołnierzy z Armii Krajowej jego plebania była miejscem wypoczynku, zebrań i narad. Za współpracę z podziemiem niepodległościowym obozu londyńskiego zapłacił karą więzienia oskarżony niesłusznie… o współpracę z Niemcami przez władze komunistyczne PRL-u. W ramach akcji przeciwko polskiemu duchowieństwu prowadzonej w czasach stalinizmu, także jego dobrze zapowiadająca się kariera naukowa uległa załamaniu.

Poniżej przedstawiam biogram ks. dr. Franciszka Mirka, którego bogaty i niezwykły życiorys zasługuje na przypomnienie i popularyzację wśród mieszkańców kliszczackich wsi.

Franciszek Mirek urodził się w Naprawie 20 czerwca 1893 roku, która należała do parafii w Łętowni, a administracyjnie do powiatu myślenickiego. Rodzice, Andrzej i Maria z domu Kwatyrów, pochodzili z biednej rodziny chłopskiej. Naukę na poziomie podstawowym rozpoczął w rodzinnej Naprawie. Potem był Jordanów i Myślenice. Następnie kontynuował edukację w Krakowie, w Gimnazjum św. Anny w dzisiejszym I Liceum Ogólnokształcącym im. Bartłomieja Nowodworskiego, które ukończył w 1912 roku. Następnie wstąpił do Krakowskiego Seminarium Duchownego, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. 11 czerwca 1916 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Adama Sapiehy. Następnie studiował prawo we Francji na Wydziale Prawa i Ekonomii w latach 1922-1924., gdzie złożył i obronił pracę doktorską. Po powrocie ze studiów 16 sierpnia 1924 rozpoczął pracę w charakterze notariusza w kurii krakowskiej, gdzie wykorzystywał w praktyce zdobytą wiedzę prawniczą. W 1925 za zgodą władz kościelnych rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim., gdzie po zdobyciu habilitacji rozpoczął pracę. Natomiast swoje wykształcenie teologiczne uzupełnił na Uniwersytecie Warszawskim, na którym studiował w latach 1929/30.

cdn

Marian Cieślik